Wtorek
Chodzenie do szkoły zaczyna nareszcie dostarczać korzyści. Na długiej przerwie spotkałam Liama. Stał oparty o ścianę w dżinsach, swetrze i kowbojkach. Brakowało mu tylko kapelusza kowbojskiego i jakiejś trzciny, która wystawałaby mu z ust. Miało to swój urok, ale pierwsze, co nasunęło mi się na jego widok, to to, jak wciągnął tę dziewczynę do przymierzalni i aż zrobiło mi się gorąco.
Byłam jednak pewna, że Liam mnie teraz nienawidzi, więc przynajmniejnie musiałam się martwić, że będę musiała mu patrzeć prosto w oczy.
– Hiya! Julia!
Nie zdążyłam go jeszcze wyminąć, gdy mnie zawołał. Odwróciłam się w jego stronę, wskazując na siebie.
– Do mnie mówisz? – zapytałam zdziwiona.
Liam się roześmiał, jakbym była przekomiczna i wsunął telefon do kieszeni spodni.
– Co słychać?
Zamrugałam niepewnie.
– Ja... dlaczego ze mną rozmawiasz?
Teraz to Liam wyglądał na zbitego z tropu.
– Bo ja się z tobą przyjaźnię, yeah?
Nie wiedziałam, co się dzieje. Przecież Honorata mu podobno o mnie nagadała... Może jej nie uwierzył...?
– Liam... rozmawiałeś z Honoratą? Taką wysoką brunetką?
– Brunetke?
– Taka wysoka dziewczyna, brązowe włosy, brown hair. Rozmawiałeś z nią?
Twarz Liama się zmieniła. Wolno pokiwał głową, a potem się do mnie nachylił.
– Tak. Ona nie mówiła o tobie dobre rzeczy.
– I nie uwierzyłeś jej? – zapytałam cicho z ustami przy jego policzku.
Liam spojrzał mi w oczy, był tak blisko, że mogłam policzyć jego rzęsy.
– Nie – wyszeptał.
Moje serce zrobiło salto w tył, ale mój mózg uznał, że czas mnie zasabotować i nagle przypomniało mi się jak rzucił tę bezimienną dziewczynę na ścianę i zaczął całować. Odskoczyłam od niego i zaśmiałam się piskliwie.
– To dobrze. Dziękuję!
Liam się uśmiechnął i wolno wyprostował. Dalej patrzył na mnie tak, jakbym go naprawdę bawiła i dotarło do mnie, że źle go oceniłam. Nie był wcale czarującym dżentelmenem z południa... no może to też, ale przede wszystkim... był seksy.
– Ile kończysz?
– Słucham?
– Ile lekcji kończysz?
– Och! Mam jeszcze trzy lekcje.
Uśmiechnął się tak szeroko, że mogłam znowu podziwiać te jego cudowne dołeczki.
– I ja. Wypijesz ze mną kawę po szkoła?
Przed oczami ponownie stanęła mi scena ze sklepu. Tym razem jednak, widziałam to wyraźnie, dziewczyna, którą całował Liam miała krótkie rude włosy i odstające uszy.
Zaczerwieniłam się jeszcze bardziej na myśl, że Liam mógłby mnie pocałować. Czy on naprawdę zapraszał mnie na randkę? I czy mogłam mu odmówić?
Właściwie to musiałam.
– Idziemy dzisiaj z dziewczynami do kina – powiedziałam z przepraszającym uśmiechem.
– Kina.
Nie chciałam mu tłumaczyć, że dopiero, co pogodziłam się z Sandrą i nie zamierzałam odstępować jej na krok. Poza tym wolałabym nie zrobić nic, co znowu by ją zdenerwowało. Dlatego tylko pokiwałam głową.
– Nowy Marvel – doprecyzowałam.
Dołeczki zniknęły. Liam wzruszył ramionami.
– OK.
Zadzwonił dzwonek, a ja kolejne trzy lekcje rozmyślałam o tym, jak mogłaby wyglądać randka z Liamem.
Randka!
Nikt nigdy nie zaprosił mnie wcześniej na randkę!
Powiedziałam o tym dziewczynom, na co Sandra popukała się w głowę.
– Wiesz, że mogłaś po prostu z nim iść? Nie obraziłybyśmy się, to tylko kino.
Teraz tak mówiła, ale gdybym wybrała randkę ponad spotkanie z nią, nie dałaby mi żyć. Tego jednak, oczywiście, nie powiedziałam, bo nie jestem samobójczynią.
Wróciłam do domu obżarta popcornem i opita colą i zamierzałam iść do pokoju, ale już po przekroczeniu progu, wiedziałam kto nas odwiedził.
Kamil.
Przyjaciel Łukasza i najgorszy dzieciak na świecie. Uważa, że jest raperem, zakłada białe tank topy, nisko wiszące dżinsy i jestem pewna, że jak skończy osiemnaście lat to zrobi sobie tatuaż na twarzy. Gdy weszłam do salonu, siedział rozparty na fotelu i jak zwykle kiwał głową w takt bitu, który najwyraźniej rozbrzmiewał tylko w jego głowie. Nie wiem, co Łukasz w nim widzi.
– Yo, laska! – przywitał mnie, prężąc pierś.
Spojrzałam lekceważąco na jego bluzę. Był na niej nadruk JP.
– JP? – zapytałam. – W sensie: jeżdżę polonezem?
Łukasz parsknął śmiechem, a Kamil rzucił mi spojrzenie pełne wyższości.
– Jebać policję – powiedział, zniżając głos i wysuwając szczękę do przodu. Chyba uważał, że to takie cool i raperskie.
Jedyny rap jakiego słuchałam to Post Malone w piosence Taylor Swift, więc nie miałam dużego porównania, ale wiedziałam na pewno, że wszystko, co Kamil sobą reprezentuje bynajmniej nie ma nic wspólnego z rapem.
A już na pewno nie z byciem cool.
– No tak – mruknęłam. – Oczywiście, wstrętna policja. Prześladują cię za noszenie plecaka na jednym ramieniu? A może chodzi o to, że nie zjadasz zieleninki z obiadku? Mama na ciebie doniesie?
Szczęka Kamila jeszcze bardziej wysunęła się do przodu. Zaczęłam się martwić, że zaraz mu wyskoczy z zawiasów i będziemy musieli dzwonić po pogotowie.
– Jesteś taka wolna – rzucił, ale widziałam, że się zaczerwienił. – Nie rozumiesz zasad ulicy.
Rodzice Kamila mieli Tesle w garażu i zabierali go na wakacje na Hawaje.
Uniosłam brwi.
– Czerwone – stój, zielone – idź, a jak nie ma świateł to: prawo, lewo, prawo i wtedy można przejść przez ulicę.
Kamil cały się naburmuszył i zwrócił do Łukasza:
– Twoja siostra jest jakaś nienormalna. Może ją adoptowali?
Łukasz stwierdził, że znaleźli mnie na śmietniku, ale go zignorowałam i zaczęłam szukać innych rozwinięć dla skrótu z bluzy Kamila. Jestem pelikanem. Jem pączki. Jestem półanalfabetą i wiele, wiele innych. W końcu Łukasz się zdenerwował i zawołał tatę. Ojciec, nie rozumiejąc mojego fantastycznego poczucia humoru, kazał mi zostawić brata w spokoju. Cóż, skoro chcą się pozbawić mojego czarującego towarzystwa, to ich sprawa.
Bo ja, tak, właśnie ja – Julia Wagner – zostałam dziś zaproszona na randkę. Co oznacza, że może nie zostanę zjedzona przez własne koty.
Chociaż to właściwie nie jest najgorszy plan na przyszłość.
CZYTASZ
Piątek Trzynastego
RomanceJulia Wagner ma pecha. Ogromnego pecha, który prześladuje ją od urodzenia, ale że urodziła się w piątek trzynastego, to nawet już się temu nie dziwi. Ale gdy podpala sobie włosy i musi je ściąć na krótko, szala goryczy się przelewa i Julia postanawi...
