Rozdział 11

1.1K 29 0
                                        

JAXON

Patrzyłem na mężczyznę, który zbliżał się powoli w moją stronę, trzymając w dłoniach dwa kubki parującej herbaty o subtelnym aromacie pigwy i mięty. Wyglądał spokojnie, choć jego ruchy zdradzały lekkie zmęczenie. Kiedy w końcu do mnie dotarł, podał mi jeden z kubków, a ja, nie czekając, upiłem łyk. Ciepło napoju rozeszło się po moim ciele, a smak przywołał wspomnienia z dzieciństwa. Nie było nic lepszego niż herbata, którą mój ojciec codziennie przygotowywał dla mnie, gdy byłem mały.

– Jak się czujesz? – zapytałem, kiedy usiadł obok mnie na krześle przy stole w kuchni. Nasze spojrzenia spotkały się na chwilę, zanim odpowiedział.

– Aaa... – machnął ręką, jakby chciał zbagatelizować temat. – Bywało gorzej. A ty, Jaxon? Jak tam u ciebie?

– U mnie wszystko w porządku – odparłem, choć czułem, że to pytanie jest tylko formalnością. – Potrzebujesz czegoś? Może leków, jedzenia?

Ojciec zacisnął usta, a na jego twarzy pojawił się cień zamyślenia. Po chwili położył swoją pomarszczoną dłoń na mojej, która spoczywała na drewnianym stole nakrytym szarym obrusem.

– Wszystko w porządku – powiedział spokojnie, posyłając mi pokrzepiający uśmiech. – Nie martw się o mnie. Lepiej opowiedz, co u ciebie słychać.

– Tato... – westchnąłem ciężko, czując narastającą frustrację. – Przyjechałem, bo dzwoniłeś. Myślałem, że coś się stało, a nie po to, żeby opowiadać o sobie.

Ojciec spojrzał na mnie z lekkim wyrzutem, ale w jego oczach wciąż tliło się ciepło.

– Zadzwoniłem, bo nie chciałem siedzieć tu sam – wyjaśnił spokojnym głosem. – Dalia przychodzi od czasu do czasu, tak jak jej kazałeś, ale wolałbym porozmawiać z własnym synem.

Dalia była jego opiekunką. Kobieta, którą wynająłem, by pomagała mu w codziennym życiu, kiedy ja nie mogłem tego robić osobiście. Gotowała dla niego, sprzątała, rozmawiała z nim, a ja płaciłem jej za to wszystko niemałe pieniądze.

Zajmowanie się starszym człowiekiem, który nie potrafi już samodzielnie zrobić podstawowych rzeczy, to trudna praca – wiem to z własnego doświadczenia.

Kiedy byłem nastolatkiem, zajmowałem się ojcem samodzielnie. Choroba powoli odbierała mu siły, a obowiązki, które na mnie spadły, były ciężkie i przytłaczające. Mimo to nigdy nie narzekałem. Dla niego byłem gotów zrobić wszystko, nawet najtrudniejsze rzeczy. Chciałem, żeby miał w życiu jak najlepiej, żeby czuł, że jest dla mnie ważny.

Patrząc na niego teraz, starszego, siwiejącego i zmęczonego, czułem, że moje uczucia nie zmieniły się ani odrobinę. Wciąż był moim ojcem, którego kochałem ponad wszystko.

Ojciec poprawił się na krześle, sięgając po swój kubek herbaty. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, przerywanej tylko cichym stukaniem łyżeczki o porcelanowy brzeg. Wiedziałem, że powinienem coś powiedzieć, ale ciężar rozmowy i emocji sprawiał, że trudno było znaleźć właściwe słowa.

– Wiesz... – zaczął w końcu, nie patrząc na mnie, tylko wpatrując się w parujący napój. – Nie chodzi tylko o samotność. Czasem po prostu boję się, że już niewiele mi zostało.

AGAINST ALL RULES  | 16+Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz