Poprzednia noc była jebaną tragedią
Prawie nie pamiętam co się działo, a Jason mówił, że nieźle odwaliłem.
Mam z jakieś 20 nowych siniaków, które jakże pięknie zdobiły moje ciało.
Na końcu to chyba w ogóle zemdlałem.
Pamiętam jak Jason coś mi robił.
Nie pamiętam...
Chyba trzymał żebym nie zrobił sobie krzywdy, ale jego twarz... była taka sama ale jednak inna.
Właśnie lezałem i patrzyłem w sufit.
Nie mogłem się ruszyć.
Każdy mięsień niesamowicie mnie bolał.
Tak jakbym był przygnieciony przez coś bardzo ciężkiego, a każdy oddech czymś wygranym.
Na suficie widniały twarze.
Te same co wczoraj.
Śmiały się ze mnie.
Szeptały o tym jak beznadziejny jestem.
Po moich policzkach popłynęły ciepłe łzy, których z każdą sekundą pojawiało się coraz więcej.
Chciałem krzyczeć.
Nie mogłem.
Moje gardło bolało od ściśnienego w nim krzyku, który tak przeraźliwie chciał się wyrwać.
Każda sekunda równała się z większym bólem, który rozrastał się po moim całym ciele.
Poczułem ruch.
Koło mnie.
Materac się zagiął i poczułem jak ktoś delikatnie kładzie swoją dłoń na moim policzku.
Uzyłem swojej całej siły żeby spojrzeć w stronę tej osoby.
Widziałem tylko jego zamazaną twarz przez łzy, które nadal wylewały się z moich oczu.
- Hej... - mówił spokojnie. - Będzie dobrze...
Delikatnie ocierał każdą łze, która spływała po moich policzkach.
Tak bardzo nie chciałem żeby widział mnie w takim stanie.
To tak bardzo bolało.
To było tak wstydliwe.
Chciałem go odepchnąć, a najlepiej zniknąć i ukryć się tak daleko żeby mnie nie widział, ale jednak chciałem go.
Chciałem żeby był ze mną.
Chciałem żeby mi pomógł.
Zaprzeczałem sam sobie.
Nadal widziałem twarze i słyszałem głosy, które probowały mi go zasłonić.
Które próbowały wprawić mnie w dyskomfort.
Zażenowanie.
Wstyd i ból.
- Co się stało? - mowił spokojnie. - Czemu płaczesz...?
Jego palce dalej krążyły po moich policzkach a z moich ust wydobyło się ciche łkanie.
- Powiedz mi... - odsunął moje włosy z mojego czoła. - Proszę...
Nie mogłem.
Każde moje słowo potrafiło wyjść w tylko najbardziej nędznym szlochu jaki tylko potrafiłem wydobyć.
Na jaki było mnie tylko stać.
- Hah...! Zaraz... ciebie wszyscy się odwr...! - śmiał się jeden z głosów. - Zost..iesz sam!
- ...ysz jak Jona-na-than! - krzyczał kolejny.
Oby dwa głosy były bardziej jak bełkoty, które ciężko byłoby zrozumieć gdyby nie to, że atakują mnie z każdej strony i z coraz większą siłą.
Nie byłem wstanie stwierdzić ich płci.
Brzmiały... nijako...
Każdy ton i dźwięk nakladał się przez co jeszcze trudniej było je zrozumieć, a twarze migały.
Były jak jasne światło.
Niedokońca widoczne, jednak wiesz, że coś widzisz.
Głosy w głowie nawet zagłuszały mi jego głos, który próbował mnie ocucić, pomóc mi.
Dowiedzieć się co mi jest.
Ja sam nie wiedziałem co mi jest, a co dopiero on.
- Jestem tutaj... - mówił, a jedna z jego rąk ścisnęła moją dłon - Nie zostawię cię...
Głosy mowiły inaczej.
Mowiły, że jest jak każdy inny.
Że wykorzystuję mnie jak Jack tylko żeby się uchronić.
Nie chciałem trwać w tym dłużej.
Każda minuta dłużyła się.
Czułem się jak mijały godziny.
- Teags... - potrząsnął mnie. - odezwij się.. proszę..
Delikatnie zacisnąłem dłon na jego.
Tylko tyle mogłem zrobić.
Nadal czułem ból.
Nie potrafiłem wyrwać się z tego stanu.
To było za silne, a ja za słaby.
On cały czas trzymał mnie za rękę.
Co chwilę delikatnie ją ściskał, próbując dodać mi siły i otuchy.
Moje oczy same się zamykały szukając spokoju i pomocy.
Czułem ciężar głosów w głowie i ciepło jego skóry.
________
Chyba powoli wracam😁😁
CZYTASZ
Fear ~ Jason Todd
FanfictionKażdy się czegoś boi, prawda? Może być to najmniejsza rzecz na świecie, największa albo dziwna. Ktoś powie, że boi się pająków, ktoś inny, że oceanów, a ktoś jeszcze inny, że nauczycielki od matematyki. Czasami udaje się go przezwyciężyc, jednak ni...
