Cukierki od nieznajomego

31 6 18
                                        

- Dziś jest najgorętszy dzień w roku - oznajmiła Asia przy śniadaniu przeglądając swój telefon - Według prognozy pogody - dodała. W końcu mieli na farmie Internet, gdyż Dizzy zgodziła się udostępnić swój router.

- Co ty gadasz? Już jest gorąco, a jest dopiero ranek - Maniks oburzył się stanem rzeczy - Co będzie po południu... Czterdzieści stopni? Moje roślinki tego nie przeżyją.

Przyjaciele zgodnie westchnęli. Wszyscy mieli na sobie lekkie ubrania, a mimo to nadal było im piekielnie gorąco. A nie było nawet południa! Przecież oni tu umrą z gorąca. Ava, już na śniadanie chrupała sam lód, co będzie dalej?

- Może przejedziemy się nad jezioro? - spytał Kamil wachlujący się kawałkiem tektury z logiem jakiejś firmy budowlanej.

- Tylko nie bierz ze sobą betoniarki - poprosiła Dizzy - Gdzie tu jest jakieś jezioro w ogóle? 

- Jest jedno w sąsiedniej miejscowości - odezwała się Ava, jak zwykle obeznana z terenem.

- Jak wy chcecie tam w ogóle dojechać, co? - spytała Wika - Chyba będziemy musieli autobusem, bo do jednego auta się nie zapakujemy.

- E tam, Kamil i Dizzy do bagażnika! - wypaliła Kamila.

- Czemu akurat my? Powaliło cię? - oburzyła się Dizzy.

- Proste - zaśmiała się Kamila - Jesteście najmniejsi, krasnale normalnie.

- Ja cię zaraz sama wpakuje do bagażnika ty szamanistyczna małpo - zagroziła Dizzy.

- Nie ma mowy, paliwo jest teraz po osiem złotych za litr - oburzyła się Ava - Wybijcie sobie z głowy przejażdżki autem gdziekolwiek

Wszyscy zgodzili się że dobrym pomysłem będzie wyjazd nad jezioro. Myśl o chłodnej wodzie poprawiła naszym bohaterom humor. Ustalili że zostawią Wiewióra w piwnicy ponieważ było tam chłodno, ale zabrali ze sobą pieski Wiki - Biggi, Fifi i Lunę. Przed wyjazdem Asia zadbała by Biszkopcik miał wodę i jedzenie, a także swoje ulubione zabawki. Z bólem serca ale zostawiła go.

Przystanek autobusowy znajdował się 20 kilometrów od farmy, ale przyjaciele jakoś dojechali tam na przyczepie traktora który prowadziła Ava. Po zostawieniu pojazdu w pobliskich krzakach, przyjaciele pobiegli szybko na autobus, który miał się zjawić za kilka minut. I zjawił się, pomarańczowy, obdrapany wesoło mrugając światłami. A może to tylko przepalona żarówka...

Sama jazda była, tak jak przewidywali, nieprzyjemna. W autobusie było gorąco, cały czas świeciło słońce, nieważne gdzie się usiadło i kurz wlatywał do ust z każdym oddechem. Siedzenia albo się lepiły albo wypadały z miejsc. Dodatkowo autobus wpadał we wszystkie dziury po drodze (których nie brakowało), powodując że w środku powstała prawdziwa Jump Arena. Standardowa wycieczka polskim PKSem. Na przedostatnim przystanku do autobusu wsiadła starsza pani, bijąc wszystkich po nogach swoją torebką. Ostatecznie Maniks ustąpił jej miejsca.

Przyjaciele z ulgą wysiedli na przystanku, na drodze w środku lasu. Panował tu względny spokój, w powietrzu było już czuć charakterystyczną woń jeziora. Żwawym krokiem ruszyli w głąb lasku, w którym od razu zrobiło im się chłodniej. Asia trzymała pod pachą wcześniej nadmuchane koło do pływania w kształcie pączka i koc. Wika i Dizzy ogarniały psy, które wesoło biegały wokół, podcinając wszystkim nogi smyczami. Szczególnie Luna wyrywała się do przodu, poczuwszy że znajduje się blisko zbiornika wodnego. Maniks i Kamila trzymali torby z ręcznikami i ubraniami na zmianę. Ava niosła koszyk piknikowy. Kamil niósł wiaderko, a w środku foremki i łopatki do piasku.

Nagle na ich drodze stanął pewien dalmatyńczyk. Kropki na jego grzbiecie układały się w napis "TWOJA STARA". Piesek podbiegł do Avy i powąchał jej dłoń. Po chwili położył się domagając się pieszczot. Wtedy przyjaciele zauważyli że kropki na brzuchu uformowały się w napis "SMAŻY SÓL". Ava posłusznie pomiziała go po brzuchu.

FarmaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz