Poprawiając lokówką ostatni kosmyk moich brązowych włosów, byłam już gotowa do wyjścia. Zdecydowałam, że wyjście do centrum handlowego z moją przyjaciółką Aurorą, to dobry pomysł na spędzenie popołudnia w dzisiejszy, piękny dzień. W końcu obydwie nie miałyśmy nic do roboty. Dlaczego ja już wcześniej byłam zdenerwowana i niezadowolona?
Ponieważ wchodząc do domu Aurory, napotkam nie tylko ją, a jej brata.
Od pewnego czasu coraz częściej go widzę i napotykam. Na początku traktował mnie jak powietrze, ignorując mnie we wszystkich tego słowa znaczeniach, ale od paru tygodni działa mi już powoli na nerwy.
Złośliwe odzywki w moją stronę, upokorzenie mnie na każdym kroku, czy krótkie parsknięcia w moją stronę, które sprawiały, że krew w moim ciele bulgotała przez uczucie wyjątkowo mocnej irytacji.
Chwyciłam torebkę, złapałam za klamkę i wyszłam. Przyjemne powietrze Barcelony uderzyło we mnie falą gorącą, ale było w nim coś kojącego. Przez chwilę po prostu stałam, pozwalając sobie na oddech, którego od dawna potrzebowałam. Ruszyłam spokojnym krokiem w stronę podanego adresu, co jakiś czas unosząc wzrok ku niebu. Idealnie błękitnemu, bez ani jednej chmury. Takie dni przypominały mi, dlaczego kocham to miejsce. I dlaczego warto było tu zostać.
Zdecydowanie potrafię cieszyć się z małych rzeczy.
Unosząc swój telefon i zdobywając się na jego spojrzenie, odblokowałam go i automatycznie mój palec wylądował na ikonce Instagrama. Mój żołądek przewrócił się na sam widok zdjęcia owsianki, udekorowanej obłędnie wyglądającymi truskawkami. Bez słowa ukryłam post, jakby to był odruch, który znałam aż za dobrze.
Nie mogę.
Minęło parę minut, a ja już znajdowałam się przed domem jednorodzinnym. Czerwone kwiaty, które jak zawsze widniały wokół mieszkania, dodawały entuzjazmu budynkowi. Jako jedyny odznaczał się spośród innych. Wyróżniający się kolor zdecydowanie przykuwał wzrok przechodniów i można było to przyznać od razu, gdy się w tym miejscu pojawiło.
Podchodząc bliżej, zadzwoniłam dzwonkiem. W powietrzu rozległa się krótka, niemal zwięzła melodia, trwająca zaledwie kilka sekund. Po chwili drzwi się uchyliły, a moje spojrzenie zatrzymało się na chłopaku, którego twarz od razu zdradziła niezadowolenie na mój widok.
Posłałam mu pytające spojrzenie, a ten bez słowa odszedł w głąb pomieszczenia, zostawiając mi otwarte drzwi. Weszłam za brunetem i przybrałam na twarz widoczny grymas. Zasługiwałam na ciche cześć, a nawet tego od niego nie usłyszałam.
Żenujące.
Stojąc w przedpokoju nie odrywałam spojrzenia od osoby, która ignorowała mnie od samego początku, odkąd tutaj się pojawiłam. Niesamowite i niespotykane. Tym razem nie miał odwagi się odezwać, jak miał to w zwyczaju przez wcześniejsze dni?
Z moich myśli wyrwała mnie ciemnowłosa przyjaciółka, która zeszła ze schodów, uśmiechając się do mnie przeciągle. Zmusiłam się do delikatnego uśmiechu, chcąc uciec stąd jak najszybciej.
— Masz wyczucie czasu — powiedziała cicho, jakby raczej do siebie niż do mnie. Powoli zrobiła kilka leniwych kroków, a nim się zorientowałam, byłam już w jej objęciach. Jej wiśniowe perfumy otuliły mnie miękko, wypełniając przestrzeń między nami. — Dziś wyjątkowo idziemy na zakupy.
— Ta, wyjątkowo. — odwzajemniłam uścisk, czując chęć parsknięcia na jej wypowiedziane słowa. Oszukiwała samą siebie, próbując zapomnieć, że w tym tygodniu poraz szósty idziemy do galerii handlowej.
Bez przerwy czułam kogoś wzrok na sobie, dlatego zmęczona westchnęłam i odsunęłam się od przyjaciółki. Ona nie zwracając na nic uwagi, schyliła się i zaczęła ubierać swoje buty.
CZYTASZ
Be with me | Pablo Gavi
RomantikEvelyn Wilson to dziewczyna, która uważa, że nie ma osób, które potrafią wyprowadzić ją z równowagi. Zawsze jest opanowana i potrafi radzić sobie w trudnych sytuacjach. Jak poradzi sobie tym razem Evelyn, gdy cyniczny, drwiący i złośliwy brat jej na...
