chapter 41

16 3 0
                                        

- Musisz coś wkońcu zjeść - mówił Jason gotując nam jedną z wyszukanych potraw, na które akurat zna przepis.

- A nie możemy wrócić do łóżka? - zapytałem patrząc w dół. Głupio mi było patrzeć na niego wiedząc, że on chcę dobrze a ja się sprzeciwiam.

Ostatnio bardzo upodobałem sobie miejsce przy ścianie i z Jasonem obok, który jest tak blisko, że prawie mnie dusi, ale chociaż czuję się bezpiecznie i nie przejmuję się aż tak tym co się dzieję w mojej głowie.

Chociaż dziwne było to, że Jason tak bardzo nie lubił spać z kimś, że potem budziłem się z jego ramionami wokół mnie.

- Najpierw coś zjemy, okej? - uśmiechnął się lekko.

Gadał do mnie jak do dziecka.

Nie jestem bachorem, którym trzeba się zajmować.

Dam sobie radę sam.

- Nie jestem głodny - popatrzyłem na niego pewnie, pomimo, że w brzuchu burczało mi od zapachów dania, które gotował.

- Teags... - zaczął. - Wiem, że jesteś głodny - zaśmiał się. - Popatrz na mnie - delikatnie podważył mój podróbek do góry.

Spojrzałem w jego turkusowe oczy.

- Nie oszukasz mnie - przesunął swoim kciukiem po mojej dolnej wardze powodując lekki rumieniec.

Jason, co ty ze mną robisz?

Mi tak do śmiechu chyba nie jest.

Po kilku minutach jedzenie było zrobione, a muszę powiedzieć, że jak na Jasona było to dosyć szybko.

Nałożył posiłek na talerze.

Jason powoli przyzwyczajał się do tego, że nie jadłem mięsa co jednocześnie wpływało na jego dietę kiedy spędzał czas ze mną.

A przynajmniej przestał narzekać głośno.

Zamiast jeść przesuwałem jedzeniem po talerzu.

Do moich oczu napływały łzy kiedy myślałem o tym, że mam zjeść.

- Nie dam rady... - wyszeptałem. - Na pewno nie mogę zjeść później? Muszę teraz?

Jason spojrzał na mnie szerokimi oczami. Na jego widelcu znajdowała się porcja, którą sobie nabrał przed moim cudownym pytaniem.

- No przydałoby się - zmarszczył lekko brwi.

Mam wrażenie, że cały czas powtarzał to samo, ale jakoś nie miałem siły przyjąć tego do siebie i się do tego zastosować.

- Bo ty nie rozumiesz jak to jest - popłakałem się czując jakby los był ogromnie niesprawiedliwy w stosunku do mnie. - Ja chcę już żyć normalnie... Ja już poprostu mam dosyć. Czemu to wszystko spotyka tylko mnie? - wybuchłem jeszcze większym płaczem.

Jason był jeszcze bardziej zdezorientowany niż wcześniej.

- Ja... - zaczął, ale przerwałem mu.

- A ty sie zamknij, bo ty nawet nie pomagasz i jest jeszcze gorzej! Wkurwiasz mnie już - zaszlochałem. - Nie mogę patrzeć na twoją twarz, bo mnie denerwuję - zamknąłem oczy i odwróciłem głowę w drugą stronę.

To prawda.

Jason miał strasznie denerwująco idealną twarz, a czasami poprostu denerwującą.

Nie usłyszałem żadnej reakcji od niego, więc otworzyłem jedno oko i spojrzałem w bok.

Zobaczyłem go jak chowałem twarz w dłonie i śmiał się.

- No i z czego ty się kurwa śmiejesz! - szlochałem. - To w ogóle nie jest śmieszne! W przeciwieństwie do ciebie to ja sobie nie radzę!

Jason wstał i delikatnie objął mnie swoimi ramionami.

- Nie dotykaj mnie - próbowałem go odepchnąć, co jakieś trudne nie było biorąc pod uwagę to, że nie trzymał mnie mocno.

- Chcę ci tylko pomóc, wiesz? - złapał moją rękę. - Wiem, że może być to bardzo frustrujące kiedy nie możesz nam czymś zapanować, ale tak już jest. Nic na to nie poradzisz - westchnął. - Wiesz... kiedy wróciłem to wydawało mi się, że dam radę i poradzę sobie z tym bólem i wszystkim sam. Żałuję, że to wszystko się tak potoczyło dlatego chcę pomóc tobie.

No powiem wam, że byłem tak zdenerwowany, że nic nie zrozumiałem co on do mnie mówił.

Poważnie.

Słyszałem tylko takie "bla... kiedy... bla bla bla...".

Jeśli było to coś emocjonującego to trochę przykre, że tyle się na gadał a ja go wcale nie słuchałem.

Tak mniej więcej po godzinie kiedy uspokoiłem się i wtedy usłyszeliśmy pukanie do drzwi.

Odrazu narodziła się u mnie panika, bo co jak to rząd mnie jakoś odnalazł i chciał mnie za coś złapać chociaż sam nie wiem za co.

Trzymałem mocno rękę Jasona nie pozwalając mu odejść.

- To ja! -  usłyszeliśmy męski głos - Jack!

Jack?

Teraz tak naprawdę zdałem sobie sprawę jak za nim tęskniłem.

Okej... nadal byłem zły, ale był dla mnie jak tata.

Prawdziwy tata.

Kiedy jason otworzył drzwi i zobaczyłem go.

Jego zmartwioną i pełną miłości twarz prawię się popłakałem i praktycznie odrazu wylądowałem w jego ramionach.

- Już dobrze.. - pocierał moje plecy kiedy płakałem w jego ramię. - wszystko się ułoży... Tak bardzo cię przepraszam... wszystko ci wytłumaczę... obiecuję... - pocałował czubek mojej głowy.

_____

_____

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Fear ~ Jason ToddOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz