15.

2.2K 164 39
                                        

EDIT: Wklejam tą notkę, bo może komuś to się przyda:

Jestem w trakcie pisania rozdziału do Partners in crime i mam cholerny problem :( zna się ktoś na pistoletach? Google mnie zawiodły w tej kwestii.

Jak nazywa się to, co się robi z pistoletem, kiedy się wyciąga magazynek i robi tak, żeby nie mógł strzelać zanim się go ponownie nie złoży w całość?

Przychodzi mi na myśl jedynie "rozbezpieczać", ale to na pewno nie to.

Help! :(

Więc baaaaaaaaardzo dziękuję za podpowiedzi, ale teraz oficjalnie dzielę się informacją, że wyciągnięcie magazynka z pistoletu tak, żeby nie strzelał to rozładowanie go. 

Może komuś się przyda. Ja się trochę uczę przy pisaniu tego wszystkiego :D

Jeszcze raz dziękuję za tą informację, bo inaczej stałabym z pisaniem, ewentualnie do czasu pójścia do jakiejś strzelnicy albo na policję z tekstem "bo wie pan, ja to potrzebuje do rozdziału" :D wystarczy już, że mi przysyłają na maila oferty dla przyszłych mam, a to przecież Harry jest w ciąży :D

A teraz enjoy! :D

~  ~  ~  ~



Zayn jechał w stronę miasta. Miał zamiar wmieszać się w tłum i pochodzić trochę po ulicach, żeby odetchnąć i zebrać myśli.

– Co za idiota – warknął, kiedy czarny terenowy samochód zajechał mu drogę. Odruchowo zatrąbił na niego i chciał go wyprzedzić, ale wtedy obok pojawiło się identyczne auto, przez co Malik odwrócił się automatycznie. Nie mylił się, z tyłu nadjeżdżało kolejne. – Kurwa – przeklął.

Wiedział, że nie zapowiadało się dobrze. Nie, kiedy już dawno miał sprzątnąć Lama, ale on, głupi, musiał się teraz zakochać, zamiast robić, co do niego należało. Pewnie teraz to jemu wpakują kulkę w łeb. Nerwowo omiótł wzrokiem drogę dookoła. Raczej miał nikłe szanse, żeby uciec, więc westchnął ciężko i nie mając innego wyjścia, otoczony z trzech stron autami ruszył za pierwszym, które go prowadziło, licząc, że może jednak uda mu się ujść z życiem. Wpieprzył się niezłe gówno.

Pierwszy samochód skręcił w jakąś uliczkę i Zayn chcąc nie chcąc musiał podążyć za nim. Zatrzymali się po przejechaniu kilkunastu metrów w głąb. Byli w typowej wąskiej i ciemnej uliczce, także Malik kompletnie nie miał szans na ucieczkę.

Jeden z ludzi z pierwszego auta wysiadł, podszedł do samochodu Zayna i zastukał lekko pistoletem szybę, nakazując mu wyjść.

– Ręce w górze – usłyszał, kiedy tylko otworzył drzwi.

Podniósł ręce, powoli wychodząc z samochodu. Od razu ktoś złapał go i rzucił na auto przodem do karoserii. Rozkopano mu stopy, przytrzymując mocno, a druga osoba zaczęła go przeszukiwać. Nie miał zbyt wiele przy sobie oprócz pistoletu, który zdążył jeszcze wsadzić w samochodzie za pasek od spodni. Nie dziwił się, że mu go wyciągnięto, rozładowano i wrzucono do samochodu na siedzenie pasażera, a jego pociągnięto za materiał kurtki w kierunku jednego z tych aut, które jechały za nim. Stało już tam kilku głupich, jedynie napakowanych kolesi z bronią, czekając na jego zły ruch. Dopiero teraz, kiedy dwójka nadal stała przy nim, trzymając go, a jeden przykładał mu do pleców pistolet, którego lufę Zayn czuł wyraźnie, z auta wysiadł mężczyzna, którego Malik znał bardzo dobrze – Azael.

Trzeba mieć nieźle w głowie, żeby nazywać siebie imieniem jakiegoś upadłego anioła.

Mężczyzna uśmiechał się do niego szyderczo i tak naprawdę chyba nigdy za sobą nie przepadali.

Partners in crime. Not the worst crimeOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz