11 grudnia

25 5 5
                                        

Środa

O co chodzi tym ludziom?

Renifer zaczepił mnie na korytarzu, pytając jak tam moje stosowanie się do regulaminu szkolnego i zaczęliśmy się przekomarzać. Właśnie opowiadałam mu o Kamilu i jego bluzie. Renifer wymyślił kilka nowych rozwinięć (niektóre, muszę przyznać, były nieco wulgarne) i prawie tarzałam się ze śmiechu, gdy zobaczyłam Liama. Już chciałam mu pomachać, ale on ostentacyjnie się ode mnie odwrócił. Nie mógł mnie nie zauważyć – wyłam jak ranna hiena.
Naprawdę nie wiem, co go ugryzło. A rodzice to już w ogóle poszaleli. Nie odzywają się do siebie i chodzą jacyś tacy nieobecni. Pojęcia nie mam, co się dzieje.


11 grudnia, długa przerwa

Chyba muszę zaszyć sobie tę moją niewyparzoną jadaczkę, bo ona tylko przynosi mi kłopoty. Dosłownie przed chwilą miałam fizykę z panią Kamieńską i nie dość, że dostałam pałę, to jeszcze uwagę.

Zaczęło się od tego, że udawałam, że mnie nie ma, bo Kamieńska odpytywała przy tablicy. Rzecz jasna trudno udawać, że się nie istnieje z włosami koloru ognia, więc nim się obejrzałam nauczycielka zawołała:

– Wagner. Zapraszam do mnie. Weź swój zeszyt.

Po prostu cudownie. Westchnęłam z udręczeniem, chwyciłam mój zeszyt do fizyki i poczłapałam do biurka.

– Z życiem, Wagner, z życiem. Nie mamy całego dnia.

Przewróciłam oczami i podeszłam szybciej. Podałam nauczycielce zeszyt. Ona zaczęła go przeglądać i mruczeć coś pod nosem. Na szczęście odrobiłam zadanie domowe.

– Dobrze... W takim razie, Wagner, przypomnij nam drugą zasadę dynamiki Newtona.

– Eee... – Splotłam dłonie przed sobą. – Polega ona na tym, że... eee... jeśli kopnę piłkę, to ona poleci do przodu z taką samą siłą, z jaką ją kopnęłam, ale z odjęciem jej masy, która ją przyhamuje.

Pani Kamieńska zmarszczyła brwi i spojrzała na mnie znad swoich okularów. Miała okropną cerę, a nad ustami sypał jej się wąsik. Jak wszyscy nauczyciele, nie przepadała za mną.

– Chodziło mi o treść zasady – powiedziała surowo. – Przypomnij nam treść drugiej zasady Newtona.

Rozplotłam i splotłam dłonie z powrotem. Zaczynałam się denerwować.

– Ale chyba powiedziałam, dobrze, prawda? Nie znam tego na pamięć, ale chyba najważniejsze, że to rozumiem...?

– Nie – powiedziała ostro pani Kamieńska, patrząc na mnie z dezaprobatą. – Masz znać to na pamięć. Skoro wiesz, o co chodzi, to tylko oznacza, że ktoś ci to wytłumaczył.

Teraz to ja uniosłam brwi.

– To chyba dobrze, skoro pani nie potrafiła – odszczeknęłam.

Tak właśnie dostałam jedynkę i uwagę. Musze zacząć kontrolować słowa, które wychodzą z moich ust, bo mnie wyrzucą z tej szkoły.


11 grudnia, po 16stej

Zadzwonił Patryk i zamiast powitania powiedział:

– Mija pół roku.

Skojarzyłam natychmiast. Co pół roku robiliśmy z Patrykiem maraton Harry'ego Pottera. Nie wiem, skąd wzięła się nasza obsesja na punkcie młodego czarodzieja, ale trwała od lat.

– Kiedy dokładnie? – zapytałam.

– Dokładnie dzisiaj.

Pokiwałam głową, choć on nie mógł tego widzieć.

Piątek TrzynastegoOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz