8.

2.2K 167 34
                                        

Muzo moja widzisz? Działasz, wena wraca :D   

jak dawno mnie tutaj nie było... Ale to z kilku powodów. Trochę brak czasu, trochę brak weny, trochę czegoś innego... tak się zacinam nieraz na niektórych momentach i dupa... a czasami wystarczy dobra patelnia i lecimy dalej :D 





Harry wszedł do pokoju. Jego nogi nadal lekko trzęsły się po tym, jak Louis dosłownie wyrzucił go ze swojej sypialni. Tak naprawdę trochę się go bał, bo przecież Louis czasami sprawiał wrażenie niepoczytalnego, potrafił go uderzyć albo grozić mu bronią, pewnie był jeszcze zdolny do wielu innych rzeczy. Ale z drugiej strony... Potrafił być tak delikatny i czuły, że Harry nie mógł uwierzyć, że to jedna i ta sama osoba.

– W porządku? – zapytał Liam, który siedział na łóżku, niecierpliwie czekając, aż Harry wróci.

Martwił się o tego chłopaka, nawet jeśli znali się tak krótko. Po pierwsze tkwili w tym gównie razem, a po drugie czasami zdarza się, że już od pierwszych sekund między ludźmi wytwarza się jakaś więź. To się stało między nimi.

– Tak – powiedział Styles, siadając zaraz obok Payne'a. – Wiesz, Louis wcale nie jest taki zły – stwierdził. – Znaczy... Był delikatny, czuły i w ogóle... Nie było tak źle.

Spojrzał na Liama, próbując mu udowodnić, że było w porządku i ich porywacze mają serce, a nie zachowują się jak zwierzęta. Przecież był w jednym kawałku, pomijając fakt, że tylko trochę się trząsł.

– Poza tym jest dobry łóżku, więc naprawdę nie było tak tragicznie – dodał.

– Harry, możesz mi powiedzieć prawdę – odezwał się Payne.

– Ale ja mówię prawdę, Liam. Louis jest naprawdę w porządku. Wiesz, myślę, że on tylko chce udawać takiego groźnego.

Payne westchnął głęboko, patrząc podejrzliwie na swojego przyjaciela. Jakoś nie do końca w to wierzył, widział, jak bezczelny był Louis i był całkowicie pewien, że wcale nie był taki, jak się Harry'emu wydawało. Czuł, że po prostu mówi to ze strachu przed tym szatynem.

– Powiesz mi, gdyby było coś nie tak? – zapytał.

– Oczywiście – odpowiedział od razu Harry. – Naprawdę nie musisz się martwić.

Chłopak pokiwał głową. Coś w postawie Harry'ego mu się nie podobało, ale może powinien mu uwierzyć? Może on za bardzo się bał i wszystko sobie wyolbrzymiał? Może szatyn naprawdę na osobności nie był taki zły, a ta cała otoczka, którą wokół siebie stwarzał, to naprawdę tylko pozory? W każdym razie Harry wrócił do niego cały i zdrowy i nie musiał się martwić, jeśli nic mu nie było.

– Harry – powiedział. – Chciałbym ci podziękować za to, co zrobiłeś. Nie musiałeś, przecież jakoś bym sobie poradził.

– Jest w porządku, Liam, naprawdę. Tylko myślę, że powinniśmy popracować nad trochę innym planem ucieczki.

Payne przytaknął odruchowo.

– Tak, zdecydowanie musimy to rozwiązać inaczej, ale szczerze, nie bardzo mam na to pomysł.

Harry stęknął, upadając plecami na łóżko i zarzucając ręce nad głowę.

– Ja właśnie też – oznajmił, patrząc w sufit, jednak naprawdę nie miał pojęcia, co mieliby jeszcze zrobić, żeby stąd uciec.

Ten dom był dobrze zabezpieczony i coś mu się wydawało, że mieli zerowe szanse z Niallem i tymi jego wszystkimi sztuczkami, które tutaj zastosował. Musieliby go chyba upić, żeby z nimi współpracował i wygadał kilka tajemnic, ale wtedy tamtej dwójki musiałoby nie być w domu, co jest cholernie nierealnym planem.

Partners in crime. Not the worst crimeOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz