Chapter 35

534 76 29
                                        

-Kiedy wrócisz? - usłyszałem głos mojego kuzyna dobiegający zza moich pleców.

-Umm... Nie wiem..

-Wróć do niego- westchnął.

-Co?

-Nie jestem głupi, Mark. Posłuchaj serca. Wiem co mówię.-jego oczy pierwszy raz były tak smutne. Wydawał się o dziesiątki lat starszy,jakby żył na tym świecie o wiele dłużej niż w rzeczywistości.

-To nie takie proste- posłałem mu smutny uśmiech.

-W każdym razie, mam nadzieje ze postąpisz słusznie. Nie znam się na związkach męsko męskich, ale wystarczy ze pokierujesz się sercem i wszystko się ułoży. Staraj się nie myśleć. Tylko posłuchaj- wskazał palcem na miejsce w którym znajduje się serce.

Skinąłem głową i wyszedłem. Widziałem, że się starał. Nie jest dobry w takich sprawach, często mi to mówił, i nie lubi mówić o takich rzeczach.

Zszedłem po schodach i zdążyłem wyjść z klatki, gdy odezwał się mój telefon. To był Kook.

-Halo?

-Podwieźć cie?

-Nie, dzięki. Musze sobie jeszcze kilka rzeczy przemyśleć.- odparłem.

-Okej. Powodzenia.

Ruszyłem w dalszą drogę na przystanek autobusowy. Będę miał jakieś dwie godziny na przemyślenie wszystkiego. Nie wiedziałem nadal czy to aby na pewno dobry pomysł, i czy na pewno tego chce.

Po dziesięciu minutach juz siedziałem w autobusie i wyglądałem przez okno. Śnieg delikatnie pruszył, przez co na szybie co chwile lądowała jakaś śnieżynka i od razu zamieniała się w kroplę wody.

Chciałem zapewnić Jacksonowi szczęście i zostawić go w spokoju. Od zawsze wiem, że nic nie znaczę i przynoszę same problemy. Często nawet to słyszałem od osób trzecich.

Jednak moje własne serce kłóci się ze mną. Chce być przy Jacksonie, ale rozum mi nie pozwala.

A gdyby tak posłuchać rady Kooka i posłuchać serca? Serca które wtedy krwawiło z tęsknoty, które rwało się by być przy Jacksonie.

Ale czy on chce mnie w ogóle widzieć? Czy on chce mnie jeszcze znać?

******

Jakieś dwie i pół godziny później byłem już na miejscu. Opuściłem pojazd na chwiejnych nogach, przestraszony i zagubiony. Bałem się, bolał mnie brzuch i było mi aż niedobrze.

Skierowałem się jednak w stronę bloku Jacksona. Wziąłem głęboki oddech i zadzwoniłem, jednak do sąsiadki, by móc się jeszcze wycofać.
Gdy kobieta mnie wpuściła, począłem wspinać się po schodach w górę, a moje serce z każdą chwilą biło coraz mocniej.

W końcu stanąłem przed jego drzwiami. Położyłem dłoń na śliskiej, drewnianej powłoce i pogładziłem ją.
Moje serce uspokoiło się, westchnąłem. W moich oczach zebrało się kilka łez, ale towarzyszył im nikły uśmiech. Minął miesiąc. To dużo czasu. Juz za późno, bym mógł to naprawić. Juz straciłem szanse, ale mam nadzieje, że jest szczęśliwy.

Ze jest szczęśliwszy niż gdy ja byłem przy nim.

Odwróciłem się, podejmując ostateczną decyzję. Kochałem go, ale nie chciałem by cierpiał.

Teraz tylko dowiem się co u niego i pójdę, a on nigdy nie dowie się, że wróciłem choć na chwilę.

Angel ✅/ MarksonOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz