Chapter 5

932 124 4
                                        

Tego dnia wróciłem do domu dość późno. Mimo iż była dziewiętnasta, to chłopak nadal siedział na swoim miejscu. Ja zdążyłem w tym czasie zgłodnieć i zmarznąć.

Około dwudziestej pierwszej wziąłem gorącą kąpiel pozbywając się gęsiej skórki i koloru czerwonego ze zmarzniętych rąk.
Rozkoszowałem się ciepłem wody, która otulała moje ciało, myśląc o wszystkim i o niczym.

Od kilku dni zaczęło się we mnie rodzić odczucie potrzeby innego człowieka. Przez głowę niekiedy przemykała myśl, że fajnie byłoby mieć przyjaciela. Do nikogo się nie odzywam, zaczynam się nudzi sam ze sobą.

Kiedyś mi to nie przeszkadzało. Nawet wolałem być sam. Teraz czuję się tak bardzo... samotny.

Opuściłem wannę i osuszyłem się ręcznikiem po czym założyłem na swoje ciało szlafrok.

Wyszedłem z łazienki i udałem się do mojej sypialni, gdzie ubrałem na siebie moją  "piżamę".

Dziwnie zmęczony położyłem się do łóżka. Nie musiało minąć dużo czasu bym zapadł w sen.

                      ***************

Obudziłem się sam z siebie. Dzisiaj stało się to stosunkowo szybko;  jest bowiem godzina ósma szesnaście.

Wygramoliłem się z łóżka i udałem jak zwykle do łazienki. Wykonałem wszystkie niezbędne czynności, a następnie się ubrałem.
Miałem na sobie czarne jeansy i białą bluzę przeciąganą przez głowę.

Będąc w kuchni zjadłem śniadanie i trochę posprzątałem. Tamtego dnia  pogoda również sprzyjała, więc tak samo jak wczoraj ubrałem się, spakowałem plecak i opuściłem moje mieszkanie.

Zjechałem windą na dół i wyszedłem z mojego bloku. Powietrze wydaje się dzisiaj bardziej mroźne i rześkie.

Ruszyłem do mojego ulubionego parku.
Niedługo pewnie spadnie śnieg, jest już listopad i jest coraz zimniej. Szczerze to lubię każdą porę roku, bez wyjątku, wiec nie mogę się juz doczekać.

Szedłem juz główną alejką parku i po chwili skręcałem w stronę fontanny. Juz z daleka widziałem, że nie ma tam Anioła. Ławeczka, którą zawsze zajmuje jest pusta.

Jednak usiadłem na przeciwko stałego miejsca chłopaka. Zacząłem rysować tą nieszczęsną fontannę. Wolałbym narysować tego Anioła, ale cóż...

Chciałbym go lepiej poznać. Bardzo mnie zaintrygował, nie mogę powiedzieć że nie. Jednak jakoś nie mam odwagi by zacząć z nim rozmowę.

-Co rysujesz?

Podskoczyłem na dźwięk wesołego głosu. Podniosłem głowę znad szkicownika i skierowałem wzrok na chłopaka siedzącego obok mnie. Uśmiechał się czekając na odpowiedz.

-Uhh- Podniosłem zeszyt i pokazałem mu go. Przyjrzał się dokładnie mojej pracy.

-Masz talent. Podoba mi się!

Przeniósł spojrzenie swoich łagodnych oczu na moją twarz. Odpowiedziałem uśmiechem.

-Często cię tu widzę- zagadnął.

-Tak, w tygodniu przechodzę tędy idąc do pracy, a w weekendy Lubie tutaj posiedzieć.

-To tak samo jak ja- wyszczerzył się.- tylko ze ja nie pracuje a jeszcze się uczę. Mam ostatni rok.

-Czyli masz osiemnaście lat?

-Tak dokładnie. A ty ile masz?

-Dziewiętnaście- odparłem.

Bylem mocno skrępowany jego obecnością. Jednak po około godzinnej rozmowie, siedzenie przy Marku przynosiło mi jakiegoś rodzaju... ukojenie?





Nie było rozdziału tak jak powinien być, bo jestem chora i mi źle. Trudno mi się tak pisze, wiec wstawiać będę w zależności od samopoczucia.
Miłego dnia! C:

Ps: zaczynam nowego JiKooka, mam już kilka rozdziałów i może dzisiaj coś wstawię. <:

Angel ✅/ MarksonOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz