Sobota
Oko mi spuchło i wyglądam jak bandzior. Chciałam zrobić sobie opaskę na oko, ale nie mogłam znaleźć niczego, co mogłoby za nią posłużyć. Szkoda, jako pirat z pewnością prezentowałabym się o wiele lepiej.
Arr, arr! Ahoj, marynarzu!
W przyszłości zostałabym pewnie kapitanem statku, gdyby nie moja choroba morska.
14 grudnia, około jedenastej w nocy
Jesteśmy dopiero na szóstej części, więc Patryk będzie u mnie spał. Brzuch mnie boli ze śmiechu i trochę chce mi się spać, ale poszłam, żeby zrobić nam herbatę i wtedy wydarzyło się coś, o czym chciałabym zapomnieć. Gdy zeszłam na dół do kuchni, tata kończył jeszcze robić jakąś tam marynatę czy inną bardzo ważną kucharską rzecz. Od czasu zakupów unikałam rodziców, bo nie chciałam, żeby potwierdzili przypuszczenia Łukasza o rozwodzie, albo zobaczyli moje limo, które maskowałam korektorem, ale tata wydawał się pochłonięty pracą, więc wstawiłam czajnik i wskoczyłam na blat, żeby poczekać aż woda się zagotuje.
Wtedy jednak tata nagle na mnie spojrzał, a ja poczułam się, jak królik, który niechcący wybiegł na autostradę.
– Patryk jeszcze jest?
Obróciłam się lekko w lewo, chowając przed nim sińca pod okiem.
– Tak. Będzie u nas nocował.
– Nie podoba mi się to.
– Przecież jutro nie ma szkoły! – zawołałam.
– Wiem, jaki jest dzień. Chodzi mi o Patryka.
– Patryk ci się nie podoba? – zapytałam. Co prawda znowu przyszedł elegancko ubrany, ale pogodziłam się z tym, że taki ma teraz styl. – Ja wiem, że te krawaty śledzie, czy jak tam się na nie mówi, są trochę dziwaczne, ale to Patryk. Jemu wszystko pasuje.
Ojciec pokiwał głową.
– I to mnie martwi – powiedział poważnie.
Przybrał tę minę: „musimy porozmawiać" i aż zrobiło mi się zimno. Chciał mi dać jeden z tych „dorosłych" wykładów, z cyklu: zażenuję cię na śmierć.
– O, nie, nie, nie! Żadnych rozmów o kwiatkach i pszczółkach! Tego nie zniosę.
Nieco się pospieszyłam z tymi słowami. Ojciec zrobił się cały czerwony.
– Wy chyba nie...?! – Wyglądał, jakby miał zaraz wybuchnąć.
Zeskoczyłam z szafki, wyciągając przed siebie dłonie.
– Oczywiście, że nie! Po prostu miałeś taką minę... Jezu, tato! Pewnie, że nie robię nic z Patrykiem, to mój przyjaciel, na boga! Co już nie mogę mieć chłopaka kumpla?! Ja wiem, że za czasów dinozaurów, w których to żyłeś, trzeba było z przyzwoitką wszędzie chodzić, ale mamy dwudziesty pierwszy wiek!
Nie wyglądał na przekonanego.
– Rozumiem, że przyjaźnicie się od dziecka, ale nie wmawiaj mi, że nie zauważyłaś, jak Patryk się zmienił. Jest przystojnym młodym mężczyzną i oboje jesteście ogarnięci szałem hormonów. Boję się, że to może być silniejsze.
Zachciało mi się wymiotować po tych słowach, ale nie dałam się. Spojrzałam na tatę z miną: „chyba żeś zwariował".
– Ojcze – zaczęłam. – My od kilku godzin oglądamy filmy o "Harrym Potterze". Jakoś wątpię, żebym podczas seansu o młodym czarodzieju zapałała naglą namiętnością do Patryka i rzuciła się na niego, nie mogąc się powstrzymać. Jestem nastolatką, a nie kotką w rui.
Tata westchnął, jakby nagle zrobił się bardzo zmęczony. Przeczesał rude włosy dłonią.
– Ja też kiedyś byłem nastolatkiem, Julko.
– Szczerze wątpię – mruknęłam.
– Wiem jak to jest – mówił dalej, ignorując kompletnie mój komentarz. – Wydaje ci się, że konsekwencje nie istnieją. Jest tylko tu i teraz i każda decyzja wydaje się dobra. Otoczenie wywiera presje i wiem, że nie posiadanie chłopaka to wstyd.
– Oj, tato. Nie wspominałeś nigdy, że w młodości byłeś gejem.
Zmrużył oczy i wskazał na czajnik elektryczny.
– Woda ci się zagotowała, panno mądralińska. Zrób tę herbatę i już idź mi stąd.
– Czyli Patryk może tu spać? – upewniłam się.
– Będę liczył na jego rozsądek.
No, jasne. Dzięki za zaufanie, tato.
CZYTASZ
Piątek Trzynastego
RomanceJulia Wagner ma pecha. Ogromnego pecha, który prześladuje ją od urodzenia, ale że urodziła się w piątek trzynastego, to nawet już się temu nie dziwi. Ale gdy podpala sobie włosy i musi je ściąć na krótko, szala goryczy się przelewa i Julia postanawi...
