Rozdział 27

130 8 14
                                        

  - Ty głupoluuu.. myślałam, że coś się stało, a ty mi się pytasz czy chce wgl z tobą jechać.. - rąbnęłam go w ramie i zgodziłam się na wyjazd.    

Po chwili Kian wstał z kanapy i kazał Remikowi wyjść. Nie skumałam o co cho więc też chciałam wyjść. Mój bracki stanął przede mną i zamknął drzwi. Nadal nie rozumiem. Ale chyba mu chodzi o to, że ja miałam zostać z nim. #Moja_zajebista_logika 

- Ty nigdzie nie idziesz. - i znowu się drzwi otwarły. Był to Remi. 

- Jak coś się stanie to wołajcie. - teraz się na serio boję. No to że Kian powiedział, że ja nigdzie nie pójdę.. to jest już straszne, a teraz boje się kurwa jeszcze bardziej.. O co tu chodzi do jasnej cho.. choinki. Mój boy wyszedł a ja zostałam z brackim sama. Coś czuję że chce mi coś zrobić.. Boję się.

- Olaa..

- Ja

- To nie jest śmieszne..

- No dobra no.. Nie gorączkuj się tak, bo się spocisz.. - heheszki :) 

- Ola no 

- Dobra przepraszam - udałam niewinną i spuściłam głowę w dół. 

- No to tak.. kurwa nie wiem jak zacząć.. 

- Najlepiej od początku.. 

- Nie pomagasz 

- No dobra już będę cicho głupku. 

- No to ten.. Ola.. bo ja.. ja.. kurwa to nie jest proste.. nie wiem jak ci to powiedzieć żeby cie nie zranić. 

- Kian.. mów albo wychodzę.. mam dość waszych gierek noo.. 

- Dobra. Bo ja.. biorę.. - spuścił głowę i chwycił się za głowę. Ale kurwa. Że mój brat? Bierze? Że bierze narkotyki? Niee.. to jakaś pomyłka.. Jak oni se ze mnie jaja robią to ich zabiję przysięgam. 

- Wy se ze mnie jaja robicie? Bo jak tak to to nie jest śmieszne noo.. 

- Nie robimy sobie z ciebie żadnych jaj.. kochamy cie  i się o ciebie martwimy i kombinowaliśmy jak ci to tak delikatnie powiedzieć. 

- Czyli ty.. na serio? 

- Mhmm.. - i już zamilkł na dobre dzisiaj. Siedział cały czas na łóżku. Chyba z tego co widziałam to płakał..  Nie miałam serca wchodzić do jego pokoju. 



Luck waiting for youOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz