Minął jeden dzień, drugi i zmieniło się coś? Teoretycznie nie, jednak praktycznie bardzo dużo. Każdy z nas zauważył, że Aria i Max zaczęli ze sobą spędzać więcej czasu sam na sam, wybierając się na różne spacery czy przesiadując późnymi wieczorami w ogrodzie. Fakt faktem, nie wymienili się pokojami, przez co Lily miała mniejszy kontakt z Aaronem, ale z tego co wiem, nie przeszkadzało jej to, bo stwierdziła, że jest w stanie poświęcić się w ich interesie, byleby byli szczęśliwi i czuli się z tą sytuacją komfortowo. Każdy z nas niecierpliwie czekał na rozwój sytuacji i to, jak powiedzą nam w końcu o sobie, jednak takie coś nie miało do tej pory miejsca. Rano chłopacy wyniesli bagaże z domku a my z dziewczynami zrobiłyśmy ostatnie porządki. Ze smutkiem opuszczałam to miejsce, bo było tu cudownie. Domek był przepiękny i pełen magii, tak samo jak czas, który tu spędziliśmy. Liczę na to, że wkrótce tu wrócimy wszyscy razem. Na sam koniec Aaron posprawdzał wszystko jeszcze raz, po czym zamknął dom i poprowadził nas na dworzec. Szczerze, to prawdę go podziwiam. Jest zorganizowany i zawsze wie co i jak. Typowo nadaje się na przewodnika. Gdy dotarliśmy na miejsce, do odjazdu pociągu zostało jakieś 40minut, więc niektórzy poszli się gdzieś szwędać, natomiast ja z Matt'em zostaliśmy przy bagażach i siedzieliśmy w siebie wtuleni na ławce. Nie ukrywam, przyjemne uczucie.
- Nie mogę uwierzyć, że ten czas tak szybko minął.
- Ja też, ale spokojnie Sophie, przed nami jeszcze całe wakacje.
- Wyjeżdżasz gdzieś z rodzicami?- zapytałam się i spojrzałam w jego oczy, w których za każdym razem tonę.
- Wspominali coś o wyjeździe do babci, ale to dopiero pod koniec wakacji.
- Na długo?
- Max tydzień, ale nie przejmuj się. Do tego jeszcze sporo czasu.
- Daleko mieszka twoja babcia?
- Jakieś 2-3 godziny drogi stąd, więc nie jest źle. A ty gdzieś się wybierasz?
- Na razie chyba nie.
- A co to znaczy "na razie"? Czy ja o czymś nie wiem?
- Może- zaczęłam się uśmiechać, co przerodziło się po chwili w głośny śmiech z powodu rąk Matt'a, które zaczęły mnie łaskotać po brzuchu. - Dobra kolego, starczy!
- Kolego? Hola hola, czy ja znowu o czymś nie wiem?- zapytał oburzony.
- Spójrz w tamtym kierunku!
- Nie zmieniaj koleżanko tematu.
- Patrz! - nakierowałam jego twarz na Arię i Max'a, którzy właśnie szli za rękę. - Nie wierzę, po prostu nie wierzę!
- Shhh!- zakrył mi ręką usta - bo ich jeszcze speszysz.
Co prawda, to prawda. Zachowują się jak takie speszone jelonki przed samochodem, a przecież to do nich niepodobne. Aria nie jest jakąś bardzo wstydliwą osobą, Max to już zupełnie a przy sobie są tacy...inni. Wyciszeni, spokojni, tajemniczy. Nawet Max nie zachowuje się jak skończony idiota. Normalnie niemożliwe! Aria jakby wyczuła, że ktoś na nich patrzy i odwróciła głowę w naszym kierunku, przez co moje spojrzenie skrzyżowało się z jej a ona jak na rozkaz puściła rękę Max'a. No co jest z wami nie tak!?
- Ile jeszcze zostało?- zapytała podchodząc do nas.
- Z 15 minut.
- A gdzie reszta?- po chwili dołączył Max.
- Nie mam bladego pojęcia stary. Idziesz ze mną po coś do picia?
- W sumie, mogę iść.
Chłopacy się oddalili a ja postanowiłam wykorzystać okazję i wyciągnąć jak najwięcej od Arii. Znamy się doskonale i miała świadomość, że tak łatwo nie odpuszczę tematu, więc po prostu zaczęła swój monolog. Kątem oka widziałam, jak chłopacy też ze sobą rozmawiają a po uśmiechu Max'a mogę wnioskować, że jest wniebowzięty, że w końcu im się udało.
- Sophie, czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- Cały czas!
- No to o czym przed chwilą mówiłam?
- O tym, jak wczoraj wieczorem siedzieliście razem w ogrodzie i rozmawialiście a potem Max położył swoją dłoń na twoim kolanie i...
- Dobra, wierzę! Masz niesamowitą podzielność uwagi.
- Dopiero teraz to zauważyłaś?- odwróciłam się do niej twarzą zanosząc się śmiechem. Fakt faktem trochę niemiło postąpiłam, że rozglądałam się na boki rozmawiając z nią, ale byłam ciekawa, czy dla Maksa też to jest czymś wielkim i czy tak samo jak Aria cieszy się z tego faktu.
Jakiś czas później zaczęli się wszyscy schodzić a już chwilę potem ładowaliśmy się do pociągu. Tym razem byłam w przedziale właśnie z naszą nową parą, oprócz nich z Lily i Aaronem i oczywiście z Matt'em. Do naszego rodzinnego miasta dojechaliśmy pod wieczór i pierwsze co zrobiłam, to pognałam do toalety na dworcu, bo nie wytrzymywałam ze śmiechu i o mało co nie popuściłam podczas podróży. Kiedy załatwiłam swoje potrzeby podobnie jak Aria, wróciłyśmy do reszty i wszyscy razem udaliśmy się na przystanek autobusowy. Na Aarona czekał już tata, podobnie jak na Zoe i Arie. Max i Ricki zabrali się z Aaronem a reszta wraz ze mną wracała busem. Po drodze każdy się odłączał aż w rezultacie zostałam sama z Matt'em. Jak to przystało na gentlemana, odprowadził mnie do domu i pomógł z bagażem mimo tego, że miał jeszcze swój. Przywitałam się z mamą, która nie chciała mnie wypuścić z ramion. Z okazji naszego powrotu zrobiła kolacje i kazała mu zostać razem z nami. Nie jest jeszcze do końca do niego przekonana, mimo, że już trochę razem jesteśmy. Nie chodzi o to, że go nie lubi, tylko martwi się, bo uważa, że jestem w niego wpatrzona jak w obrazek, ale podobno on we mnie też, więc to dobrze. Biedna by zawału dostała, gdyby jakimś przypadkiem się dowiedziała, że doszło do czegoś więcej między mną a Matt'em. Niech lepiej pozostanie tak jak jest. Po skończonym posiłku pokazałam swojej rodzicielce zdjęcia z wyjazdu i wręczyłam drobny prezent - butelkę wina i bransoletkę, która jej się bardzo spodobała. Na samym końcu odprowadziłam Matt'a do drzwi, bo cóż, on też musiał już wrócić w końcu do domu. Nie powiem, jakaś uradowana tym pomysłem nie byłam, bo bardzo się do niego przywiązałam przez te ostatnie dni i teraz dziwnie mi będzie spać samej. Niechętnie pożegnałam się i wpatrywałam w jego postać, dopóki nie zniknęła mi z pola widzenia. Po chwili poczułam czyjeś ręce oplatające moje ramiona od tyłu, które okazały się należeć nie do kogo innego, jak mojej mamy.
- Na prawdę musisz go bardzo kochać.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy mamo, jak bardzo.
CZYTASZ
Niezależna
Genç Kurgu- Co powiemy reszcie? - Myślę, że nie musimy im nic mówić. Nie zawsze jakiekolwiek słowa są potrzebne- chwycił mnie za rękę i wyszliśmy. Historia opowiadająca o życiu 5 zwyczajnych przyjaciółkach uczęszczających do liceum, które życie potrafi zaskoc...
