7 grudnia

35 7 1
                                        

sobota, jakaś 13 godzina



Nie mam pojęcia, o której zasnęliśmy. Rodzice wrócili około jedenastej, my włączyliśmy najnowszy Krzyk... a potem nagle się obudziłam, bo Łukasz wskoczył na sofę i krzyknął:

– Pobudka!

Patryk zareagował natychmiast, złapał Łukasza za kolano i pociągnął, a mój brat upadł na nas i zaczął się śmiać. Był w przerażająco dobrym humorze. Pojedynczo chodziliśmy na górę, żeby się odświeżyć, a potem spotkaliśmy we trójkę w kuchni, gdzie Łukasz robił nam kawę.

– O której wróciłeś?

– Jak już spaliście.

– Rodzice nie mieli nic przeciwko?

– Byliśmy w domu u Laury, jej tata mnie potem odwiózł.

– Nie mieliście iść do salonu gier?

– Byliśmy w salonie gier, ale potem Laura zaprosiła mnie do siebie.

Patryk pokiwał z uznaniem głową.

– I jak ci poszło?

Po tym pytaniu Łukasz wypowiedział chyba najwięcej zdań pod rząd w całym swoim życiu. Był tak podekscytowany, że prawie mu ramiona odpadły tak nimi zawzięcie machał, podkreślając słowa. W jego opisie Laura była najcudowniejszą istotą w całym wszechświecie. Istnym aniołem. Słuchałam tego z pobłażliwym rozbawieniem, dopóki mój młodszy brat nie powiedział:

– Poza tym, Julia, nie musiałem płacić.

Ola i Patryk spojrzeli na niego zdezorientowani, ale ja wiedziałam o czym mówił. Uderzyłam pięścią w stół.

– Nie!

Łukasz też uderzył pięścią w stół, aż zadźwięczały nasze kubki z kawą.

– Tak!

Popatrzyłam na Olę i Patryka.

– Mój głupi brat się całował!

Oczy Oli zrobiły się okrągłe jak spodki.

– I co? Podobało ci się?

– Było zajebiście – powiedział z rozmarzeniem Łukasz, po czym dostaliśmy wszyscy takiego ataku śmiechu, że nikt nie był w stanie wydusić z siebie ani słowa. 

Piątek TrzynastegoOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz