Rozdział 32

826 32 10
                                        

TikTok: vic_reads
Instagram: vic_reads_books

Miłego czytania<3

***

JAXON

Nie wiedziałem, co robić. Serce waliło mi jak młot, dłonie drżały na kierownicy, a w głowie miałem kompletną pustkę. Margot osuwała się w fotelu pasażera, jej powieki były ciężkie, a oddech płytki. Kurwa. To się nie dzieje naprawdę. 

A ten skurwiel? Nawet się nie zatrzymał. Odjechał bez chwili zawahania, nie spojrzał w lusterko, nie upewnił się, czy jego plan doprowadził do końca. A musiał go mieć – nikt z taką pokerową twarzą nie uderza w bok samochodu, dokładnie tam, gdzie siedziała moja gwiazdka. 

Szok sparaliżował mnie na kilka długich sekund. Nie wiedziałem, jak jej pomóc. Nie mogłem. Ręce mi się trzęsły, myśli galopowały w każdą stronę. Ale musiałem coś zrobić. Musiałem działać. 

Sięgnąłem po telefon i drżącymi palcami wybrałem numer alarmowy. Głos w słuchawce wydawał się odległy, jakby pochodził z innego świata, ale wymusiłem na sobie trzeźwość umysłu. Podałem miejsce zdarzenia, poprosiłem o karetkę. Kiedy się rozłączyłem, wybrałem kolejny numer – Harvey'a. 

Jeden sygnał. Tylko jeden. Odetchnąłem z ulgą, kiedy usłyszałem jego głos. 

– Słucham? 

Nie mogłem wydusić słowa. Gardło miałem ściśnięte, jakby ktoś z całej siły zacisnął na nim dłoń. 

– Jaxon? – Jego głos od razu stał się napięty. Słyszałem w tle przejętą Natalie i wkurwionego Lucasa. 

Zacisnąłem powieki, walcząc z rosnącą paniką. 

– Mieliśmy wypadek – powiedziałem w końcu, a głos załamał mi się na ostatnim słowie. – Nic mi nie jest, ale... Margot. Kurwa, Harvey, nie wiem, co jej jest. 

– Gdzie jesteś? 

Rozejrzałem się szybko. Przednia szyba była rozbita, w powietrzu unosił się zapach benzyny i palonej gumy. 

– Na przedostatnim zakręcie. – Spojrzałem na Margot, jej nieruchomą twarz, te przeklęte zamienne oczy, które teraz wydawały się puste. – Wjazd do Watkins Road. 

– Jedziemy tam. 

– Wezwałem karetkę – dodałem szybko, bojąc się, że Harvey rzuci wszystko i będzie próbował przebić się tutaj na złamanie karku. 

W słuchawce usłyszałem westchnienie. 

– Dobra. 

A potem ciszę.

***

Miałem złe przeczucia od samego początku. Coś we mnie krzyczało, że ten wyścig nie skończy się dobrze – ani dla mnie, ani dla niej. A mimo to, nie zatrzymałem się. Nie powiedziałem jej, żeby wysiadła. Nie zawróciłem. 

Teraz siedziałem sam, z obolałym nadgarstkiem, który spuchł do rozmiarów, jakich nigdy wcześniej nie widziałem. Może był złamany, może tylko skręcony – nie miało to znaczenia. Ból w dłoni był niczym w porównaniu z tym, co czułem w środku. Margot ucierpiała bardziej. Znacznie bardziej. 

AGAINST ALL RULES  | 16+Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz