Rozdział 10

1.2K 31 1
                                        

Postanowiłam, że rozdziały będą pojawiać się w każdy wtorek oraz sobotę pod wieczór!

Miłego czytania<3

***

MARGOT

Myśl o tym, jaki sens miałoby dla Jaxona pisanie do mnie i spotykanie się ze mną, zżerała mnie od środka. Znaliśmy się przecież tak krótko, a mimo to każde jego słowo zostawiało ślad. Do tego był starszy ode mnie, bardziej doświadczony, co tylko potęgowało moje wątpliwości. Nie zliczę, ile razy to analizowałam. Szczególnie intensywnie rozmyślałam wieczorami, kiedy nie miałam nic do roboty, a za oknem panowała ciemność. Każda wiadomość od niego, każdy drobny gest, który mógł coś znaczyć, sprawiał, że z jednej strony czułam się szczęśliwa i w jakimś stylu bezpieczna, a z drugiej niepewność rozdzierała mnie na kawałki. Czy to wszystko miało jakiś głębszy sens, czy może tylko mi się wydawało? Czasem chciałam po prostu zapytać wprost, ale bałam się odpowiedzi.

Zgasiłam papierosa w popielniczce, która stała obok szarego, miękkiego krzesła ustawionego na chłodnych płytkach. Wypuściłam powoli ostatnią smugę dymu z płuc, wpatrując się przez chwilę w zachodzące słońce, kiedy stałam na balkonie. Po chwili weszłam do środka pokoju, od razu zrzucając z siebie zieloną bluzę Danny'ego, która pachniała jego perfumami.

– Zamknij ten balkon, bo naprawdę jest zimno – powiedziała Camelia, otulając się ramionami i patrząc na mnie z wyrzutem.

Spojrzałam na nią przez ramię. Jej broda zadrżała od zimna, a ciało mimowolnie się wzdrygnęło. Na dworze było lodowato, co przecież nie powinno dziwić, bo był pieprzony październik – czas deszczu i przenikliwego wiatru.

Bez słowa zamknęłam drzwi balkonowe, a potem bez pośpiechu położyłam się obok Camelii na niepościelonym, zmiętym łóżku.

– Chyba mnie coś rozbiera – powiedziałam cicho, naciągając na siebie cienki koc, który bardziej symbolicznie niż faktycznie dawał ciepło.

– Nie denerwuj mnie teraz – warknęła, mrużąc oczy w irytacji. – Z kim ja będę siedzieć w ławce, jeśli się rozłożysz?

– Z Tiffy – odpowiedziałam leniwie, wzruszając ramionami, jakby to było coś oczywistego.

Camelia spojrzała na mnie z miną pełną niedowierzania, która zdawała się pytać: „Mówisz poważnie?". Tiffany nie siedziała przecież sama, a z Sandrą, dziewczyną z naszej klasy, z którą nie rozstawała się ani na chwilę.

– Pomyślę o tym – westchnęła, przewracając oczami. – Ale liczę, że wyzdrowiejesz na czas, bo za chwilę będziemy musiały wybierać osoby do tego projektu z historii.

– Co? – jęknęłam, unosząc się lekko na łokciu. – Jaki znowu projekt? I dlaczego akurat z historii?

Camelia skinęła głową, posyłając mi pocieszający uśmiech, który jednak nie spełnił swojego zadania. Westchnęłam ciężko, opadając z powrotem na poduszkę. Nigdy nie lubiłam historii – przedmiot jak przedmiot, ale nigdy nie wzbudzał we mnie entuzjazmu.

– Dobrze, że chociaż ty ogarniasz tę historię – dodałam, licząc na jej wsparcie.

Na twarzy Camelii pojawił się jednak dziwny grymas, który od razu zwrócił moją uwagę.

AGAINST ALL RULES  | 16+Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz