Chapter 22

656 92 23
                                        

Po zapłaceniu za obiad, wyszliśmy z restauracji. Teraz mieliśmy w planach się gdzieś przejść.

-O której jutro kończysz?- zapytałem gdy przeszliśmy na drugą stronę ulicy, wchodząc do mojego ulubionego parku.

-O piętnastej.- odparł chłopak, bardziej chowając twarz za szalikiem w kratę, by podmuchy wiatru nie smagały tak bardzo jego delikatnej twarzy.

-W takim razie dam ci klucze, bo ja mam do siedemnastej- zakomunikowałem mu, spoglądając na niego kątem oka. Na jego twarz wpłynął delikatny uśmiech.

-Ufasz mi na tyle, żeby to zrobić?- zapytał kopiąc kamyk, który toczył się przez to po chodniku przed nami.

-Oczywiście.- odparłem bez zastanowienia, pewien swoich słów.

Mark już nic na to nie odpowiedział, dlatego kontynuowaliśmy nasz spacer w ciszy. Przez tą porę roku zaczęło robić się już ciemno, przez co alejki pustego teraz parku musiały być oświetlane lampami. Mimo wczesnej pory i nie tak złej pogody, na ulicach nie było wielu ludzi.

Nagle poczułem na policzku coś mokrego, następnie to samo uczucie pojawiło się na moim czole, nosie i dłoni. Zatrzymałem się i spojrzałem w górę. Z nieba spadały leniwie białe płatki śniegu, osadzając się wśród trawy i na naszych ubraniach.
Aniołek także przystanął w miejscu i rozglądał się wokół, z uśmiechem podziwiając ten biały puszek, który niedługo otuli cały Seoul i resztę Korei.

To było naprawdę magiczne, kiedy coraz więcej białych śnieżynek spadało na ziemię, a ludzie wychodzili z domów by podziwiać pierwszy w tym roku śnieg. Dzieci biegły wśród płatków śmiejąc się radośnie i łapiąc je na wysunięte języki.

Podszedłem do Marka i objąłem go ramieniem, ruszając dalej, by kontynuować nasz spacer, któremu towarzyszyły radośnie wirujące śnieżynki.


Wiem ze krótki, sorkii ♡ ily ok

Angel ✅/ MarksonOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz