chapter 40

15 2 3
                                        

Poprzednia noc była jebaną tragedią

Prawie nie pamiętam co się działo, a Jason mówił, że nieźle odwaliłem.

Mam z jakieś 20 nowych siniaków, które jakże pięknie zdobiły moje ciało.

Na końcu to chyba w ogóle zemdlałem.

Pamiętam jak Jason coś mi robił.

Nie pamiętam...

Chyba trzymał żebym nie zrobił sobie krzywdy, ale jego twarz... była taka sama ale jednak inna.

Właśnie lezałem i patrzyłem w sufit.

Nie mogłem się ruszyć.

Każdy mięsień niesamowicie mnie bolał.

Tak jakbym był przygnieciony przez coś bardzo ciężkiego, a każdy oddech czymś wygranym.

Na suficie widniały twarze.

Te same co wczoraj.

Śmiały się ze mnie.

Szeptały o tym jak beznadziejny jestem.

Po moich policzkach popłynęły ciepłe łzy, których z każdą sekundą pojawiało się coraz więcej.

Chciałem krzyczeć.

Nie mogłem.

Moje gardło bolało od ściśnienego w nim krzyku, który tak przeraźliwie chciał się wyrwać.

Każda sekunda równała się z większym bólem, który rozrastał się po moim całym ciele.

Poczułem ruch.

Koło mnie.

Materac się zagiął i poczułem jak ktoś delikatnie kładzie swoją dłoń na moim policzku.

Uzyłem swojej całej siły żeby spojrzeć w stronę tej osoby.

Widziałem tylko jego zamazaną twarz przez łzy, które nadal wylewały się z moich oczu.

- Hej... - mówił spokojnie. - Będzie dobrze...

Delikatnie ocierał każdą łze, która spływała po moich policzkach.

Tak bardzo nie chciałem żeby widział mnie w takim stanie.

To tak bardzo bolało.

To było tak wstydliwe.

Chciałem go odepchnąć, a najlepiej zniknąć i ukryć się tak daleko żeby mnie nie widział, ale jednak chciałem go.

Chciałem żeby był ze mną.

Chciałem żeby mi pomógł.

Zaprzeczałem sam sobie.

Nadal widziałem twarze i słyszałem głosy, które probowały mi go zasłonić.

Które próbowały wprawić mnie w dyskomfort.

Zażenowanie.

Wstyd i ból.

- Co się stało? - mowił spokojnie. - Czemu płaczesz...?

Jego palce dalej krążyły po moich policzkach a z moich ust wydobyło się ciche łkanie.

- Powiedz mi... - odsunął moje włosy z mojego czoła. - Proszę...

Nie mogłem.

Każde moje słowo potrafiło wyjść w tylko najbardziej nędznym szlochu jaki tylko potrafiłem wydobyć.

Na jaki było mnie tylko stać.

- Hah...! Zaraz... ciebie wszyscy się odwr...! - śmiał się jeden z głosów. - Zost..iesz sam!

- ...ysz jak Jona-na-than! - krzyczał kolejny.

Oby dwa głosy były bardziej jak bełkoty, które ciężko byłoby zrozumieć gdyby nie to, że atakują mnie z każdej strony i z coraz większą siłą.

Nie byłem wstanie stwierdzić ich płci.

Brzmiały... nijako...

Każdy ton i dźwięk nakladał się przez co jeszcze trudniej było je zrozumieć, a twarze migały.

Były jak jasne światło.

Niedokońca widoczne, jednak wiesz, że coś widzisz.

Głosy w głowie nawet zagłuszały mi jego głos, który próbował mnie ocucić, pomóc mi.

Dowiedzieć się co mi jest.

Ja sam nie wiedziałem co mi jest, a co dopiero on.

- Jestem tutaj... - mówił, a jedna z jego rąk ścisnęła moją dłon - Nie zostawię cię...

Głosy mowiły inaczej.

Mowiły, że jest jak każdy inny.

Że wykorzystuję mnie jak Jack tylko żeby się uchronić.

Nie chciałem trwać w tym dłużej.

Każda minuta dłużyła się.

Czułem się jak mijały godziny.

- Teags... - potrząsnął mnie. - odezwij się.. proszę..

Delikatnie zacisnąłem dłon na jego.

Tylko tyle mogłem zrobić.

Nadal czułem ból.

Nie potrafiłem wyrwać się z tego stanu.

To było za silne, a ja za słaby.

On cały czas trzymał mnie za rękę.

Co chwilę delikatnie ją ściskał, próbując dodać mi siły i otuchy.

Moje oczy same się zamykały szukając spokoju i pomocy.

Czułem ciężar głosów w głowie i ciepło jego skóry.

________

Chyba powoli wracam😁😁

Fear ~ Jason ToddOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz