Czarnowłosy chłopak usypiał nad pisanym przez siebie esejem z transmutacji, jego dobry kolega Severus Snape dał mu odpisać, jednak Regulus w większości nawet nie wiedział co przepisuje. Nie miał na nic ochoty przez świąteczny klimat, który aż go mdlił, powodem tego był uraz z dzieciństwa. Nienawidził świąt uważał, iż są sztuczne, zbędne, a jedynym plusem była przerwa w nauce. W czasach jego dzieciństwa święta były ustawione, rodzina Black'ów zasiadała przy wspólnym stole ze sztucznymi uśmiechami, jedynie dzieci wydawały się naprawdę szczęśliwe. Wiara w staruszka, który przynosi prezenty była wręcz hańbą twierdzono, że wpajanie takich głupot dzieciom było startą czasu, lepiej było ich uczyć czystości krwi.
On nigdy nie miał prawdziwych świąt, dlatego ich nienawidził. Syriusz, który był jego bratem dawał jeszcze mu jakąkolwiek odrobinę miłości, oczywiście dopóki tiara przydziałów ich nie rozdzieliła. To straszne, że jedno słowo zaważyło na ich całych relacjach. Regulus wiedział, że Syriusz trafi do domu lwa, aczkolwiek miał cichą nadzieję, że jego brat poprosi tiarę. Od tamtego czasu, dla niego nadzieja jest tylko matką głupich.
Zmarnowany uniósł wzrok znad kartki papieru, która była już w większości wypełniona. Jego spojrzenie skrzyżowało się z czarnymi oczami Severusa, który nadzorował chłopaka, aby ten czasem nie zniszczył jego wypracowania.
- Wyglądasz jak śmierć. Mam już przygotowywać pogrzeb? - zakpił Snape, który przerwał czytanie podręcznika do eliksirów. Regulus wykrzywił usta w grymasie, bo oczami wyobraźni widział jak może wyglądać.
- Pewnie, ale przynieść kwiatki. - wywrócił oczami Black, powróciwszy do pisania eseju. Był zły na to, że profesor McGonagall nie miała nic innego do roboty tylko zadawanie im zadań na przerwę świąteczną. Myślami błądził także gdzieś indziej, a dokładnie przy meczu Qudditcha i spotkaniu w Klubie Ślimaka. Nie miał ochoty na nie iść, jednakże czuł sympatie do profesora Slughorna, nie chciał mu zrobić przykrości. Regulus w końcu skończywszy esej, postanowił zrobić sobie spacer po ośnieżonych błoniach. Śnieg padał mu na twarz, a pod jego butami wydawał skrzypiący odgłos.
- Widzę, że nie tryskasz radością.
Koło niego pojawiła się znajoma, kobieca sylwetka, którą ostatnim czasem spotykał coraz częściej. Dziewczyna w przeciwności do niego miała bordową czapkę, szalik z Gryffindoru oraz czarną kurtkę. Brązowe włosy rozwiewał jej wiatr, na twarzy miała delikatny uśmiech.
- Przed chwilą jeszcze się cieszyłem dopóki do mnie nie podeszłaś. - burknął Black wywracając oczami, dziewczyna prychnęła zakładając ręce na piersi. Cisnęło się jej na język, aby powiedziała, że obserwowała go wcześniej i także nie miał za wesołej miny, ale zdała sobie sprawę, iż zabrzmiało to by bardzo dziwnie.
- Jakoś nie umiem tobie uwierzyć. Na mój widok szczerzysz się jak głupi do sera. - stwierdziła dumnie, Regulus z rozbawieniem uniósł brew, bo nie przypominał sobie ani jednej takiej sytuacji.
- Dobrze wiedzieć, że goszczę w twoich snach.
Aurora parsknęła śmiechem kręcąc głową, była jedną z nielicznych osób, które raczej nie obrażały się za takie rzeczy, śmiała się z nich, tak po prostu. Było jej szkoda życia na bezsensowne obrażanie się na osoby, które są ważne oraz mamy z nimi piękną więź. Twierdziła, że ludzie odchodzą, opuszczają nas, przestajemy się z nimi przyjaźnić, ale ta przyjaźń była. Możemy mieć następnych przyjaciół, jednak z każdym ta więź będzie inna.
- Pewnie, razem biegamy po polance zbierając kwiatuszki i robiąc z nich wianki. Swoją drogą to do twarzy ci w wianku. - zaśmiała się, poprawiając swoje przydługie włosy, które wlatywały jej do oczu. Błonia były praktycznie puste, nikogo nie było większość uczniów pojechała na święta do domów, a druga część uczniów siedziała w zamku. Można powiedzieć, iż byli na widoku gdyby ktoś spojrzał przez okno bez problemu mógłby ich zobaczyć. Oni jednak nie zwracali na to uwagi, co chwila dogryzali sobie albo śmiejąc się na głos albo ukrywając to w sobie.
W pewnym momencie, kiedy Aurora zaczęła śpiewać świąteczne piosenki oraz rzucali się śnieżkami, Regulus poczuł ten świąteczny nastrój. Do czasu, gdy szatynka uderzyła go w miejsce, gdzie mieścił się jego Mroczny Znak. Wtedy dotarło do niego, że on nawet nie zasługuje na szczęśliwe święta.
Aurora przyglądała się mu z podejrzliwością, chłopak przez dobrą chwilę wpatrywał się przed siebie całkowicie nieruchomy, jakby zaczął o czymś intensywnie myśleć. Nieświadomie jego ręka powędrowała do miejsca, w który go uderzyła śniegiem. Zatrzymał ją tam na sekundę, po czym strzepał śnieg.
A pierwsze podejrzenia zaczęły się nasuwać same.
***
Dziękuję za 1K!
CZYTASZ
Look at your star ☆ Regulus Arkturus Black
FanfictionAurora to wiecznie roześmiana Gryfonka, mająca wspaniałych przyjaciół, dwójkę kochających rodziców oraz ojca chrzestnego - najlepszego przyjaciela jej taty, który przychodzi do nich pewnego dnia i prosi dziewczynę o pomoc. Aurora zgadza się mu pom...
