11

68 6 1
                                        


- Zoe, pozwolisz? - zapytał Matt zerkając kątem oka na mnie.

- Jest twoja- odpowiedziałam.

Chyba nie spodziewał się takiej reakcji, bo stanął jak wryty i patrzył na mnie zdziwiony. No co? Przyszedł poprosić Zoe do tańca? Spoko, nie mam nic przeciwko. Ale czego on się spodziewał? Że rzucę mu się na szyje? Że będę odstawiać sceny zazdrości? Czemu niby miałabym to robić? Jedyne o kogo mogłabym być zazdrosna, to o Zoe, która została mi porwana. No cóż, przynajmniej będę miała teraz czas, aby odnaleźć Grace. Rozejrzałam się po domu i nigdzie jej nie widziałam, co oznacza, że albo jest na górze albo w ogóle jej tutaj nie ma. Powoli zaczęłam wchodzić po schodach, aby z nich nie spaść, bo teoretycznie dużo nie piłam, no ale sam fakt, że jestem pod wpływem alkoholu i bujam się lekko na boki. Dotarłam na piętro i zgupiałam. Było tutaj strasznie dużo pomieszczeń. Niektóre z nich były zamknięte, a do niektórych nie powinnam w ogóle wchodzić i wolałabym pewne obrazy zapomnieć. Zostały mi dwa pokoje. Jeden z nich był zamknięty, a drugi był znowu tym nieodpowiednim. Po chwili jednak zawróciłam i ponownie do niego weszłam, gdyż rzuciła mi się pewna postać w kącie.

- Ymmm, ja, sory, że wam przeszkadzam, ale śpi tutaj moja koleżanka i ja ją wyniosę, także udawajcie, że mnie nie ma.

Chyba kompletnie to zlali, bo nadal nie przerywali, a odgłosy tej dziewczyny powodowały u mnie chęć zwrócenia wszystkiego. Szybko podeszłam do Grace i zaczęłam ją szturchać. 

- Halo Grace, obudź się. Grace. Ej! Wstawaj.

Jedyną odpowiedzią, jaką od niej otrzymałam, było mruknięcie i odwrócenie się na drugą stronę. Wspaniale. No po prostu zarąbiście. I jak ja mam ją znieść na dół? A tak w ogóle to gdzie jest Johny?! Czemu on ją zostawił w takim stanie?! Przyrzekam, że jak jutro wytrzeźwieję, to mu nie daruję. Zeszłam szybko z powrotem na dół i rozglądałam się za kimś, kto może mi pomóc. 

- Kogo szukasz? - podszedł do mnie od tyłu Max.

- O Max! Jak cieszę się, że cię widzę!

- Serio? 

- Powiedzmy.Musisz mi pomóc z Grace. Leży na górze zalana w trupa a ja sama nie dam rady jej znieść, a chciałabym ją odwieźć do domu.

- Dobra, chodź. 

Poprowadziłam go na górę ale oczywiście ilość drzwi spowodowała, że nie pamiętałam, w którym to było pokoju, także musieliśmy zacząć poszukiwania od początku. Po kilku minutach znaleźliśmy właściwy pokój i Max wziął Grace na ręce w stylu panny młodej. Jakby była przytomna, to albo spaliłaby buraka albo zaczęła krzyczeć na niego, co on wyprawia. Cóż, na szczęście tego problemu nie mamy. Czasem są jakieś plusy. 

- Sophie, chciałbym ci bardzo pomóc, ale sam piłem i nie jestem w stanie was odwieźć. 

- Kurde.

- Ale ja mogę - odezwał się a ja stwierdziłam, że tylko nie to. Ale niestety, nie miałam wyjścia, bo wszyscy tutaj byli pijani, więc zgodziłam się na propozycję Matt'a. Zgarnęłam jeszcze po drodze Zoe, która bawiła się w najlepsze i nie była zachwycona pomysłem, aby wracać już do domu. Jadąc, zorientowałam się, że przecież u Zoe są rodzice, tak samo jak i u Grace, bo wrócili dzisiaj po południu. U mnie odpada, bo mama zakopałaby nas żywcem w ogrodzie, więc została ostatnia deska ratunku.

Soph: Hej Lil, śpisz?

Lil: Teoretycznie powinnam, ale nie mogę usnąć, więc oglądam film.

Lil: A co?

Soph: Słuchaj jest sprawa.Właśnie wiozę nieprzytomną Grace i schlaną Zoe, ale nie odprowadzę ich do domu przecież, bo by nas zatłukli. Możemy przyjechać do ciebie?

Lil: Spoko, czekam.


Pokierowałam Matt'a do domu Lily, pod którym już na nas czekała. Widok Matt'a ją zaskoczył, ale postanowiła tego nie komentować, bo nie było na to ani miejsca ani czasu. Wniosłyśmy dziewczyny do domu a ja podziękowałam Matt'owi za pomoc. Uśmiechnął się do mnie, po czym wsiadł w samochód i odjechał. 

- Chyba jesteś mi winna wyjaśnienia.

- Nie zaprzeczę, ale najpierw ogarnijmy Zoe, która próbuje wejść na lampę.

Z Zoe było gorzej niż z małym dzieckiem. Dosłownie. Ją alkohol zamiast odurzać, pobudza. Jest jej wszędzie pełno i w tym momencie zaczynam żałować, czemu ona nie jest na baterie, które można w każdej chwili wyjąć. Zastanawiałyśmy się z Lily, co możemy zrobić, bo przecież nie walniemy ją patelką w łeb. Chociaż byłoby to dobre rozwiązanie. Na myśl przychodziły nam same drastyczne metody, aż postanowiłyśmy, że będziemy próbować wszystkiego. Najpierw zamknęłyśmy ją na balkonie. To była najgłupsza rzecz, jaką mogłyśmy zrobić, ponieważ Zoe przymierzała się do zejścia z niego, a pragnę zaznaczyć, że Lily mieszka na 3 piętrze. Potem wylałyśmy na nią wiadro lodowatej wody. Sądziłyśmy, że może się ogarnie, bo będzie jej zimno czy coś, ale ona dodatkowo się na nas wkurzyła. Byłyśmy zmuszone do ostateczności. Gdyby ktoś obserwował to z boku, uznałby, że jesteśmy jakieś chore psychicznie, no ale czego się nie robi dla dobra otoczenia. Chwyciłyśmy ją z Lily i dałyśmy kilka "liści" po twarzy, krzycząc, żeby się ogarnęła. O dziwo, poskutkowało za 10 uderzeniem. Zoe cała obolała stwierdziła, że nam tego nie wybaczy i obrażona poszła spać. ALLELUJA!

- CO SIĘ DO CHOLERY TAM DZIAŁO SOPHIE?!

- Oj, wolałabyś nie wiedzieć. 

NiezależnaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz