Chapter 6

859 127 14
                                        

Wczoraj Anioł musiał już iść. Jego mama dzwoniła, bo muszą poważnie porozmawiać.
Umówiliśmy się na tej samej ławce o siedemnastej trzydzieści, po mojej pracy. (!!!!!!!!) Nie mogę się juz doczekać!
Teraz jestem już za ladą w kawiarni. Niezbyt mogę się skupić na moich obowiązkach w lokalu, bo jak najszybciej chce skończyć pracę.. 
Ogarnij się Jackson no- powtarzałem w myślach, krojąc kawałek ciasta zamówiony przez jakąś starszą panią.

Położyłem filiżankę na spodek, a następnie na tackę i obok ustawiłem talerzyk z ciastem. Dorzuciłem dwie łyżeczki- do kawy i ciasta.

Wziąłem zamówienie i ruszyłem do stolika znajdującego się na samym końcu sali, najdalej od drzwi. W zimne dni końcowe stoliki mają największą popularność bo nie dociera tam chłód przy każdym otwieraniu drzwi.

Postawiłem tackę na stolik, po czym postawiłem filiżankę i talerzyk z wypiekiem na jego brązowy blat.
Zabrałem tackę i życzyłem smacznego posyłając kobiecie uśmiech. Ona go odwzajemniła i skinęła głową.

Wróciłem na swoje miejsce i usiadłem za ladą. Siedziałem jak zwykle bazgrając w zeszycie, oczekując klientów.

Nagle drzwi do pomieszczenia się otworzyły, co zasygnalizował dźwięk dzwonka zawieszonego nad drzwiami i podmuch zimnego powietrza.
Po chwili przede mną stał Anioł z jakąś kobietą obok.

-Dzień dobry, co podać?- uśmiechnąłem się. Chłopak uśmiechnął się szeroko do mnie i spojrzał na kobietę. Miała na oko jakieś czterdzieści parę lat.

- Ja poproszę kawę rozpuszczalną i kawałek sernika. A ty synku?

-Ja wezmę Latte waniliowe i ciasto czekoladowe.

Podałem cenę i zabrałem się za przygotowywanie kaw i krojenie ciasta.
Ustawiłem wszystko ładnie na tacce. Tak trochę się denerwowałem. Nie chciałem niczego rozlać, zwłaszcza przy nim...

Wziąłem zamówienie i powoli ruszyłem do stolika przy oknie. Również dobry widok, fajnie jest siedzieć w przyjemnie ciepłych fotelach z puchatymi kocami i patrzeć na ulice niemal tonące w deszczu.

Postawiłem wszystko na ich stolik i odszedłem, uprzednio życząc smacznego, z uśmiechem na twarzy.

Wróciłem na swoje miejsce. Tym razem dyskretnie przyglądałem się chłopakowi. Zacząłem go nawet szkicować, lecz nagle on gwałtownie podniósł się z fotela, zwracając na siebie uwagę większości klientów.

-Co?! - zapytał dość głośno.

Jego  matka próbowała go uspokoić, ale na marne. Blondyn wziął kurtkę w dłoń i zakładając ją po drodze do drzwi, opuścił lokal, w którym nagle zapadła cisza.

Słychać było tylko cichy szloch biednej kobiety,  ukrywającej twarz w dłoniach.


I jest rozdzialik  ^-^

Angel ✅/ MarksonOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz