Kilka tygodni minęło spokojnie. Połowa wakacji. Mieszkałam u Urvi'ego. Al i Basa mnie odwiedzali i spędzaliśmy czas razem. Mogłam spotkać ludzi z wioski, których znałam. Tutaj to każdy się zna.
Aktualnie plewiłam ogródek. Urvi uprawiał zioła. Jest zielarzem. A nic nie miałam do roboty i zaproponowałam pomoc. Gdy skończyłam odłożyłam narzędzia do stajni. Popatrzyłam ostatni raz i miałam wracać kiedy ktoś przykuł mnie wzrokiem.
— Witaj Lolita. — Pojawia się przede mną bóg przeznaczenia.
— Cóż to za niespodziewana wizyta?
— Chce cię ostrzec. Bo i tak tego nie unikniesz. — Powiedział poważnym głosem. Przeraziłam się.
— Więc słucham. — Stoję poddenerwowana.
— Powiem ci te słowa. „ Gdy nie posłuchasz przeznaczenia, ono zabierze ci co ważne jest dla ciebie. "
— No słyszałam je. I co z tego wynika?
— Po prostu pamiętaj te słowa. Dobrze?
— No dobrze...? — Zdezorientowana odpowiadam. Znika i wracam do domu. Czyżby przeznaczenia będzie się mściło na mnie? Dobra... Uspokoję się. Dzisiaj ma profesor ma przyjechać.
~~~~•~~~~
Jem obiad z Urvi. Ugotował zupę. Zawsze tęskniłam za jego jedzeniem. On to tak dobrze gotuje... Ma chyba talent to tego. Zazwyczaj po obiedzie idę się uczyć magii.
Od tego czasu Tempus się ze mną nie kontaktuje ani nie przychodzi. Może ma jakieś sprawy? Jeszcze król mi nie podarował tej księgi. Mam nadzieje, że dotrzyma słowa... Też z Rohinim uczę się starożytnego języka do przeczytania tej księgi. Uch...
~~~~•~~~~
Po posiłku pomagałam Urvi z myciem i sprzątaniem. W tym czasie usłyszałam pukanie do drzwi. Popatrzyłam na mężczyznę i poszłam otworzyć je. Ujrzałam w nich rektora!
— Jak tam u ciebie iskierko? — Uśmiechnął się szeroko do mnie.
— Aaa dobrze. Teraz akurat z Urvi myje naczynia po obiedzie. — Wpuściłam go do środka domu.
— A dzień dobrzy przyjacielu! — Przytula się do dyrektora Urvi.
— No, no. Już. — Klepie go po plecach. Rohini z Urvi mieszkali tutaj obok siebie kiedy on uciekł ze swojego domu. Jakoś potem zaprzyjaźnili się.
— Pewnie chcecie porozmawiać na osobności. — Popatrzył się na nas. — Teraz idę do lasu po zioła. Wrócę pewnie za pół godziny.
— Dobrze. Widzimy się później! — Pomachałam mu na pożegnanie. Wyszedł i zostaliśmy sami. Poszliśmy razem do mojego pokoju.
Usiadłam na moim łóżku. A on obok. Milczał. Był jakiś dziwny...
— Czy coś się stało? — Delikatnie zapytałam. Wzdychał i odwrócił wzrok.
— Proszę tylko nie wiń się za to. — Powiedział poważnym tonem głosu i popatrzył na mnie swoimi zielonymi oczami.
— No dobrze...
— Basanti... On... — Urwał. Wypuścił powietrze. — On... Zachorował. Może nawet umrzeć... — Gdy to usłyszałam siedziałam nieruchomo z szoku. Nie wiedziałam co powiedzieć czy jak zareagować. Już wiedziałam, że to moja wina. Zabiera mi co dla mnie jest ważne. Łzy pojawiły się na moich oczach. Zaszlochałam.
— To moja wina! — Schowałam twarz w rękach i zaczęłam płakać głośno.
— To nie — Urwałam mu w połowie zdania.
— To prawda! Przez... Przez... to, że musiałam cię uratować! Jakbym... — Wstałam i uciekłam z domu. Biegłam. Biegłam. Nawet nie wiedziałam gdzie. Jak najdalej od niego. Od wszystkich!
~~~~•~~~~
Usiadłam w jakimś lasku. Rozmyślałam. Jest już noc. Ciemno... Siedzę tutaj już kilka godzin.
Powinnam... Przewidzieć to... Już go nie uratuje... Już trochu zimno jest... Nagle ktoś dał mi płaszcz na ramiona. Odwracam głowę i widzę Tempusa.
— Zimno?
— Co tu tutaj robisz?! — Zaskoczona głośniej mówię z emocji.
— Musiałem pozałatwiać sprawy... — Wzdycha. — Niestety nie mogę nic zrobić.
— O co ci chodzi?
— Chodzi mi o przeznaczenie. — Założyłam płaszcz i poczułam się trochę cieplej. — Wiesz... Niestety żaden uzdrowiciel nie pomoże. Bo to robota przeznaczenia. Nawet bóg życia nie mógł nic zrobić.
— Poprosiłeś o pomoc boga życia? — Zdziwiona mówię. Naprawdę starał się... Ale nic już nie pomoże.
— Przeznaczenie jest okrutne. Nikt nie wie jakie ma, a jak już przezwyciężysz je, zemści się czymś innym. Nawet Fatum nic nie może zrobić. Wiesz jakie ma zadania on? — Przekręcam głowę przecząco. — Musi dawać każdemu przeznaczenie, które stworzy się przy poczęciu. To bardzo ciężka praca. Jak pomyli się to będzie miał karę.
— Jaką?
— Odebranie mocy. Każdy bóg, gdy zaniedba swoje obowiązki zostaje ukarany przez świat. Może nawet przez jakiś innych bogów... — Jaka trudna praca... Ciekawe czy ja mam jakieś obowiązki...
— Inny bogowie? — Kiwa głową.
— Zastanawiałaś się kiedy jak powstaliśmy?
— Tak. — Krótko odpowiadam.
— Ja mam pewną teorie... Może istnieją inny bogowie. — Rozmyślam o tym. Czyżby byli jeszcze inni bogowie? Czy ktoś nas obserwuje... Patrzę dookoła siebie. — Jednak pewnie nigdy się nie dowiemy.
— Dziękuje... Robiłeś to żeby poprawić mi humor. — Wstaje i przytulam go.
— Może... — Odwzajemnia objęcie. — Nie powinnaś się obwiniać za to. Nikt nie przeciwstawi się przeznaczeniu. Nawet bogowie.
— Yhy... — Stoję w jego objęciach szczęśliwsza i spokojniejsza. Jednak nadal winie siebie za to...
~~~~•~~~~
Wróciłam do domu o północy. Urvi spał, a Rohiniego nie było. Pewnie wrócił do Akademi. Wzdycham. Idę do swojego pokoju i zamykam na klucz. Przebieram się w piżamę i próbuje spać.
Patrzę na sufit. Basa... To wszystko przeze mnie... Znowu zaczynam płakać. Bez przerwy. Chyba potem usnęłam. Zapłakana i zmęczona tym wszystkim.
~~~~•~~~~
— Lolita! Proszę. Otwórz drzwi. — Siedzę w swoim pokoju i nie wychodzę. Nie chce, żeby mnie widział w tym stanie... — Zrobiłem ci śniadanie. — Uderza w drzwi i krzyczy. — Dobra... Zostawię ci posiłek przed drzwiami. Ja wychodzę do pracy. Wrócę wieczorem. — Słyszę jak odchodzi. Czekam kilkadziesiąt minut i biorę śniadanie.
Zamykam się. Muszę się uspokoić... Basa... Muszę go zobaczyć!
~~~~•~~~~
Po kilku godzinach wyszłam z pokoju. Płakałam kilka godzin. Jako iż Urvi przyjdzie wieczorem postanowiłam zrobić sobie obiad. Nie jestem jakimś wybitnym kucharzem, ale zrobiłam coś prostego i to tego dobrego do zjedzenia.
Potem zjadłam i posprzątałam. Ciągle rozmyślałam. O wszystkim. Życie. Miłość. Przyjaciele. Nauka. Rodzina. Z rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi. Czy kogoś Urvi się spodziewał...? Zaciekawiona podchodzę. Otwieram i widzę znajomą twarz. Jestem zszokowana.
— Widzimy się znowu panienko.
——————————————————————
912 słów
CZYTASZ
Kwiat ognia
FantasíaŻyła kilka tysiące lat temu. Została uśpiona na wieczny sen przez swoje dzieci. Bogini ognia Ignis stworzyła magię ognia i podarowała wiedzę o niej swoim dzieciom. Rozkazała, żeby ją czcić. Ludziom to się nie podobało i po kilkaset lat udało się pok...
