24.

1.7K 127 18
                                        

Ten rozdział mnie zabił... 👀




– Przepraszam – powiedział automatycznie Liam widząc, że niechcący uraził Zayna. Odepchnął go instynktownie, nie pamiętając o tym, że ten był pobity.

– Nic się nie stało – odpowiedział Malik, krzywiąc się lekko.

Nie był zachwycony zachowaniem Liama. Miał jakąś głupią nadzieję, że ten jednak go nie odepchnie, ale przecież tak naprawdę wiedział, że tak będzie. Był dla niego nic niewartym porywaczem, kiedy Liam był bogatym synkiem znanych prawników, nie potrzebował kogoś takiego jak Zayn w swoim życiu.

– Wracajmy już – oznajmił, chcąc wstać.

– Nie – odpowiedział trochę zbyt szybko Liam, kładąc dłoń na dłoni mulata, przez co ten spojrzał na niego zaskoczony. Nie spodziewał się takiej reakcji, liczył, że Payne będzie chciał wrócić jak najszybciej i jak najszybciej pozbyć się jego towarzystwa, więc ten sprzeciw był zdecydowanie podejrzany. – Jeszcze nie – odezwał się. – Tu jest tak pięknie.

– Pięknie? – zapytał Zayn coraz bardziej zdezorientowany tą całą sytuacją.

– Tak, pięknie – potwierdził Liam, pochylając się i przyciskając usta do tych mulata.

Tak naprawdę chyba właśnie teraz dotarło do niego, że zostało mu prawdopodobnie ostatnie kilka dni, a może nawet już tylko godzin życia, więc dlaczego miał ich nie wykorzystać jak najlepiej? Dlaczego nie miałby teraz zrobić w końcu tych rzeczy, które zawsze chciał? Przestać być poważanym Liamem Paynem, który robił zawsze to, czego od niego wymagali, a chociaż raz w życiu dać się ponieść emocjom. Skoro miał ochotę na seks z seryjnym mordercą, to dlaczego miał tego nie zrobić? A nawet gdyby potem miał tego żałować, to i tak nie będzie miał zbyt wiele czasu na jakiekolwiek wyrzuty sumienia.

– Liam? – zapytał zaskoczony Zayn i tym razem to on odsunął od siebie chłopaka. – Skąd ta zmiana?

Payne uśmiechnął się lekko, wzruszając ramionami i znowu pochylając się, żeby pocałować mulata. Polizał jego wargi, a Zayn rozchylił usta, wpuszczając jego język do środka. I tak naprawdę już zdążył zapomnieć, że tamten nie odpowiedział na jego pytanie. Miał to gdzieś, kiedy mógł dostać, to czego oczekiwał.

Oczywiście w żadnym wypadku nie chciał tylko wykorzystywać Liama, chciał z nim stworzyć coś większego. Nie wiedział, czy w ogóle będzie umiał, bo przecież nigdy w życiu nie był w prawdziwym związku, ale chciał spróbować. Cholernie chciał.

Przyciągnął chłopaka, wciągając na swoje kolana i ani na chwilę nie przerywając pocałunku, jego dłonie zjechały najpierw na pośladki Liama, chwilę później sunąc pod koszulkę i dotykając jego nagich pleców. Zamruczał cicho, kiedy palce Liama wplotły się w jego włosy. Całowali się jeszcze chwilę, zanim Payne nie pchnął go lekko na plecy, tym razem pamiętając, że ma uważać.

Przez moment patrzył na Malika, nie odzywając się słowem, obserwowany przez tak samo uważne spojrzenie mulata, po czym położył dłonie na jego klatce piersiowej. Nie usłyszał sprzeciwu, więc powoli zaczął rozpinać guziki koszuli, którą Zayn miał na sobie. I nie wińcie go, on naprawdę chciał zrobić jak najlepsze wrażenie. Rozpinał guzik po guziku i rozchylił materiał, od razu cofając ręce.

– Jesteś taki poobijany – powiedział, widząc pełno siniaków na ciele Malika.

– Nic mi nie będzie – odpowiedział automatycznie tamten.

Partners in crime. Not the worst crimeOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz