4

3.1K 171 14
                                        

- Na Merlina! To jest genialne! Genialne! - zawołała rozradowana Aurora, patrząc z dumą na Mapę Huncwotów. Roznosiła ich duma, ba! Mieli wrażenie, że podbili niemal całą Europę. Ich dzieło przechodziło do historii i całkowicie zdawali sobie z tego sprawę. Lata, godziny, które spędzili nad nią nie były zmarnowane.

- Niech nam teraz ktoś zarzuci, że jesteśmy głupi! - dodał James, uwieszając się na ramieniu dziewczyny. Normalnie by go pobiła, ale wtedy były zbyt mocno zachwycona.

- Jesteście głupi. - usłyszeli głos Lily, która bez pukania weszła do ich dormitorium. Remus szybko zakrył mapę, aby ruda nie mogła jej zobaczyć. Chcieli ją zachować dla siebie i ich następców. Aurora nerwowo przeczesała swoje włosy, skanując wzrokiem poczynania reszty chłopaków, którzy także byli zaskoczeni. Nie spodziewali się jej wizyty.

- Lily? Co tu robisz?

- Szukałam cię. - odparła tak oczywistym tonem, że szatynce zrobiło się głupio. Po prostu te pytanie było pierwszym, o którym pomyślała, pomimo że odpowiedź była raczej wiadoma. Jeżeli Lily Evans zawitała by w innym celu niż Aurora do pokoju Huncwotów, to tylko po to aby dać im szlaban. - Miałyśmy dzisiaj iść razem na spacer...

Dziewczyna westchnęła, zdawała sobie sprawę, że ostatnio jej kontakt z Lily uległ pogorszeniu, ponieważ zajmowała się mapą, ale miała bardziej ochotę na wypicie niż na spacerek. Nie mogła jednak spławić przyjaciółki. Uśmiechnęła się więc przepraszająco do Huncwotów.

- Spotkamy się wieczorem.

Jesień była piękna, żółte, pomarańczowe czy czerwone liście były jeszcze na drzewach. To był najpiękniejszy okres, ponieważ gdy już spadły błonia wyglądały strasznie ponuro.

- Ukrywasz coś przede mną. - mruknęła rudowłosa, poprawiając szalik w barwach Gryffindoru. Aurora przymknęła oczy, nie chciała już więcej okłamywać dziewczyny. Chciała jej powiedzieć o Orionie, Regulusie i całej reszcie. Wiedziała także, że kwestia jakiegokolwiek Ślizgona była dla Evans bolesna, ale ból który przechodziła Aurora kłamiąc jej w oczy był do niezniesienia.

- Lily... Ugh, wiesz, że nigdy nie chciałam cię okłamać, ale to zrobiłam. Pytanie czy kojarzysz rodzinę Syriusza jest raczej zbędne, więc powiem wprost. Orion Black to najlepszy przyjaciel mojego taty. Mają kontakt do dzisiaj i się spotkają. Tak, wiem co chcesz powiedzieć, że to nieodpowiedzialne, bo mój tata jest aurorem, a Orion popielniczkiem Voldemorta. - przerwało jej głośne wciągnięcie powietrza przez Lily, na co szatynka przewróciła oczami. Nie bała się jego imienia. - Ale Orion jest naprawdę w porządku, traktuje go jak wujka. Wracając, dostałam misję. Orion chce odzyskać syna. Regulusa... I mam mu pomóc.

- Co? - wydukała jedynie. - Jak masz zamiar mu pomóc? Masz się z nim zaprzyjaźnić?

- Dokładnie. - Aurora przegryzła wargę, widząc po drugiej stronie grupkę Ślizgonów, a w nich Regulusa. - Tylko jak? On jest Ślizgonem, a ja Gryfonką. Nie dam rady.

Wypowiedziane słowa przytłoczyły ją jeszcze bardziej. Te zadanie było niewykonywalne. To tak jakby wygłodniały rekin znalazł rybkę i miał ją oszczędzić. Szanse zerowe. Ona czuła się właśnie jak ta rybka. Zagubiona. Nie chciała nikogo zmuszać, nie chciała okłamywać chłopaków. Nie chciała myśleć co by zrobił Syriusz gdyby się dowiedział. Nienawidził i Regulusa i Oriona.

- A co jak Regulus jest śmierciożercą? Może o to chodziło Orionowi? - słowa dziewczyny podziałały jak kubek zimnej wody dla Aurory.

- Oszalałaś? Wtedy nie byłoby co ratować. Chyba... On przecież jest za młody! Raczej nie byłby tak zdesperowany... - szatynka pokręciła głową. To myśl była straszna, chociaż zdawała sobie sprawę, że mogła być prawdziwa. Przeczesała ręką włosy, kręcąc głową. Wierzyła, że Orion na to by nie pozwolił.

*Dom rodzinny Robinsonów*

- Nie podoba mi się to, Chris. - powiedziała szczupła blond włosa kobieta, siedząca naprzeciwko swojego męża. - Przecież my go prawie nie znamy! Ostatnimi razy Regulusa widzieliśmy jak miał trzy latka, wtedy był jeszcze dzieckiem! Skąd mamy pewność, że nic nie zrobi Aurorze?

- Jest zamknięty w sobie, a Aurora jest otwartą osobą. Da rade. Poza tym co mógłby jej zrobić? - zapytał mężczyzna, odkładając gazetę. Był już przyzwyczajony do nadwrażliwości żony, jednak sam nie był pewny co do zadania, które Orion dał jego córce. Nie mógł tego przyznać, ponieważ Alicja zapewne kazałaby ściągnąć dziewczynę z Hogwartu, aby mieć pewność, że chłopak nic jej nie zrobi.

-Przypomnieć tobie, że on jest Ślizgonem, a ona Gryfonką? No nie wiem! W końcu jest synem Walburgy! Może w nią rzucić jakimś zaklęciem! - kobieta złapała się za głowę, pociągając swoimi włosami na znak zdenerwowania.

- Tez byłem w Slytherinie i jakoś jestem aurorem. To, że jest z tego domu nic nie oznacza. Posłuchaj mnie, Alicjo. Nie znam silniejszej osoby niż Aurora, ona da radę, a my jako rodzice powinniśmy ją wspierać. Kto wie? Może będziemy jeszcze wszyscy razem siedzieć przy tym stole i pić herbatę? - Christopher wstał od stołu, aby móc przytulić swoją żonę, która uspokoiła się nieco, jednak miała na swojej pobłażliwy uśmiech.

- Nie wierze, że to mówię, ale... Mam taką nadzieję. - mruknęła w jego ramię, odwzajemniając gest.

Look at your star ☆ Regulus Arkturus BlackOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz