XV

3.2K 220 34
                                        

* Perspektywa Aurelii *

Nuciłam sobie po cichu piosenkę wchodząc na klatkę schodową. Przekręciłam klucz w drzwiach i przekroczyłam próg mieszkania.

- Jestem! - wrzasnęłam. Odłożyłam reklamówki na podłogę, zdjęłam buty i poczułam silny ból, ktoś ciągnął mnie za włosy. Odwróciłam się i spojrzałam mojemu oprawcy w oczy. To był Jasiek. Jego oczy były ciemne, przepełnione złością i furią. Szybkim ruchem puścił moje włosy a ja zaczęłam się cofać.

- Co ty robisz? - pisnęłam widząc jak brunet się zbliża w moją stronę. Nie otrzymałam odpowiedzi. Syknęłam czując na plecach chłód ściany. Chłopak chwycił moje nadgarstki tak mocno, że aż jęknęłam z bólu. Przycisnął mi je do ściany nad głową uniemożliwiając ucieczkę. Był tak blisko mnie, że nie mogłam się ruszyć. Paraliżował mnie, bałam się. Nie znałam go z tej strony.

- Gdzie. Do. Kurwy. Nędzy. Byłaś? - wycedził przez zaciśnięte zęby. - Zabrakło Ci języka w gębie? - warknął gdy nie otrzymał żadnej odpowiedzi z mojej strony. W gardle formowała mi się gula, która nie pozwalała mi nic powiedzieć. Otworzyłam delikatnie buzię, lecz po chwili ją zamknęłam czując na sobie mordercze spojrzenie bruneta. Z oczu cisnęły mi się łzy, to bolało.

- Puść... to.. to boli - zdołałam powiedzieć. Zaśmiał się sarkastycznie i ścisnął mocniej moje nadgarstki. Wybuchnęłam płaczem, zadał mi wielki ból. Fizyczny jak i psychiczny. Moja psychika na pewno szybko się nie zregeneruje.

- Gdzie byłaś się pytam!? - wrzasnął prosto w moje usta. Zamknęłam oczy, nie chciałam na niego patrzeć.

- W sklepie.. Pu-puść mnie. - załkałam. Chłopak delikatnie rozluźnił uścisk. Wykorzystałam okazję i wyrwałam się, lecz po chwili znów poczułam mocny ból na lewym nadgarstku. Przyciągnął mnie do siebie, tak, że jego klatka piersiowa napierała na moją.

- Dokąd to? - warknął. Nie miałam ochoty odpowiadać, lecz zdążyłam zauważyć, że gdy nie odpowiem to sprawi mi jeszcze większy ból niż teraz.

- Ja chcę iść. - próbowałam mówić spokojnym głosem, lecz mi to nie wyszło.

- A ja chcę Cię pocałować. - powiedział po czym gwałtownie wpił się w moje usta. Nie całował tak delikatnie jak przedtem. Nie odwzajemniałam pocałunku. Na moim policzku pojawiła się pojedyncza łza.

- Zostaw mnie, Jaś. Proszę zostaw.. - przechyliłam głowę w bok. Po kilku sekundach nie odczuwałam już takiego bólu. Zerknęłam na moje nadgarstki. Były posiniaczone, lecz na szczęście nie było na nich rąk Jasia. Pobiegłam jak najszybciej mogłam do łazienki. Zakluczyłam się. Nie rozumiałam zachowania Jasia, wyszłam tylko po zakupy.

- Ari, ja przepraszam... Nie wiem co mi strzeliło do głowy. - usłyszałam po drugiej stronie.

- Nienawidzę Cię... - wysyczałam osuwając się po drzwiach. Pozwoliłam moim łzom wypłynąć. "Jeśli musisz to płacz. Dobrze jest wypłakać łzy do końca" przypomniałam sobie cytat z internetu. Jasiek próbował mnie przepraszać, ale ja go miałam serdecznie dość.

- Odejdź stąd... Słyszysz? Odejdź.... Odejdź kurwa! - wrzasnęłam. Skierowałam wzrok na moje nadgarstki. Rozmasowałam je. W takich chwilach miałam ochotę sięgnąć po moją przyjaciółkę z czasów gimnazjum. Małą, ostrą, pomocną przyjaciółkę. Jeżeli wiesz o kogo mi chodzi to bardzo mi przykro... Jeżeli nie wiesz to cieszę się twoim szczęściem. W tym momencie miałam cholerną ochotę ulżyć sobie. Stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia, więc podniosłam się z ziemi. W szufladzie nad umywalką znalazłam opakowanie z ostrzami do golarek. Wzięłam jedno ostrze i odstawiłam na blat. Umyłam dokładnie ręce, po czym wzięłam ostrze w dłoń. Pierwsze cięcie było słabe w wewnętrznej części przedramienia najbliżej zgięcia przy łokciu. Drugie nieco głębsze. Okaleczałam swoją skórę z ogromną satysfakcją. Naliczyłam 18 ran na lewej ręce od nadgarstka do zgięcia przy łokciu. Krople krwi kapały do umywalki. Na początku bolało, teraz odczuwałam samą przyjemność ze sprawiania sobie bólu.

- Aurelia! Co ty robisz?! Wszystko w porządku?! -usłyszałam głos Janka. Miałam wątpliwości do tego czy wciąż jesteśmy razem.

- Jeśli powiem ci prawdę to się odpierdolisz? - spytałam robiąc 7 nacięcie na prawej ręce.

- Tak. - usłyszałam szept.

- No, więc nie jest w porządku. A wiesz przez kogo? Przez ciebie. A wiesz co robię? Umieram. - wysyczałam. Udawałam twardą choć tak na prawdę taka nie jestem. Jestem słabą, bezbronną nastolatką.

- Ari, przepraszam.. Wybacz, nie chciałem. Wpuść mnie tam, nie rób nic sobie.- jęknął, a po moich policzku spłynęła łza. Znowu.

- Miałeś się odpierdolić. - powiedziałam starając się żeby mój głos nie zadrżał. Dokończyłam swoje arcydzieło na ręce i poczekałam aż krew zaschnie. Przemyłam zimną wodą twarz. Nadgarstki zakryłam rękawami i szybko wyszłam z łazienki. Chciałam się z kimś spotkać, nie zważając na pogodę. Mój wybór padł na Sylwię. Chwyciłam za telefon i wybrałam numer przyjaciółki. Po dwóch sygnałach odebrała.

- Halo? - chyba dopiero co wstała.

- Cześć, sorry, że Cię obudziłam, ale...- głos mi się załamał.

- Aura, co się stało? - spytała lekko wystraszona.

- Musimy pogadać. - powiedziałam stanowczym głosem.

- Ok. Kiedy i gdzie? - spytała.

- Um, u Jasia, za 20 minut. - powiedziałam. Nie chciałam nigdzie wychodzić, nie w tym stanie.

- Ok. - rozłączyłam się. Nie słyszałam w domu żadnych głosów, ani hałasów czyżby pan Dąbrowski wyszedł z domu? Z wielką nadzieją poszłam do sypialni, chciałam się położyć. Otworzyłam uchylone drzwi na oścież, a na łóżku zobaczyłam leżącego Jasia z głową w poduszkach. Stanęłam jak wryta, lecz po chwili zdecydowałam się położyć. Leżałam patrząc w sufit aż poczułam, że chłopak się podnosi.

- Aurelia, ja... - popatrzył na mnie pełnymi bólu oczami.

- Nie odzywaj się do mnie. Nie wybaczę Ci tego. Zrobiłeś mi krzywdę, wiesz? - syknęłam.

- Wiem i przepraszam, wybacz mi, proszę. - wszedł na mnie. Chciałam mu wybaczyć, kocham go, ale nie teraz. Musi zrozumieć, że nie jestem taka łatwa jak inne.

- Nie wybaczę Ci. Złaź ze mnie. - warknęłam. Chłopak chwycił mnie za ręce.

- Dopóki mi nie wybaczysz, to z Ciebie nie zejdę. - powiedział i uniósł moje ręce. Bluza Jasia była na mnie za duża więc rękawy zsunęły się z moich przedramieni ( nie wiem jak odmienić, kill me please), a Jasiek zobaczył świeże rany. - Co to jest? - spytał przerażony.

- Rany, nie widzisz? - prychnęłam. Było mi wstyd, że to widział, ale nic nie mogłam na to poradzić.

- To przeze mnie? - spytał z widocznymi wyrzutami sumienia cmokając moje prawe przedramię.

- A jak myślisz? - spytałam odsuwając rękę od jego twarzy. Czując jego dotyk na ręce przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz.

- Myślę, że tak. - mruknął. Dobrze myślał, a ja nie zamierzałam tego ukrywać. Niech wie, że mnie zranił swoim zachowaniem.

- Masz rację, to przez ciebie. Za 15 minut przyjdzie Sylwia więc najlepiej to gdzieś wyjdź. Upij się czy coś. Zdradź mnie, bo jak można kochać dziewczynę chorą psychicznie. - zaśmiałam się sarkastycznie, a moje oczy momentalnie się zaszkliły.

_______________________________

ROZDZIAŁ NIE MIAŁ NA CELU PROMOWANIA SAMOOKALECZANIA SIĘ

Jest i 15 rozdział! :D Nie wierzę, że tak szybko to leci. Dziękuję wam za wszystkie pozytywne komentarze i votes :D Z każdą minutą votes przybywa, nie żartuję! :) Mogę śmiało powiedzieć, że mam najlepszych czytelników na całym wattpadzie! XD Mam pomysł na nową książkę, ale jak narazie się wstrzymam i poczekam, aż ta się rozkręci. :) Tym razem podnoszę poprzeczkę, bo nie nadążam z pisaniem rozdziałów :D

6 VOTES + 5 KOM = NEXT

Wierzę w was!

Zuz

Delete me. / FF JDabrowskyOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz