14.

2.4K 159 15
                                        

Jak ja nienawidzę pisać seksów! To mnie zabije...

Miałam tutaj wcisnąć jeszcze jakiś Niamowy wątek, ale trochę tego wyszło, więc to będzie następny rozdział. Od kiedy zaczęłam pisać tak długie seksy? 

Muszę się odstresować, obejrzeć jakiś film... Bajkę może? Mózg mi wysiadł od tego :D 





Louis zaśmiał się.

– Dziwka – powiedział, pochylając się i łapiąc między palce policzki chłopaka tak, że ten otworzył szerzej usta, co pozwoliło mu wepchnąć pistolet głębiej w gardło Harry'ego. – Podnieca cię to, czy po prostu liczysz, że ktoś kiedyś naprawdę strzeli ci w łeb? – zapytał. – Spróbujemy?

W oczach bruneta od razu pojawiło się przerażenie, ale Louis jedynie wyciągnął powoli broń z jego ust, patrząc, jak chłopak pięknie się na niej zasysał, po czym odepchnął go, sprawiając, że tamten upadł na podłogę.

– Łazienka – oznajmił. – Najniższa szuflada. Pokaż, co potrafisz, a może się tobą zajmę.

Harry wstał i ruszył do dolnej łazienki, kiedy Louis z powrotem zajął się swoim pistoletem. Nawet nie był nabity, żeby mógł zrobić coś tamtemu, ale to, co zrobił brunet, było naprawdę dobre. Jeszcze chwila takiej zabawy i by mu stanął. I tak miał już ciaśniej w spodniach przez tego rozpieszczonego dzieciaka.

Styles przeszukał szuflady i faktycznie znalazł tam lubrykant i prezerwatywy. Przez chwilę zerknął na okno. Pewnie gdyby tylko go dotknął, znowu włączyłby się alarm, ale tym razem perspektywa ucieczki nie była już tak kusząca. Wrócił do salonu i znowu klęknął przed szatynem, który chyba nie miał zamiaru zaszczycić go spojrzeniem.

– Na co czekasz? – zapytał Tomlinson.

– Nie wiem, co mam robić – odpowiedział Harry, a Louis pochylił się nad nim i złapał jego szczękę między palce, ściskając mocno.

– Rób, co chcesz, pokaż mi, co potrafisz, Harry – oznajmił, całując chłopaka. – No dalej – dodał, odpychając go lekko.

Harry przygryzł mocno wargę, wpatrując się w szatyna. Co potrafił? W tym momencie chyba nic. Prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu czuł się onieśmielony, ale musiał coś wymyślić, przekonać do siebie Louisa, bo po pierwsze był cholernie napalony, a po drugie nie był typem człowieka, który nie kończył tego, co zaczął.

Odłożył nadal trzymany w ręce lubrykant i prezerwatywy na podłogę, i powoli zaczął rozpinać koszulę, patrząc cały czas na swojego porywacza, który wrócił do czyszczenia (czy czegoś tam) swojej broni. Tym razem jednak zerkał co chwilę na chłopaka i Harry'emu wydawało się, że robił to z lekkim zaciekawieniem.

Materiał opadł na podłogę, kiedy Styles rozpiął ostatni guzik. Wstał powoli i nie odrywając wzroku od szatyna, powoli odpiął guzik spodni i rozsunął zamek. Nie należały do najluźniejszych, ale też nie były ciasnymi rurkami, w których zazwyczaj chodził. Powoli zaczął ciągnąć je w dół ciekawy, jak Louis zareaguje na brak bielizny.

Szatyn uśmiechnął się odrobinę bezczelnie, widząc, jak Harry stara się jak najbardziej uwodzicielsko zdjąć spodnie. Poruszył brwiami z lekkim uznaniem, kiedy zdał sobie sprawę, że ten chłopak przed nim nawet nie wciągnął dzisiaj na tyłek majtek. Co za mała dziwka. I właściwie mógłby należeć tylko do niego, to cholernie kusząca opcja.

Nie spodziewał się, że Harry wpakuje mu się na kolana, kiedy tylko pozbędzie się spodni, łapiąc po drodze lubrykant. Tomlinson obserwował z zainteresowaniem, jak otwierał tubkę i wylewał sobie trochę na palce, żeby chwilę później zacząć rozciągać się siedząc na jego kolanach. Styles zmrużył oczy i wypuścił drżący oddech, kiedy zaczął wkładać w siebie palce.

Partners in crime. Not the worst crimeOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz