Otworzyłam oczy, jednak szybko ponownie je zamknęłam. Leżałam przodem do okna o którego zasłonięciu niestety nikt wczoraj nie pomyślał. Dlatego teraz obróciłam się na drugi bok czując jak coś przesuwa się po mojej talii. Tym razem już udało mi się uchylić powieki. Moim oczom ukazała się spokojna i zaspana twarz Rodiona. Spał jak zabity, oddychając miarowo. Pojedyncze kosmyki ciemnych włosów opadały na jego czoło, przez co wyglądał jeszcze bardziej uroczo niż zazwyczaj.
Westchnęłam cicho, obracając się na plecy. Zrzuciłam jego rękę z mojego ciała i wbiłam spojrzenie w biały sufit. I co teraz? Pewnie powinnam już wyjść i wrócić do domu. Jednak głupio było mi stąd tak po prostu wyjść. Zwiać jak po każdym przypadkowym numerku, z osobą której imienia nawet nie nie znałam. Nie chciałamby pomyślał, że potraktowałam go w tych kategoriach. W końcu tak nie było. Może go nie kochałam. Jednak nie był mi obojętny. Wiedziałam jednak, że przede mną w cholerę nieprzespanych nocy, w których trakcie będę myślała o tym, co nas łączy.
W końcu to było dziwne. Kiedy wczoraj w trakcie walki zobaczyłam koło niego Wasse coś we mnie drgnęło. Już pomijając fakt, że jest suką, to byłam... Jakby zazdrosna. Chociaż może bardziej wkurwiona, bo wiedziałam, że ta blond zdzira nie powstrzyma się przed obrobieniem mi dupy. Pewnie już powiedziała o mnie jakieś dziadostwo, by go odstraszyć. I wcale nie pomagał fakt, iż wiedziała, że jest zbyt mądry, by uwierzyć w to gówno.
Nagle Rodion mruknął cicho, a ja odwróciłam się w jego stronę. Otworzył oczy jednak wydawał się być nieobecny. Patrzył na mnie jeszcze chyba nie za bardzo, rozumiejąc co tutaj robię.
- Dzień dobry. - Mruknęłam, podnosząc się do siadu. Podniosłam poduszkę i oparłam o nią plecy.
- Dzień dobry. - Odpowiedział po chwili zachrypniętym głosem. Odkaszlał kilka razy i przeczesałam ciemne włosy palcami. - Nie zwiałaś. - Zauważył, na co przewróciłam oczami. Tak serio to zrobiło mi się trochę przykro, bo nie zamierzałam uciekać.
- Zwykle to oni uciekają. - Oświadczyłam, chyba próbując być zabawna. Coś nie wyszło. - Jednak teraz to ja musze uciekać. Muszę potrenować by móc mówić, że zrobiłam coś ambitnego.
- Co powiesz ojcu, jak cię zobaczy? - Spytał, a mi dopiero teraz przypominało się, że jestem cała obita. - Poza tym możesz poczekać, to pójdziemy razem.
- Chciałabym. - Przyznałam, przenosząc na niego spojrzenie. - Jednak mój ojciec... To takie śmieszne, bo jestem dorosła, ale nadal na jego łasce. Poza tym wiem, że gdyby się dowiedział byłby w stanie, zrobić coś głupiego. Przepraszam.
- Nie przepraszaj. - Poprosił, również podnosząc się do pozycji półsiedzącej. - To nie twoja wina. A twój ojciec jest, jaki jest.
- To przez moją pierdolniętą matkę. Też była kiedyś jego podwładną. Teraz ma pierdolca i uważa, że każda osoba z gorszą sytuacją finansową niż my dostawia się, bo chce pieniędzy i pozycji. - Wyjaśniłam zdejmując gumki z włosów. Rozpuściłam już i tak zmasakrowane warkocze i przeczesałam włosy palcami, by jakoś je ułożyć. - Dlatego na razie nie chce, by się o nas dowiedział.
- A jesteśmy jacyś my? - Dopytał, czym nieco mnie zaskoczył. No właśnie jesteśmy? Przygryzłam dolną wargę i wzruszyłam ramionami, nie mając pojęcia co odpowiedzieć. I to była raczej słabo dobrana odpowiedź. - Czyli musimy to jeszcze przedyskutować. I to bardzo poważnie.
- Masz rację. - Przyznałam, przesuwając się na bok łóżka. Spuściłam stopy na podłogę, rozglądając się w poszukiwaniu swoich ubrań. - Jednak teraz muszę wracać do domu. Wolę nie wkurzać taty.
- Dorosła kobieta. - Zauważył rozbawiony, na co ja parsknęłam śmiechem. - A tak na serio to rozumiem. Nie wszyscy rodzice mają tak wywalone, jak moi.
CZYTASZ
Devil is a woman
RomansaMafia, pieniądze, morderstwa, nielegalny internet czyż to nie brzmi banalnie? I ta historia mogłaby być banalna. Jednak ani Rodion, ani Raisa nigdy banalni nie byli. Raisa Mrozo nie była kobietą, jakiej spodziewalibyśmy się w takiej historii. Była s...
