Każdy się czegoś boi, prawda? Może być to najmniejsza rzecz na świecie, największa albo dziwna.
Ktoś powie, że boi się pająków, ktoś inny, że oceanów, a ktoś jeszcze inny, że nauczycielki od matematyki.
Czasami udaje się go przezwyciężyc, jednak ni...
To dla mojej najwspanialszej myszeczki najcudwniejszej w ogole na calym swiecie <3 LindsayWyles
_____
Kiedy wróciłem do domu z Jackiem znowu poczułem się niepewnie i źle w jego obecności.
Jack był szefem mafii i robił bardzo złe i nielegalne rzeczy.
- Teagan... - próbował zacząć.
Siedzieliśmy razem na kanapie w jego gabinecie.
On był obok mnie i delikatnie trzymał mnie za rękę.
Nie potrafiłem nawet na niego spojrzeć.
Kiedy pozytywne emocje już opadły znowu poczułem tą złość i żal w jego stronę.
- I co? - zapytałem sarkastycznie. - Zamierzasz się teraz przyznać do swojego wielkiego planu jaki miałeś jako szef mafii? Myślałeś, że dasz radę mnie zmanipulować? - łzy cisnęły mi się do oczu. - Myślałeś, że będę jakąś łatwą zagrywką dla ciebie, a potem, na wypadek jakbym się dowiedział to byś mnie zabił?!
- Tea... Uspokój się... Proszę - starał się mówić spokojnie, a jego kciuk delikatnie masował mój wierzch dłoni próbując mnie uspokoić. - Pogadajmy n...
Przerwałem mu.
- Nie będziesz mi mówić co mam robić! - wyrwałem swoją rękę z jego. - Ufałem ci Jack! Rozumiesz?! Ufałem ci!
Poczułem na moich policzkach ciepłe łzy, które stopniowo rozlewały się i tworzyły co raz to nowsze ślady.
- Teagan. - powiedział stanowczo.
Jack nigdy nie wyglądał tak przerażająco i poważnie.
Jego uśmiech był zastąpiony grymasem, który gościł na nim tylko w niektórych sytuacjach, w których naprawdę był zdenerwowany. Brwi miał zmarszczone, a policzki przybrały lekko różowy kolor z silnych emocji.
- Ty myślisz, że ja tego chciałem? - wykrzyczał. Stracił już swoją cierpliwość. - Ta mafia... cała firma to pamiątka po moich, świętej pamięci rodzicach! Działy się tam owiele gorsze rzeczy zanim zacząłem tam pracować!
No tak rodzice Jacka.
Niekoniecznie dobrzy ludzie. Nigdy się o nich dobrze nie wypowiadał.
Zaadoptowali go kiedy był małym chłopcem.
Mieszkali w Gotham, ale zdarzało im się odwiedzać Hiszpanii, w której pewnie potajemnie robili nielegalne rzeczy, a Jack je teraz kontynuuje.
Często opowiadał o tym jak źle go traktowali kiedy dowiedzieli się, że jest gejem.
- I co z tego? Robisz dokładnie to co oni chcieli i jak chcieli!
- Chciałem skończyć z mafią i założyć firmę! Tylko to nie jest takie proste jak ci się wydaję! - wskazał na stos dokumentów. - Nie chciałem ci mówić, żebyś się nie denerwował! Żebyś nie miał mnie za przestępce!
- A jak miałem cię postrzegać, hm? Jako Mordercę? Dealera? Dominikę Czarnowąs? Czy Bóg wie jak jeszcze? - spojrzałem mu prosto w jego zimne oczy, które swoją złością wprawiały mnie w lekkie poczucie winy, wiedząc, że go zdenerwowałem, a go trudno wyprowadzić z równowagi.
- Teagan... - wziął głęboki wdech próbując się uspokoić. - Robiłem wszystko żeby cię uchronić od swojej przeszłości i od moich rodziców. Jesteś moim synem i nigdy nie przestanę cię tak postrzegać - znowu próbował złapać mnie za rękę jednak ja się odsunąłem i wstałem. - Od kiedy zobaczyłem ciebie jako tego małego zagubionego chłopca na ulicy, coś we mnie się zmieniło... - na chwilę przerwał żeby przełknąć ciążącą mu gulę w gardle. - Zacząłem zatrudniać ludzi, którzy pomogliby zmienić mi to co robiłem na fundację i firmę pomagającą innym... To trwa lata...
- Jeszcze powiedz, że Matt o tym wszystkim wie - parsknąłem.
- Tak. Tam go właśnie poznałem - przetarł swoje czoło wierzchem dłoni. - Sam nie wiedział w co się pakuję...
- Nie wiedział? Co ty im nagadywałeś żeby zgodzili się na pracę?! - nie mieściło mi się to w głowię, że prawdopodobnie kłamał im, że będą pracowali dla jakiejś potulnej milutkiej firmie, a tak naprawdę pracowali dla jakiejś jebanej mafii.
- Nie wiedział o tym, że wyjedzie ze mną do Gotham i będzie miał syna - spojrzał na moje zdjęcie, które miał zawieszone na ścianie obok biurka. - O mafii wiedział. Zatrudniałem tylko zaufanych ludzi, którzy byli dobrzy w swojej dziedzinie.
Chwilę siedzieliśmy w ciszy, niewiedząc co więcej powiedzieć.
- Nawet nie masz pojęcia jak się cieszę, że Bruce mi ciebie nie zabrał - otarł łzę z swojego policzka. - Gdyby stało ci się to samo co Jasonowi... Nie wybaczyłbym sobie tego, że pozwoliłem ci odejść.
Teraz to już serio nie wiedziałem, czy to są jakieś jego zagrywki i manipulację czy faktyczna szczerość.
- Nie będę cię zatrzymywał Tea.. jeśli chcesz odejść to droga wolna... - wstał z kanapy. - Dam ci trochę pieniędzy na start i możesz odejść - pociagnął nosem tak jakby faktycznie bolało go to co mówił.
- J-jack.. - zająkałem się.
- Dziękuję, że pokazałeś mi jak to jest mieć syna... Lepszego nie mógł bym sobie wyobrazić... - powiedział, a jego oczy zaczęły błyszczeć łzami.
I wtedy coś we mnie pękło.
Rozpłakałem się i poleciałem w jego ramiona.
- J-Jack... - płakałem w jego ramię. Wiedziałem, że jak tak dalej pójdzie to prawdopodobnie zasmarkam jego ulubioną koszulkę.
Nie wiem co we mnie wtedy wstąpiło.
Powinienem być zły i załamany tym co się działo i zostawić go i nigdy się do niego nie odzywać, ale nie potrafiłem.
- Ja tylko potrzebuję t-trochę cza-czasu..- łkałem w jego ramię.
Jack nie widział jak ma za bardzo zareagować.
Przytulenie mnie mogło wiązać się z odtrąceniem albo pogorszeniem mojej kondycji, a słowa wydawały się utknąć w jego gardle.
- Tak cię przepraszam Teagan.. - wyszeptał. - Wszystko się ułoży...
_____
Ej to oficjalnie teagan ma imie po roszpunce
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.