20 grudnia

22 5 0
                                        

Piątek – autobus

Wyszłam dziś z domu i kto pod nim siedział trzęsąc się?

Piesek.

Mały, ohydny, szary szczeniaczek.

Dlaczego ohydny?

Może chodziło o dziwny szarawy kolor? A może o źle zrośniętą przednia łapkę? Może jednak o to, że był niemal łysy? Nawet jego uszka były niesymetryczne: jedno stało prosto, a drugie było oklapnięte. Ten piesek był po prostu... przeciwieństwem wszystkich czarujących szczeniaczków z reklam papierów toaletowych. Mimo to wydał mi się słodki. Nie miał obroży i wyglądał na głodnego.

Normalnie bym się cofnęła i dała mu jeść, ale byłam już spóźniona i musiałam biec na przystanek. Nie patrząc na pieska, ruszyłam w przeciwną stronę.

Krok, krok, krok... Przystanęłam. Mogę się spóźnić na te jedną lekcję, prawda? Liczy się dobre serce, nauczyciel informatyki powinien to zrozumieć.

Odwróciłam się do szczeniaczka. Wbił we mnie ślepia. Można by powiedzieć, że stoi nieruchomo, gdyby się tak nie trząsł.

Pobiegłam do domu i przyniosłam kiełbasę z lodówki. Rzucił się na nią, jakby nie jadł od tygodnia, a ja ruszyłam biegiem na autobus. Gdy dobiegłam na przystanek, akurat podjechał.

Czasami nawet ja miałam szczęście.

Wskoczyłam raźno do środka i zajęłam miejsce obok Adriana, chłopaka, który dojeżdżał na ósmą do pracy, do ksera obok mojej szkoły.

– Cześć! – przywitałam go. – Jak tam?

– A, w porządku. To twój pies?

Odwróciłam głowę. Koło mojego siedzenia stał ohydny szczeniaczek.

– Sio! To nie mój pies. Nakarmiłam go i tyle.

– Chyba się już nie odczepi – zaśmiał się Adrian, gdy szczeniaczek wskoczył mi na kolana.

Bezczelne zwierzę.

20 grudnia

Zwiałam ze szkoły. Tak jest! Ja i ohydny szczeniaczek zwialiśmy ze szkoły!

Wstrętna ze mnie wagarowiczka. Ale wagarowiczka ze szczytnym celem. Mam zamiar przygarnąć ohydnego szczeniaczka. Poważnie. Poczekam w domu, aż przyjdą rodzice i przedstawię im...

No dobra, najpierw wymyślę mu imię.

20 grudnia

Wymyślenie imienia dla zwierzaka to wcale nie jest bułka z masłem. Ohydny szczeniaczek zasnął uszczęśliwiony na moim łóżku, a ja siedzę i gapię się na niego. Nic nie przychodzi mi do głowy.

Kot Patryka nazywa się Harry Potter, dla śmiechu mogłabym nazwać ohydnego szczeniaczka Voldemort. To imię miałoby same zalety: fajnie się skraca (Voldi), jest związane z czymś, co uwielbiam, no i czystą rozkoszą byłoby zobaczenie miny Patryka na wieść o tym, że nazwałam swojego psa Voldemort.

20 grudnia

Jest za młody, żeby być Voldemortem.

20 grudnia

Ojej, ale ja jesteś ślepa. Przecież to było przed moimi oczami cały czas! Wiedziałam, że ohydny szczeniaczek kogoś mi przypomina, ale dopiero jak znalazł skarpetkę na podłodze i zaczął ją tarmosić, spłynęło na mnie oświecenie.

Ohydny szczeniaczek był teraz wolnym elfem. Muahahaha!

20 grudnia

Tata przyszedł i zobaczył mnie ze Zgredkiem w kuchni.

Piątek TrzynastegoOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz