- Teraz skręć w prawo – moja ręka samoczynnie wysunęła się do przodu, wskazując na kierunek jazdy, który po chwili obraliśmy.
- Cortland? – rzucił, gdy przekroczyliśmy granicę miasta. Miałam wrażenie, że w jego głosie obiła się nutka zdziwienia. Spojrzałam na niego, starając się odgadnąć, co chodziło mu po głowie. Jego wzrok skupiony był na jezdni, bacznie obserwując to, co się na niej działo. Natomiast twarz stężała w spokoju, który udzielił się także i mi, pozwalając całkowicie się rozluźnić. Mężczyzna był naprawdę dobrym kierowcą. Prowadził płynnie, trzymając samochód w ryzach. Jedną dłonią oplatał kierownicę - obracając ją w razie potrzeby, podczas gdy druga zwisała mu luźno na skrzyni biegów. Wystukiwał palcami różne dźwięki, nucąc pod nosem jakąś melodie. Wyglądał na rozluźnionego.
- Co masz na myśli? – odwróciłam wzrok, aby nie patrzeć się na niego zbyt długo. Postanowiłam popodziwiać widoki za oknem.
- Nie przypisywałbym cię do tego miasta. W ogóle mi się z nim nie kojarzysz – wyjaśnił. Zmarszczyłam czoło, skubiąc biały lakier z paznokci. Poważnie, powinnam była oduczyć się tego nawyku. Później moje paznokcie wyglądały jak po ostrej walce z czymś ostrym, przez co musiałam je malować średnio co dwa tygodnie.
- Skąd możesz wiedzieć, że tak nie jest?
- To spokojne miasteczko. A ty wydajesz się... dosyć impulsywna – zarumieniłam się.
- Byłeś już tutaj kiedyś? – zaciekawił mnie ten temat. Cortland to niewielkie miasteczko, dlatego mało kto o nim wiedział.
- Mieszkałem tu – przytaknął. - Ale wyprowadziłem się, jeszcze zanim skończyłem szesnaście lat. Razem z rodzicami przenieśliśmy się do Nowego Jorku, ponieważ ojciec znalazł tam lepiej płatną pracę – dodał, spoglądają na mnie przelotnie.
- Jak to możliwe, że nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy? – zapytałam zszokowana. Moja mina musiała wyrażać więcej niż tysiąc słów - wnioskowałam to po donośnym śmiechu, jaki obezwładnił mężczyznę, gdy tylko na mnie spojrzał.
- Mieszkałem po zachodniej stronie, może to dlatego – wyjaśnił, zmieniając bieg. - A poza tym rzadko kiedy wychodziłem z domu. Większość czasu spędzałem w warsztacie, sama rozumiesz – pokiwałam głową. Sama wychowywałam się praktycznie bez znajomych. W szkole byłam raczej cichą myszką, a większość wolnego czasu i tak spędzałam w swoim pokoju, brudząc farbami kolejne płótna. - To było moją pasją od najmłodszych lat.
Z tego, co było mi wiadomo, chłopak przejął później interes po swoim ojcu, który od czasu do czasu tylko mu pomagał.
- W którą teraz? – zapytał, gdy stanęliśmy na czerwonym świetle. Rozejrzałam się dookoła, orientując się, że od głównego celu dzieliły nas tylko dwie przecznice.
- Jeszcze prosto. Dopiero na następnym skrzyżowaniu skręć w lewo. Mój dom będzie stał po prawe. Na pewno go odróżnisz. Jest dosyć... - zamilkłam na chwilę, szukając odpowiedniego słowa, które pomogłoby mi określić dzieło ciotki Helen. – ...oryginalny.
Poprawiłam się na siedzeniu, czując rozpierającą mnie od środka energię. Każdy przyjazd do rodzinnego domu napawał mnie ogromnym entuzjazmem. Miałam naprawdę dużą i dosyć szaloną rodzinę. Tej atmosfery nie dało się podrobić. Była unikatowa.
Widziałam, jak oczy chłopaka rozszerzają się, a usta uchylają, gdy zdołał dostrzec mój dom.
- Tutaj mieszkasz? – wskazał na wielki, jasnozielony budynek. Na pierwszy rzut oka wyglądał dosyć normalnie. Zwykły, prostokątny dom. Nic nadzwyczajnego. Jednak jeśli dłużej się mu przyjrzeliśmy, można było zaobserwować liczne dodatki, które sprawiały, że stawał się mocno wyróżniający. Jednymi z moich ulubionych były okna w kształcie serduszek, a także drobne, czarne rysunki, którymi pokryte były każde drzwi. To motywujące cytaty mojej babci, która stwierdziła, że idealnie będą wyglądały na drzwiach frontowych, witając gości. Do tego wszędzie walały się figurki ogrodowe, na których swego rodzaju obsesje miała z kolei moja mama. No i nie mogłam pominąć wielkiej fontanny, która była dziełem taty. – Czy to jest...
CZYTASZ
DOUBLE WEDDING ✔
RomantikZAKOŃCZONE/W TRAKCIE KOREKTY KOMEDIA ROMANTYCZNA, JAKIEJ JESZCZE NIE BYŁO! Śluby bywają wyjątkowo pracowitymi i trudnymi wydarzeniami, szczególnie wtedy, kiedy okazuje się, że państwo młodzi nie są do końca pewni swoich wyborów. I o ile kwestię smak...
