34

72 5 4
                                        

Pov. Aron

– Co stało się z moją siostrą?– Wysyczał przez zęby, wściekły i rozbity.

Nie przypominał niczym siebie, niezwykle krótkie włosy, wściekłe spojrzenie, poważna twarz.

Czułem jakby bieg zdarzeń był teraz w moich rękach.

– Zmarła. – Nie wiedziałem co wypowiedzą moje usta. – To był wypadek.

Wydusiłem.

Do jego oczu napłynęły łzy.

Co jeśli Fortman miał rację, jeśli kochałem w nim odbicie dawnej przyjaciółki?

– Miałeś rację co do Williama on... on musiał mieć z tym coś wspólnego, obserwował mnie, nas. To... to wszystko Aron... to jest połączone. Gabriela, Flora– Napiąłem całe ciało słuchając– One też są w tym. To wszystko to jak nić!– Żywo gestykulował, nieco się zbliżył. Potrzebował odpoczynku, potrzebował miłości.

Czy ja potrafię kochać?

Mimowolnie delikatnie się odsunąłem, los został zapieczętowany.

– Antoni... o czym ty mówisz? Brzmisz jak paranoik.

Taki byłem.
Taki jestem Antoni, oto kogo wpuściłeś do serca.

–Co? Nie wierzysz mi?– Jego ręce znaczy drżeć. – Ja mam książkę, dowody Aron. Uwierzysz mi.–
Nachylił się i chwycił mnie za rękę.

Zamknąłem oczy.

Czułem ciepłe palce, widziałem przed sobą jak wiatr bawi się jej blond włosami, słyszałem śmiech, japierdole jak pragnąłbym go usłyszeć, tak naprawdę.
Patrzyła tymi wielkimi oczami, ufała mi jak nikomu, dostrzegała coś czego nie było.

Otwarłem oczy jak oparzony i wyrwałem swój nadgarstek.

– Nie. Posłuchaj, musisz z kimś porozmawiać, ze specjalistą.

Z twarzy zniknęła ostatnia, słaba iskra nadziei.

– Ty...– Jego twarz była niemal obrzydzona. Poczerwieniał w ten swój charakterystyczny sposób– Ty go chronisz. Jak możesz? Jak kurwa śmiesz?! On zabił moją siostrę, nie wiem jeszcze tylko jak!

– On nikogo nie zabił!– krzyczałem, zbliżając się ostrzegawczo. – Twoją siostra nie żyje, bo była ćpunką i była słaba! Więc weź się kurwa w garść.

Antoni szybkim gestem dłoni zerwał z szyi łańcuszek, który dałem mu dawno temu.

Rzucił nim we mnie.

Był wściekły.

Odwróciłem się, wsiadłem na motor i ruszyłem czując jak pieką mnie oczy.

Ludzie się nie zmieniają.

***

– Wstawajcie!– zacząłem krzyczeć stojąc w drzwiach mojej willi.

Mojej?
Tak.
Należała do mnie. Jestem panem świata.

Oh jaki przepiękny kurwa dom, gdybym mógł wyruchałbym te niebiańskie jedwabne zasłony.
A jaka posadzka? Matka Antoniego za kawałek tej podłogi mogłaby zapić się na śmierć.

Run the risk [18+]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz