Chapter 7

735 107 5
                                        

Po jakimś czasie kobieta wyszła. Chciałem do niej podejść, ale to nie leżało w mojej naturze. Dlatego dałem jej się w spokoju wypłakać.

Niedługo potem sam opuściłem lokal, kończąc swoją zmianę. Teraz idę się spotkać z Aniołem!

Szedłem szczęśliwy mimo tak okrutnej pogody. Deszcz ustał, jest tylko mokro i wilgotno.

Po chwili byłem w umówionym miejscu. Nie było tam jeszcze Marka. Czekałem wiec na niego.

Czekałem...
I czekałem..

Jednak nie doczekałem się. Stałem tam z godzinę i nie przyszedł. Wystawił mnie.
Ze spuszczoną głową i ramionami wróciłem do swojego domu. Dotarłem tam bardzo szybko, bo tym razem się spieszyłem. Chciałem tylko być w domu i zostawić to wszystko. Zapomnieć i olać, nie przejąć się- tak jak mam w zwyczaju.

Nagle się pojawił i źle się ze mną dzieje. Tak nie powinno być... Po co mi inni ludzie? Moje życie to moja praca, kawa, rysownik i ołówek.

Nie potrzebuje w swoim życiu ludzi..


Ale czy potrzebuje Anioła.....?

Angel ✅/ MarksonOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz