Raisa
Leżałam na łóżku, ręką poszukując telefonu, który dzwonił od samego rana. Jak na złość wszyscy stwierdzili, że męczenie mnie telefonami będzie dobrym pomysłem. W trakcie, kiedy ja nie podnosiłam się z łóżka. No, chyba że szłam do toalety lub żeby się napić, ewentualnie czasem zapalić. Mimo wszystko nałóg był znacznie silniejszy niż moja aktualna niechęć do życia.
Rodion odszedł pięć dni temu. A ja kompletnie nie umiałam się pozbierać. Jego odejście było jak cios. Który dodatkowo nałożył się z gorszymi chwilami, a może raczej to on je spowodował. W efekcie nie chciało mi się nawet wstaw z łóżka, żeby coś zjeść. Cały czas czułam się zmęczona. A moja psychika gniotła mnie od środka. Bezustanku czułam ten okropny ucisk w klatce piersiowej. Przez który żałowałam, że czułam jakiekolwiek emocje. W tym momencie bycie pozbawioną uczyć suką, pokroju mojej matki nie wydawało się tak złą opcją.
Nagle drzwi do pokoju się otworzyły. Nie widziałam kto przyszedł, bo leżałam do nich plecami. Jednak automatycznie naciągnęłam na siebie kołdrę licząc, że to odstarszy mojego gościa. Niestety tym gościem okazała się jedna z osób, której nie chciałam oglądać.
- Och przestań się nad sobą użalać. - Rzucił tak dobrze mi znany głos kobiety w podeszłym wieku. - Kto by pomyślał? Taka feministka a załamana przez byle faceta.
- Możesz sobie stąd iść i pomęczyć swojego syna? - Spytałam starając się powstrzymać łzy, spływające mi do oczu. Przez kilka ostatnich dni potrafiłam poryczeć się w randomowych momencie. Katowałam myślami sama siebie i nie potrzebowałam do tego jej pomocy.
- Nie. Przyjechałam, bo ktoś musi cię ogarnąć. - Oświadczyła twardym tonem nieznającym sprzeciwu. Podeszła do okna i je odsłoniła otwierając je na oścież. - Może łaskawie byś się umyła? Kiedy w ogóle ostatnio to robiłaś?
- Daj mi spokój. - Rzuciłam, obracając się na drugi bok. - Tobie nigdy na nikim nie zależało. Od zawsze jesteś zimną suką, dla której liczą się tylko pieniądze. Nie czujesz dosłownie nic, więc co możesz wiedzieć o moim samopoczuciu? - Spytałam, ponownie naciągając na siebie przykrycie. Serio nie miałam dzisiaj siły się z nią kłócić. Jednak ona wydawała się tym kompletnie nie przejmować.
- Nie masz prawa tak mówić... - Zaczęła, jednak nie dałam jej dokończyć. Już i tak za dobrze znałam te śpiewki.
- Bo jesteś starsza i jest... - Przerwałam, jednak ona nie pozostała mi dłużna.
- Raz w życiu chce być dla ciebie trochę milsza, więc się zamknij. - Poleciła, siadając na brzegu łóżka. Ściągnęła ze mnie kołdrę, na co ja westchnęłam cicho. - Nie masz pojęcia, przez co w życiu przeszłam. Ojciec lał mnie całe życie. Od dziecka powtarzano mi, że mogę być tylko żoną. W trakcie, kiedy ojciec opędza cię od złych facetów mój oddałby mnie każdemu byle tylko wzmocnić swoją pozycję. Ja nie miałam możliwości być tobą. Silną kobietą na czele mafii. Twój pradziadek przekręca się w grobie, kiedy to widzi. - Przyznała, a na jej twarzy pojawił się cień satysfakcji. Był to jednak moment tak krótki, że zdawał się w ogóle nie istnieć. - Byłam tylko ozdobą. I miała cholernie dużo szczęścia, że trafiłam na twojego dziadka. Nie bił mnie i taktował godnie. Nie zmusiłbym urodziła mu piątkę dzieci. Był dobrym człowiekiem, chociaż to pewnie ostatnie słowa, jakimi ktoś określiłby bosa mafii. - Stwierdziła, palce kładąc na jednym z pierścionków. Kiedy przyjrzałam się jej dłoni zorientowałam się, że to obrączka. - Byliśmy małżeństwem ponad pięćdziesiąt lat. Może go nie kochałam. Mimo wszystko nasz ślub był ustawiony. I żadną siłą nie zmusisz człowieka by kogoś pokochał, bo Ty tego chcesz. Jednak byłam do niego przywiązana. Był dobrym mężem i ojcem dla naszego syna. W zasadzie to, mimo że go nie kochałam to, jak na to, co mogłam dostać był wymarzonym mężem. I jeśli myślisz, że jego śmierć nie zabolała, to bardzo się myślisz.
CZYTASZ
Devil is a woman
RomanceMafia, pieniądze, morderstwa, nielegalny internet czyż to nie brzmi banalnie? I ta historia mogłaby być banalna. Jednak ani Rodion, ani Raisa nigdy banalni nie byli. Raisa Mrozo nie była kobietą, jakiej spodziewalibyśmy się w takiej historii. Była s...
