Kiedy się obudziłem nie wiedziałem gdzie jestem.
Nie wyglądało to jak mój pokój, ani jak żadne miejsce w moim domu.
Nie chciałem żeby ktoś mnie porwał.
Przerażała mnie ta wizja.
Leżałem na jakimś łóżku w ciemnym pokoju.
Usiadłem i przetarłem dłonią swoje oczy.
Chociaż żyłem.
O tyle dobrze.
Spojrzałem na szafkę nocną obok łóżka i zobaczyłem pistolet.
Nie śmiało wziąłem pistolet do ręki i zacząłem go oglądać.
Wiedziałem jak postępować z bronią, bo kiedyś jej używałem, ale to długa historia.
Był to WE Hi-Capa 5,2 K z kompensatorem.
Skąd wiedziałem?
Otóż jest to model pistoletów Red Hooda.
Nie wiedziałem czy to replika czy prawdziwą broń krótka, ale zajebiście się ją trzymało.
Po chwili usłyszałem jak ktoś wchodzi i mądry Teagan wycelował w jakiegoś pana, po czym strzelił.
Mądry Teagan nie wiedział, że ta broń jest odcośzriobiona (nie pamiętam słowa, za trudne to słowo najwidoczniej).
Ten pan upadł na dół, na plecy, na podłogę.
Zszedłem z łóżka i kucnąłem obok tego pana i zobaczyłem, że to jason.
Czy ja zabiłem Jasona?
Ojoj. To tak nie miało wyglądać.
Poprostu się wystraszyłem, okej?
Dotknąłem jego policzka.
Ciepły był, to chyba żyje.
Potem moje palce przmieściły się na to miejsce na szyi, co jest tętnica i sprawdziłem czy ma tętno.
No miał.
Potem sprawdziłem czy oddycha.
Odchylilem jego głowe, żeby udrożnić drogi oddechowe i przyłożyłem swoje ucho do okolic jego ust i nosa.
Kiedy sprawdzałem jego oddech zostałem ugryziony w ucho.
Ambitnie Jason.
Odsunąłem sie gwałtownie i przyjebałem mu z liścia, co sprawiło, że sie roześmiał.
- No ty idioto! - krzyknąłem wycierając usta. - Fuj! Obrzydliwe!
Jason tylko poruszał brwiami.
- Nienawidzę cię! Przysięgam! Jakby naprawdę coś Ci się stało, to cię nie uratuję!
Nie dość, że nie dawno przeżyłem traume, to jeszcze ten debil wpadł na genialny pomysł.
- Uspokój się, Teags - mówił przez śmiech i usiadł.
- Nie mów mi, że mam się uspokoić! - dalej się darłem. - Jestem spokojny! - wcale nie byłem spokojny. Bardzo mnie zdenerwował.
- No dobrze - podniósł ręce w geście obrony.
Westchnąłem niezadowolony.
Mam nadzieję, że mój przyszły chłopak albo dziewczyna, nie będą tacy durni.
- Głodny jestem - powiedziałem wstając z podłogi. - zrób mi coś do jedzenia.
- Bozia rączek nie dała? - zapytał.
- Tak - rzuciłem.
- Trudno, jakoś sobie poradzisz - powiedział. - Dla mnie też możesz zrobić.
Pół godziny później, kiedy próbowałem gotować spaliłem nasz posiłek i patelnie.
Chciałem zrobić tosty i jajecznice.
Tosty najpierw zrobiłem dobrze, ale stwierdziłem, że są za mało przypieczone i położyłem je jeszcze na patelnie, żeby się przypiekły.
Skończyły się tym, że się spaliły trochę bardzo..
Jajecznica wyszła mi już lepiej, ale dziwna pachniała.
Może to przez to, że dodałem jakiś dziwnych przypraw.
Nie umiem gotować, okej?
Nałożyłem nasze śniadanie na talerze i zawołałem jasona.
Todd się przeżegnał, kiedy zobaczył syf w całej kuchni i jedzenie.
- Co to jest? - zapytał wskazując na jajecznice.
- Jajecznica - powiedziałem z uśmiechem i z dumą, bo udało mi się coś ugotować.
- Wygląda jak gówno - skrzywił się i wziął talerz.
- Równie dobrze mogłem ci nic nie zrobić do jedzenia - usiadłem przy stole, który znajdował się koło okna. - Jedz i nie marudź.
Jason usiadł obok mnie i kiedy wziął pierwszego gryza jajecznicy, wyglądał jakby miał się zrzygać.
- Ostre - powiedział z pełną buzią.
- Nie lubisz ostrego? - zapytałem.
Kocham ostre jedzenie, tak samo jak czekoladę.
- Tak - wziął butelkę wody z górnej szafki kuchennej i wypił połowę.
Kiedy zjedliśmy Jason przypomniał sobie, że musi wziąść jakiś lek.
- Po co jest Ci ten soterol? - wziąłem opakowanie do ręki.
- To jest sotalol - popił tabletkę. - Jest na arytmię.
- Arytmię? Masz chore serce? - zmartwiłem się trochę o niego.
Nie znałem się na tych chorobach, ale wiedziałem, że jak to coś z sercem to chyba musi być poważne.
Po za tym Jason jest jeszcze młody.
- Nie musisz się o mnie martwić, dbam o siebie - próbował mnie pocieszyć widząc, że się przejąłem.
Po tym jak Jason przyjął swoje leki przyszedł czas na mnie i Todd tak jak kiedyś musiał wbić we mnie igłę, a ja bardzo nie lubiłem igieł.
Wręcz się ich bałem.
Mój strach po lekach występuje bardzo rzadko.
Zazwyczaj czuję niepokój, stres i panikę, a nie strach sam w sobie.
No i łatwo jest mi to przezwyciężyć i wiem jak to uspokoić.
Poprostu się tego nauczyłem.
Kilka godzin później oglądaliśmy jakąś bajkę.
Jednak ja zwróciłem swoją uwagę na jego ręce, a głównie przedramiona.
- Jason? - zwróciłem na siebie uwagę.
- Co?
- Czemu masz tak dużo blizn? - dotknąłem go lekko.
Jason się spiął.
- No tak wyszło... - powiedział cicho. - To nie jest takie ważne.
Wziąłem długopis z szafki i chwyciłem za jego dłoń, żeby ją przesunąć w moją stronę.
Zacząłem rysować gwiazdki na jego bliznach.
Nie chciałem pokryć całego jego przedramienia, tylko te największe blizny i rzucające się w oczy.
- Co robisz? - zapytał próbując zerknąć.
- Rysuję - rzuciłem i wróciłem do rysowania.
Po jakimś czasie jego dwa przedramiona były pokryte w gwiazdkach.
- Pięknie - powiedziałem i uśmiechnąłem się.
CZYTASZ
Fear ~ Jason Todd
FanfictionKażdy się czegoś boi, prawda? Może być to najmniejsza rzecz na świecie, największa albo dziwna. Ktoś powie, że boi się pająków, ktoś inny, że oceanów, a ktoś jeszcze inny, że nauczycielki od matematyki. Czasami udaje się go przezwyciężyc, jednak ni...
