POV Jason Todd
Niepokoję się trochę o Teagana.
Nic nie napisał, nie zadzwonił.
To nie podobne do niego.
Kiedy mówił, że napisze, to pisał.
Nie potrafiłem się dobrze bawić, kiedy wiedziałem, że coś może być nie tak.
Kurwa.
Teagan.
Oby ci nic nie było.
Błagam.
Następnego dnia rano pojechałem zobaczyć, czy Teagan jest w domu.
Może poprostu zasnął i zapomniał odpisać?
Ale przecież już by pisał, bo mu się morda nie zamyka.
Kurwa.
Co ty odjebałeś Teagan?
Stresuję się.
Jeszcze zaraz zawału dostanę i tyle po mnie będzie.
Zapukałem do drzwi wejsciowych i nikt mi nie otworzył.
Jack pewnie jeszcze spał, ale Matt wydaję się osobą, która wstała by bardzo wcześnie rano i chodziła spać szybko.
Zapukałem jeszcze raz.
Tym razem głośniej i mocniej.
Błagam otwórzcie drzwi.
Stałem tak może chwilę, pięć minut, trzy minuty, dwadzieścia minut i nagle Jack otworzył.
- Teagan jest w domu? - zapytałem ostro.
- Co? Nie wiem... - ziewnął. - Myślałem, że jest z tobą..
- No właśnie nie ma go ze mną - mówiłem z irytacją przez jego ignorancję.
- Może poszedł do Tima?
- Mówił, że idzie do domu.
- Może zmienił zdanie...? - zmarszczył brwi.
- Ale nic nie napisał, a on bardzo dużo piszę - odparłem. - To nie jest w jego stylu.
Wiedziałem, że coś sie stało.
Czułem to w swoich włosach, kościach, krwi, sercu i żołądku.
- No to.. - podrapał swój kark. - zadzwonie do Bruce'a.
Moją jedyną reakcją na to było tylko wywrócenie oczami.
POV Teagan Crane
No ogólnie trochę problem jest.
Bardzo mnie boli głowa i nie wiem gdzie jestem.
Jestem przypięty do jakiejś rury przy ścianie, w mega obskurnym pomieszczeniu.
Było tam wilgotno, pewnie była pleśń, wszędzie walały się śmieci i śmierdziało.
Ściany były zielone i pokryte wszystkim, podłoga ledwo sie trzymała, a sufit odpadał.
Kiedy w miarę doszedłem do siebie zobaczyłem, że nie byłem sam, ale jako jedyny byłem przypięty.
To dziwne.
Oprócz mnie było około piętnastu osób.
Ja to mam szczęście.
Gdzie ja w ogóle jestem?
Chcę do domu.
- Hej..? Wszystko dobrze..? - zapytała jakaś dziewczyna podchodząc do mnie.
Miała blond fale, które opadały na jej ramiona i owalną twarz. Miała niebieskie, duże oczy, które wyglądały na zmęczone.
Wyglądała jak młoda Scarlett Johansson, ale po przejściach.
- Nie... - powiedziałem słabo. - Chyba umieram..
- Skądże - brzmiała niepewnie. - To co będziesz przechodził będzie stopniową śmiercią.
- Co to znaczy? - zapytałem.
- Będziesz zabijany od środka - mówiła jakby byla to najnormalniejsza rzecz na świecie. - Będziesz gnić dopóki im sie nie znudzisz - wydała z siebie lekceważący śmiech.
- Ilu was już zginęło? - otworzyłem szerzej oczy próbując coś dotrzec.
- Dwudziestu - rzucił czarnoskóry chłopak, siedzący przy sosnowym klęczniku.
- Czemu jestem przypięty? - zapytałem.
Miałem tyle pytań i miałem nadzieję, że dadzą mi chociaż trochę odpowiedzi.
Że trochę mi ulży.
Że dowiem się gdzie jestem.
- Nie wiemy - powiedziała podróba Scarlett Johansson. - Ariergadzi cię tu przynieśli bez słowa.
- Nic nam sie nie należy wiedzieć - powiedział ten, który siedział przy klęczniku. - Jesteśmy jak niewolnicy. Bez praw.
- To straszne... - mruknąłem.
- Zanim sie obejrzysz będziemy sprzedawani i trafimy na pole bawełny - mówił czarnoskóry.
- Napewno, aż tak źle nie będzie - próbowałem siebie i jego jakoś pocieszyć.
Nie chce tu być.
Zabierzcie mnie.
Po jakimś czasie zobaczyłem bardzo znajomą kobietę.
Wyglądała trochę jak... moja mama?
Ale co ona by tu robiła?
Czemu ona?
___________
Wiem, ze dlugo nie bylo rozdzialu, ale sie zablokowalam tworczo. Moze teraz pojdzie lepiej i plynniej bo bedzie te duzo czasu wolnego, bo zaraz swieta.
I Wattpad mi sie znowu psuje i jest to nieprzyjemne do pisania tutaj
CZYTASZ
Fear ~ Jason Todd
FanficKażdy się czegoś boi, prawda? Może być to najmniejsza rzecz na świecie, największa albo dziwna. Ktoś powie, że boi się pająków, ktoś inny, że oceanów, a ktoś jeszcze inny, że nauczycielki od matematyki. Czasami udaje się go przezwyciężyc, jednak ni...
