Chapter 30

503 77 20
                                        

Obudziłem się rano siedząc pod ścianą. Bolały mnie plecy i wszystko inne.
Rozejrzałem się dookoła mrużąc oczy. Słońce leniwie wpadało przez nie zasłonięte okna, dzięki czemu widziałem drobinki kurzu unoszące się w powietrzu.

Wstałem z podłogi przecierając twarz i ziewając. Nagle przypomniałem sobie o Marku i o tym co wczoraj się wydarzyło. Czym prędzej podszedłem do drzwi od pokoju chłopaka i zapukałem. Nie chciałem go budzić, ale jednak musiałem wiedzieć czy wszystko okej i przeprosić.
Jednak nie uzyskałem żadnej odpowiedzi. Nie łudząc się zbytnio iż drzwi byłyby otwarte nacisnąłem na klamkę, która o dziwo ustąpiła.

Powoli i z wahaniem wszedłem do pomieszczenia. Nie zauważyłem tam jednak mojego Aniołka. Ani żadnej jego rzeczy. Nic...
Łóżko było pościelone, wszystko na swoim miejscu. Jakby nigdy go tutaj nie było. Jakby nie istniał.

Rozglądałem się po całym pokoju szukając czegokolwiek. Jednej małej rzeczy na dowód jego istnienia.

Wyszedłem z pokoju i szukałem go po domu wołając jego imię. Nic. Żadnej odpowiedzi.

Moją uwagę przyciągnął czarny materiał na oparciu kanapy. Dotknąłem go lekko z czcią i podniosłem do swojej twarzy. Jeszcze pachniała nim, tak słodko i kojąco.

Z materiałem przytulonym do klatki piersiowej zwinąłem się na kanapie.

Właśnie straciłem cały swój świat, jednym, głupim wybrykiem... Czy on jeszcze kiedyś do mnie wróci?




Zastanawiam się czy nie zrobić teraz perspektywy Marka..

Do następnego!

Angel ✅/ MarksonOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz