25 grudnia, środa, jakaś 11
W końcu wszyscy dorwali się do swoich prezentów. Dostałam sporo fajnych rzeczy, nie mam co narzekać. Kilka książek, w tym trylogię Okrutny Książę, nową torbę do szkoły i różowego pada. Od dziadków dostałam kupon na koncert (mogłam wybrać jakikolwiek koncert w 2025, a oni kupią mi bilety), a od Łukasza kubek z Pedro Pascalem, na widok którego mama zachichotała, a my wymieniliśmy zaniepokojone spojrzenia.
Z samego rana gadałam też z Olą, Sandrą i Patrykiem. Ten ostatni zapowiedział się na piątek. Stwierdził, że musi mi powiedzieć coś niezwykle ważnego. Chciałam od niego wyciągnąć co, ale się nie wygadał.
25 grudnia, ok. 16
Kaśka jest nie do zniesienia. Teraz uznała, że czas na przymilanie się. Podeszła do mnie po obiedzie.
– Julka, co tam? Może obejrzymy razem jakiś film?
Popatrzyłam na nią, jakby z drzewa spadła.
– Co?
– Film. Chyba wiesz co to jest, prawda? Myślałam, żeby wieczorem przygotować miskę popcornu, usiąść na kanapie i obejrzeć coś... Nie wiem... Na przykład Harry'ego Pottera?
Chyba ma gorączkę.
– Wszystko z tobą w porządku?
– Oczywiście, Harry Potter jest super świąteczny. No i Patryk mógłby wpaść na seans, nie?
Tajemnica rozwiązana! Westchnęłam udręczona.
– Jest pierwszy dzień świąt, jak ty sobie to wyobrażasz? Że niby zadzwonię, rzucę hasło, a on tu się teleportuje?
Kaśka tylko zacisnęła usta w wąską kreskę i sobie poszła.
25 grudnia, ok. 17
Kaśka się nie poddaje. Łazi za mną i wciąż jest miła. Powtarzam jej, że nici z seansu, ale jest nieugięta.
– Przecież nie mówię, że dzisiaj. Jutro... albo pojutrze? Dopóki tu jestem. Wiesz, że Patryk zawsze mnie lubił, na pewno chętnie przyjdzie.
Wybuchnęłam śmiechem. Patryk nie cierpiał Kaśki prawie równie mocno, co Honoraty. Miał pewien kodeks zasad i jedna z nich stanowiła o tym, że wrogowie jego przyjaciół są jego wrogami. Nieważne jaki mają rozmiar stanika.
– Patryk nigdy cię nie lubił.
Kaśka pokręciła głową.
– Jestes strasznie nieuprzejma – zbeształa mnie.
25 grudnia, ok. 18
Zaraz poleje się krew! Kaśka zgadała się z Maćkiem i teraz oboje za mną chodzą, twierdząc, że mam problemy. Stanęli obok mnie i zaczęli głośno rozmawiać o tym, że zaatakowałam kolegę Honoraty.
– Nie radzi sobie z gniewem. To objaw choroby psychicznej.
– To pewnie szizoremnia – uznał Maciek.
– Schizofrenia – poprawiłam go.
– Dobrze – uznała Kaśka. – Przynajmniej wiesz, co ci jest.
25 grudnia, ok. 19
Maciek uczepił się tego gniewu jak rzep psiego ogona. Kaśka już dała mi spokój, ale on cały czas się za mną szwenda. Naprawdę nie wiem skąd on bierze te pomysły.
– Wiesz, to chyba nie schifremia – uznał, gdy wyszłam z toalety, pod którą na mnie czatował. – Przyjmujesz hormony męskie, a testosteron powoduje napady agresji.
Gwałtownie się nad nim pochyliłam.
– Ja ci zaraz dam taki napad agresji, że mnie popamiętasz na długo.
Zaczął uciekać, więc, nie mając pojęcia dlaczego, zaczęłam go gonić.
25 grudnia, ok. 20
Znowu zamknęłam Maćka w garażu. Może się wreszcie nauczy.
CZYTASZ
Piątek Trzynastego
RomansaJulia Wagner ma pecha. Ogromnego pecha, który prześladuje ją od urodzenia, ale że urodziła się w piątek trzynastego, to nawet już się temu nie dziwi. Ale gdy podpala sobie włosy i musi je ściąć na krótko, szala goryczy się przelewa i Julia postanawi...
