7.

2.4K 191 50
                                        

 Od 1 do 10 - jak bardzo nienawidzę pisać seksów?

Kiedyś umrę z tego powodu i na moim nagrobku napiszą "umarła, bo pisała seksy" :D 

Przedawkowałam świeże powietrze... Przepraszam :D

Enjoy :D




Harry usiadł na łóżku, a jego serce waliło jak oszalałe. Nie wiedział, co on najlepszego zrobił. Pewnie teraz Louis go zabije.

– I co teraz? – zapytał szatyn, podchodząc do chłopaka i wkładając kciuk pomiędzy jego pełne wargi.

Swoją drogą wargi Harry'ego wyglądały tak, jakby nadawały się tylko do jednej rzeczy i Louis od razu pomyślał, że chciałby je znowu owinięte wokół swojego kutasa.

Chłopak patrzył na niego przerażony i ewidentnie trząsł się ze strachu. Teraz już nie był taki odważny, jak jeszcze przed chwilą na dole.

– Spokojnie, Harry, przecież nic złego ci nie zrobię. Ostatnio ci się podobało.

Pociągnął za materiał koszuli młodszego i Harry posłusznie uniósł ręce do góry, pozwalając się rozebrać i już za chwilę Louis naparł dłonią na jego klatkę piersiową. Młodszy położył się, a szatyn usiadł mu na biodrach, pochylił się, zaczynając całować go po szyi.

– Odpręż się, kochanie, a będzie naprawdę przyjemnie.

Harry zadrżał, słysząc jego głos.

– No dalej, Harry...

Młodszy zmrużył oczy, czując niewielką przyjemność, kiedy Louis delikatnie przygryzał czułe miejsce na jego szyi, jakby dobrze pamiętał, że tam się znajdowało i odruchowo wczepił palce w jego koszulkę. Szatyn zaśmiał się cicho i odsunął się całkowicie, zostawiając Harry'ego zdezorientowanego na łóżku. Nie chciał go, więc teraz na pewno go zabije – od razu pojawiło się w głowie Stylesa. Obserwował, jak tamten podchodzi do szafki z drugiej strony łóżka i pochyla się. Pewnie właśnie tam trzymał broń. Wyciągnął coś i Harry odruchowo zacisnął oczy. Nie chciał widzieć, kiedy tamten go zastrzeli.

Łóżko ugięło się obok niego, a serce Harry'ego mało nie wyskoczyło z piersi.

– Proszę, nie... – wyjąkał cicho, kiedy ciepła dłoń dotknęła jego twarzy.

– Spójrz na mnie.

Harry odruchowo pokiwał głową na nie.

– Harry, do cholery, popatrz na mnie – warknął Louis i młodszy niechętnie rozchylił powieki, a jedynym, co zobaczył, była niewielka buteleczka przed nosem. – Rozciągnij się – nakazał tamten.

Harry zaniemówił. Po prostu patrzył, jak szatyn usadawia się wygodnie na łóżku i wyciąga papierosa z paczki, którą nie wiadomo skąd miał. Odpalił go, powoli się zaciągając.

– No dalej – ponaglił.




– Liam, chodź ze mną – oznajmił Zayn.

Chłopak spojrzał na niego odrobinę zaskoczony. Nie bardzo uśmiechało mu się iść gdziekolwiek z mulatem, bo dobrze wiedział, że ten sobie go upatrzył i pewnie będzie próbował go poderwać.

– Liam – upomniał Malik, wyciągając do niego rękę.

Payne niechętnie ruszył w tamtym kierunku, ale w żadnym wypadku nie miał zamiaru go dotykać. Poszedł za Malikiem, trzymając się w bezpiecznej odległości od niego, a tamten otworzył jakieś drzwi i gestem zaprosił Payne'a do środka. Wszedł niepewnie i praktycznie zatrzymał się w wejściu, to wyglądało, jakby nagle przeniósł się do jakiejś galerii.

Partners in crime. Not the worst crimeOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz