- Ty głupoluuu.. myślałam, że coś się stało, a ty mi się pytasz czy chce wgl z tobą jechać.. - rąbnęłam go w ramie i zgodziłam się na wyjazd.
Po chwili Kian wstał z kanapy i kazał Remikowi wyjść. Nie skumałam o co cho więc też chciałam wyjść. Mój bracki stanął przede mną i zamknął drzwi. Nadal nie rozumiem. Ale chyba mu chodzi o to, że ja miałam zostać z nim. #Moja_zajebista_logika
- Ty nigdzie nie idziesz. - i znowu się drzwi otwarły. Był to Remi.
- Jak coś się stanie to wołajcie. - teraz się na serio boję. No to że Kian powiedział, że ja nigdzie nie pójdę.. to jest już straszne, a teraz boje się kurwa jeszcze bardziej.. O co tu chodzi do jasnej cho.. choinki. Mój boy wyszedł a ja zostałam z brackim sama. Coś czuję że chce mi coś zrobić.. Boję się.
- Olaa..
- Ja
- To nie jest śmieszne..
- No dobra no.. Nie gorączkuj się tak, bo się spocisz.. - heheszki :)
- Ola no
- Dobra przepraszam - udałam niewinną i spuściłam głowę w dół.
- No to tak.. kurwa nie wiem jak zacząć..
- Najlepiej od początku..
- Nie pomagasz
- No dobra już będę cicho głupku.
- No to ten.. Ola.. bo ja.. ja.. kurwa to nie jest proste.. nie wiem jak ci to powiedzieć żeby cie nie zranić.
- Kian.. mów albo wychodzę.. mam dość waszych gierek noo..
- Dobra. Bo ja.. biorę.. - spuścił głowę i chwycił się za głowę. Ale kurwa. Że mój brat? Bierze? Że bierze narkotyki? Niee.. to jakaś pomyłka.. Jak oni se ze mnie jaja robią to ich zabiję przysięgam.
- Wy se ze mnie jaja robicie? Bo jak tak to to nie jest śmieszne noo..
- Nie robimy sobie z ciebie żadnych jaj.. kochamy cie i się o ciebie martwimy i kombinowaliśmy jak ci to tak delikatnie powiedzieć.
- Czyli ty.. na serio?
- Mhmm.. - i już zamilkł na dobre dzisiaj. Siedział cały czas na łóżku. Chyba z tego co widziałam to płakał.. Nie miałam serca wchodzić do jego pokoju.
CZYTASZ
Luck waiting for you
RomansaZnowu łzy.. Znowu smutek.. Znowu tory.. Znowu żyletka.. Znowu pytanie czy skończyć to co zaczęli moi rodzice.. On może uratować jej życie.. Ona może uratować życie jemu..
