No i dotarliśmy do końca... Przed Wami epilog, który mam nadzieję, że się Wam spodoba 😁
Dwa tygodnie później
Harry wsiadł do taksówki. Oczywiście ustalili z Liamem, kiedy mogą się wymknąć, planowali to od dwóch tygodni i chyba już wszystko mieli dopięte na ostatni guzik. Ich rodzin nie było, więc swobodnie mogli wyjść z domu z kilkoma walizkami, nie wzbudzając uwagi i niepotrzebnych pytań.
– Na lotnisko – powiedział do mężczyzny, kładąc obok swój plecak z ogromną ilością gotówki, nie, żeby oboje z Liamem wybrali wszystkie swoje oszczędności.
Samochód ruszył, a on spojrzał na swój dom, widział go najprawdopodobniej ostatni raz w życiu, ale jakoś nie czuł pustki, zamiast tego podniecenie, że tym razem zniknie stąd na zawsze. Może jedynie czasem zatęskni za swoją siostrą, nikim więcej. I to właśnie jej zostawił pożegnalny liścik, prosząc w nim, żeby jednak nie mówiła rodzinie, że sam stąd wyjechał, niech myślą co chcą i tak się do niego nie odzywali, odkąd wrócił do domu.
Miał się spotkać z Liamem na lotnisku. Nie mówił mu tego jeszcze, ale kilka dni temu pojechał do domu Nialla, jednak nie zastał tam nikogo. Był całkowicie pusty, a trójka ich porywaczy zniknęła, rozpłynęła się w powietrzu jakby byli tylko snem. Nadal jednak za nimi tęsknił, zwłaszcza za Louisem, mimo tego, jak ten go potraktował.
Ostatni raz patrzył na mijane budynki. Znał to miasto jak własną kieszeń, w końcu wychował się w nim, ale miał dziwne uczucie, że wcale nie będzie za nim tęsknił. Po prostu zamknie jakiś rozdział w swoim życiu i zacznie kolejny, gdzieś, gdzie nikt nie będzie go znał. Tam będzie tylko Harrym i nikim więcej, nie będzie miał na sobie obowiązku bycia idealnym synem swojego ojca.
Kiedy taksówkarz wreszcie, po ponad pół godziny, dojechał na lotnisko, jedynie zapłacił mu i wziął swoje rzeczy. Był ciekawy czy Liam już na niego czekał, czy to on będzie musiał poczekać na przyjaciela, zanim ruszą dalej. Wszedł przez drzwi, które otworzyły się przed nim, ciągnąc kilka walizek. Na razie nie mieli konkretnych planów, chcieli zatrzymać się w hotelu i wtedy pomyśleć co dalej, bo może na wyspie w ogóle im się nie spodoba i będą musieli szukać szczęścia gdzieś indziej. Uśmiechnął się od razu, odnajdując wzrokiem Payne'a, który stał blisko wejścia, po czym podszedł do niego i uścisnął go na powitanie.
– Masz bilety? – zapytał Liam.
– Tak – potwierdził Harry.
Wyciągnął je z kieszeni i podał przyjacielowi, jednocześnie poprawiając plecak na ramieniu. Musieli teraz tylko nadać bagaże, przejść przez odprawę, poczekać na swój samolot i zaczynali nowe życie.
– To nie nasz lot – powiedział Payne.
Po raz kolejny czytał tę samą linijkę, licząc, że źle widzi, ale tutaj ewidentnie był błąd.
– Co? – zapytał Harry, nie mając pojęcia, o czym mówił jego przyjaciel. – To niemożliwe, przecież drukowałem je jeszcze dzisiaj rano.
Liam wcisnął mu kartki w dłoń.
– To nie nasz lot – powtórzył.
Styles przeleciał wzrokiem tekst i faktycznie to nie była ich rezerwacja. Nie lecieli do żadnej Nowej Kaledonii tylko na Wyspy Kokosowe i może tylko trochę skusiła ich ta miło i smacznie brzmiąca nazwa.
– Trzeba to wyjaśnić, coś tu jest nie tak – powiedział i zaczął rozglądać się za jakimś punktem obsługi pasażerów czy czymś podobnym, ale napotkał wzrokiem tylko ochroniarza, więc od razu ruszył w jego kierunku, chcąc się doinformować.
CZYTASZ
Partners in crime. Not the worst crime
Fanfiction[[ Partners in crime - część 1 ]] Dwójka chłopaków z bogatych rodzin zostaje porwana. Porywacze chcą tylko pieniędzy...
