32

73 5 155
                                        

TEAGAN JARVIS pov

- Wyniki pani syna, nie są za dobre - odezwał się lekarz. - Jest rak mózgu w zaawansowanym stadium z wieloma... naprawdę wieloma przerzutami.

Czyli...? - z oczu mojej mamy poleciały krokodyle łzy. - Teagan umrze?

Mówiłem jej, że źle sie czuje od kilkunastu miesięcy, a ona nie zwracała na to uwagi. Teraz udaję przed lekarzami kochającą mamę.

- Jakie są opcje leczenia? - zaszlochała i otarła niewidzialną łzę.

- Najlepszą opcją będzie leczenie palia... - lekarzowi nie było dane dokończyć, bo moja mama miała inny plan na uzdrowienie mnie.

Daj mu szansę na życie... on ma tylko siedemnaście lat! - znowu zapłakała. - spróbujmy chemioterapii...

Ona chce mnie zniszczyć czy co?

Onkolog nadal próbował do niej dotrzeć.

Po za tym, mi już i tak zostało mało czasu.

Leczenie różnymi metodami i sposobami może nie pomóc, a nawet pogorszyć mój stan, ale ona uparła się na chemioterapię, bo przecież to mi najbardziej pomoże (to wcale nie tak, że lekarz pewnie zna sie lepiej).

Nie zareagowałem płaczem, czy smutkiem, bo byłem na to przygotowany.

Byłem przygotowany, że wyniki mogą być pozytywne.

Po za tym, jak umrę to nikt nie będzie tęsknił.

Kiedy wróciliśmy do domu zacząłem pakować swoje rzeczy.

Lekarz powiedział, że skoro mają spróbować mnie uratować, to mam zostać w szpitalu.

Wiem, że nie mają dla mnie żadnej nadziei, ale no coż.

Przykro mi, Teagan - odezwała się moja siostra.

- Jest okej, Nora - mówiłem.

Wrzuciłem do plecaka dwie koszulki i trzy pary spodni.

Nie pakujesz więcej ubrań? - zapytała.

- Po co? - zmarszczyłem brwi. - I tak umrę. Zdiagnozowali mnie za późno.

Nora wzruszyła ramiona i westchnęła smutno.

- W takim razie ja cię spakuję odepchnęła mnie od plecaka.

- Nie musisz.

- Ale chcę - wyrzuciła wszystko z mojego plecaka. - Idź coś zjeść.

Wywróciłem oczami wyszedłem z pokoju.

Po chwili zobaczyłem mojego pijanego ojca.

Tia.

Jak zawsze.

Kłócił się z mamą, bo dodała trochę więcej przypraw do jedzenia.

Może moja mama nie zawsze zachowywała się dobrze w stosunku do mnie, ale współczuję jej.

Bardzo.

- To jak nie chcesz to nie jedz westchnęła. - Zrobię ci nowy obiad - wzięła garnek i wyrzuciła poprzedni.

Szkoda, że nawet nie zdążyłem go spróbować.

No nie ważne.

Zrobie sobie kanapki.

Jeśli jest jeszcze chleb, bo może go nie być.No, w każdym bądź razie do mojej siostry mieli przyjść dzisiaj jej przyjaciele.

Trochę jej zazdroszczę, bo ja nie mam znajomych.

Fear ~ Jason ToddOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz