Rano ubrałam się w bardzo szybkim tempie. Wręcz błyskawicznym. Spieszyłam się, bo Lucy wysłała mi esemesa, że uciekła z domu i chce się spotkać jak najszybciej w parku zanim ktoś ją znajdzie. Napisała też, że nie chce tam wracać. Kiedy zeszłam na dół, spotkałam się z tatą.
- Nigdzie nie pójdziesz!
- Spieszę się. - próbowałam go wyminąć, ale zablokował mi przejście ręką.
- Powiedziałem, nigdzie nie idziesz! Zostajesz w domu, bo zaraz ktoś po ciebie będzie! - on chyba żartuje. Ktoś ma po mnie przyjechać? To tym bardziej nie chce zostawać.
- Do szkoły nie mogę iść? - krzyknęłam. Ojciec spojrzał na zegarek.
- Szkołę byś miała za dwie godziny.
Miała bym?
- Dzwoniłem już do dyrektora i poinformowałem o tym, że nie będziesz już tam uczęszczać. - wiedziałam, że coś zrobi. Ale niech nie myśli sobie, że poczekam na tego debila czy tam debili, którzy mają po mnie przyjechać.
- Co!? A konkurs muzyczny!? Nie możesz tak! Zresztą muszę teraz gdzieś iść.
- Ależ mogę i nie musisz iść. Usiądź proszę przy swoim stole i poczekaj. - posłał mi swój sarkastyczny uśmiech.
- Nigdzie nie usiądę i nie pojadę! - moje oczy już pewnie nabrały ciemnej barwy. A przynajmniej tak mi się wydaje po minie ojca. Przez chwilę miałam ochotę zbić ten drogi wazon, który stał przy wejściu, ale się powstrzymałam. Kiedy znowu miałam coś powiedzieć, razem z ojcem usłyszeliśmy trzask. Obejrzeliśmy się w bok i nie zgadniecie co się stało. Na podłodze leżał zbity wazon. Całkowicie zbity. Nie mam zielonego pojęcia, jak to się stało. Ani ja ani ojciec go nie tknęliśmy, a siostra była już dawno w szkole. Zaczęłam obawiać się, że w naszym domu są jakieś duchy czy coś. Ojciec się przestraszył i podszedł do wazonu. Ja w tym czasie się wymknęłam. Biegłam jak najszybciej potrafiłam aby dotrzeć do Lucy. Zobaczyłam ją siedzącą na tej samej ławce, na której się poznaliśmy. Była cała zapłakana.
- Lucy! - krzyknęłam. Dziewczyna się podniosła i do mnie podbiegła. Od razu ją mocno objęłam. - co się stało?
- Via, ja nie chcę wyjeżdżać. - wyszlochała mi w ramię.
- Co? Gdzie wyjeżdżać? O co chodzi?
- Ciotka chce się stąd wyprowadzić. - słysząc to zatkało mnie. Jak zwykle sprawdza się to powiedzenie: To co dobre, szybko się kończy. Stracę moją przyjaciółkę. Jedyną osobą przy, której czułam się szczęśliwa. W myślach pojawiały mi się słowa - panuj nad emocjami. Zaraz niedaleko zauważyłam Maxa. Druga osoba z kolei, przy której mogę czuć się bezpieczna. Zostanie mi tylko on. Spojrzałam na niego, a on na mnie. Zrozumiałam, że chce o czymś porozmawiać. Puściłam Lucy z objęć i spojrzałam jej w oczy.
- Spokojnie. - pogłaskałam ją po ramionach. - szkoda łez tylko.
- Szkoda łez? Via! Jesteś jedną z bliskich mi osób. Nie umiem cię zostawić.
Spokojnie. Tylko się nie rozpłacz.
- Utrzymamy ze sobą kontakt.
- Obiecujesz, że o mnie nie zapomnisz?
- Obiecuję. - złapaliśmy się razem za małe palce. Lucy pobiegła do domu, a ja poszłam w stronę Maxa. Szliśmy obydwoje w swoją stronę kiedy usłyszeliśmy krzyk. Automatycznie nasze głowy spojrzały w ten sam kierunek. Pobiegliśmy w stronę krzyków i naszym oczom ukazała się kobieta bita przez jakiegoś mężczyznę. Max spojrzał na mnie.
CZYTASZ
Odmienna (BTS, EXO)
FanfikceOlivia, w skrócie Via, 15-latka, która nie ma zbytnio dobrego życia. Jej matka zmarła parę lat wcześniej dlatego wychowuję ją ojciec, który w dodatku młodszej siostrze Molly daje wszytko, a jej żałuje nawet na suchy chleb. Pewnego dnia, Olivia zosta...
