Do miejsca docelowego jechaliśmy niecałe piętnaście minut. Z każdą wspólną wycieczką chłopak zaskakiwał mnie coraz mocniej, więc nic dziwnego, że moje podekscytowanie rosło z każdą kolejną milą.
Droga, którą musieliśmy przebyć, ciągnęła się wzdłuż lasu. Dużo rozmawialiśmy, śmialiśmy się, a nawet śpiewaliśmy! Nie sądziłam, że mężczyzna ma tak przyjemny dla ucha głos, dopóki nie posłuchałam go na żywo. A tak się przed tym wzbraniał.
Moja ciekawość sięgnęła zenitu, gdy samochód zjechał na pobocze. Rozejrzałam się dookoła, jednak nic specjalnego nie przykuło mojej uwagi. Oprócz nas nie było tutaj żadnej żywej duszy. Jeśli moja orientacja w terenie nie zawodziła, to znajdowaliśmy się jakiś kawałek na wschód od centrum miasta.
Zerknęłam na chłopaka. Ten pochylił się do tyłu, opierając nadgarstek o mój fotel. Wyciągnął małą szmatkę, zaciskając ją w pięści. Przyglądałam się jego poczynaniom z uwagą.
- To dla ciebie - podał mi zawiniątko. Była to granatowa chusta. Zmarszczyłam brwi - Żebyś nie podglądała - wyjaśnił. Zmusiłam odruch przewrócenia oczami.
Gestem nakazał mi się odwrócić. Zawiązał materiał w supełek, a ja nasunęłam go sobie na oczy.
Byłam w stanie dostrzec delikatny cień przed sobą. Najwidoczniej mężczyzna sprawdzał, czy nie oszukuję. Zamknęłam oczy.
- Pomogę ci wysiąść - zaoferował, wychodząc pojazdu. Słyszałam jego kroki i to jak obiega samochód. Bez jednego ze zmysłów reszta zdawała się wyostrzać. Musiał wyciągnąć coś z bagażnika. Wskazywał na to stukot metali.
Przyjęłam zaoferowaną mi pomoc. Mężczyzna owinął rękę wokół mojej tali w celu asekuracji. Drugą nie puszczał mojej dłoni. Pokierował nas leśną ścieżką. Przynajmniej tak sądziłam, słysząc łamiące się pod naszymi podeszwami gałęzie.
- Jak daleko musimy iść? - zapytałam. Brak widoczności i moja koordynacja ruchowa, która pozostawiała sobie wiele do życzenia, sprawiały, że cały pomysł z opaską szybko mógł spaść na przegraną pozycję.
- Tylko kilka metrów, wytrzymasz - burknął. Szłam powoli, wysuwając przed siebie wolną rękę. Był to prawdziwy test zaufania.
Paraliżujący dreszcz przebiegł mi po plecach, gdy moja noga zahaczyła o wystający z ziemi korzeń.
Justin zdołał jednak opleść ramiona na mojej tali, powstrzymując mnie od upadku. Dłonie powędrowały na jego bark. Odetchnęłam z ulgą, czując, że sytuacja została opanowana. Byłam w stanie usłyszeć szaleńczy galop swojego serca.
- Trzymam cię - cichy pomruk mężczyzny odbił się od mojego ucha. Drżenie poniosło się po całym moim ciele, sięgając każdej komórki. Nie sądziłam, że staliśmy tak blisko siebie. Perfumy, których używał, opanowały moje nozdrza. Odsunęłam się o krok, dla bezpieczeństwa najpierw badając teren, na którym zaraz postawiłam swoją stopę.
Niezręcznie.
Bardzo niezręcznie.
Nikt z nas się już nie odezwał aż do momentu, w którym stanęliśmy. Chłopak szybkim ruchem nadgarstka rozwiązał mi chustę, która opadła bezwładnie na jego dłoń.
Zamrugałam kilkukrotnie, rozglądając się na boki.
- Będziemy zbierać grzybki? - rzuciłam żartobliwie, gdy stanęliśmy przed wielkim, starym klonem.
Swoimi słowami musiałam rozbawić mężczyznę, który zachichotał delikatnie. Zaraz jednak pociągnął mnie za ramię, odwracając w swoją stronę.
CZYTASZ
DOUBLE WEDDING ✔
RomanceZAKOŃCZONE/W TRAKCIE KOREKTY KOMEDIA ROMANTYCZNA, JAKIEJ JESZCZE NIE BYŁO! Śluby bywają wyjątkowo pracowitymi i trudnymi wydarzeniami, szczególnie wtedy, kiedy okazuje się, że państwo młodzi nie są do końca pewni swoich wyborów. I o ile kwestię smak...
