3. Moimi oczami

1.4K 41 0
                                        

Perspektywa Margaret.
Rano obudził mnie telefon. Wstałam zanim dźwięk budzika mnie rozzłości całkowicie. To był normalny dzień. Wolnym krokiem udałam się do kuchni. Zrobiłam sobie kawę z ekspresu. Później zaniosłam ją do stolika. Zajrzałam też do swojej ulubionej gazety ,,Moda na okrągło". W sumie i tak nic ciekawego tam nie znalazłam. Nie siedząc za długo przebrałam się w strój do joggingu. Założyłam słuchawki włączyłam sobie piosenkę ,,Something Good" wykonawcy Alt-J. Bardzo lubię ten utwór. Wyszłam z domu i pobiegłam. Moja trasa jest dosyć prosta. Bieganie to moja pasja od małego. Nim się postrzegłam telefon dał mi sygnał, że mam się zbierać na wykład. Wbiegłam do mieszkania. Szybkim tempie i zaczęłam się szykować. Ubrałam się na galowo. I postanowiłam zadzwonić do Amelii, mojej przyjaciółki by ustalić czy się dziś widzimy. Niestety nie odbierała, a ja wybiegłam z domu trzymając w jednej dłoni telefon, a drugą zamykając drzwi. Byłam zdenerwowana na wykładach nie mogłam się skupić. Kiedy wyszłam odetchnęłam z ulgą, że zauważyłam swoje przyjaciółki.
- Dzwoniłam do ciebie Amelia odbieraj telefon czasem. -mówiłam poirytowana. Patrząc na nią z poważną miną.
- Wybacz kochana. Wynagrodzę ci to drinkiem. -mówiła rozbawiona.
- Nie jestem przekonana. Powinnam się uczyć. -zastanawiałam się co zrobić.
- Ja wiem -powiedziała Julia. Chwyciła nas obie za dłonie i poprowadziła do baru, który był niedaleko.
- Siadamy tutaj. Dziś ja rządzę wami. -mówiła Julia. Rozmowa dalej toczyła się o różnych mało istotnych rzeczach.
- Będzie impreza u Alana. Oczywiście musimy tam być. A właśnie jesteście razem? -pytała Amelia trzymając kieliszek w reku.
- To skomplikowane. -odparłam cicho.
- Co przeleciał cię i tyle?
- To nie tak. -starałam się wyjaśnić im jak to wygląda.
- To jak? Wytłumacz? -zaśmiała się lekko.
- On nie chcę teraz nic poważnego spotykamy się często. Sam seks jest świetny po co to zmieniać? -zaśmiałam się chociaż wiedziałam, że robię dobrą minę do złej gry. W końcu komu pasuje taki dziwny układ.
- Czyli jednak przyjaciele do łóżka. -naciskała na mnie dalej.
- Dobra dziewczyny, spokojnie. Mamy drinki pijmy i nie spierajmy się kto z kim sypia. -uspokoiła sytuacje Julia.
- Racja -wzięłam kieliszek do ręki i piłam z wymuszonym uśmiechem na twarzy.
- A właśnie byłaś w końcu na tej sesji w Chorwacji? -pytała Amelia
- Tak ale nie polecam. Hotel niby pięciogwiazdkowy a czułam się jak w motelu. -mówiła Julia.
- No tak ja ostatnio też byłam we Włoszech, a tam basen mniejszy niż w mojej willi. Bardzo to śmieszne. -mówiąc to leciały kolejne drinki. Rozmowa przebiegała dobrze. Więcej bredzenia i jeszcze więcej alkoholu. Za wiele nie pamiętam tylko szum w głowie. I drogę do domu, ale to jak przez mgłę. Później zobaczyłam już tylko sofę w salonie i nie mając sił zasnęłam na niej. Następnego ranka obudził mnie dźwięk za oknem. Jakby ktoś robił remont. Wstałam ciężkim krokiem. Zauważyłam ze nie mam telefonu. Zaczęłam go szukać w mojej torbie. Wpadłam w panikę. Zadzwoniłam do baru, ale nie znaleźli niczego z tamtego wieczoru. Dałam ogłoszenie na Facebooka. Przy okazji zostałam dzisiaj w domu. Wyszłam tylko kupić nowy telefon. W końcu bez niego czuje się jak bez reki. Później zaszyłam się w łóżku. Aż przespałam cały dzień. Kac jednak robi swoje. Wstałam około 19:05 i postanowiłam ogarnąć telefon i siebie na imprezę u Alana. Wzięłam prysznic, ubrałam się, zrobiłam makijaż i wyszłam z domu. Wyglądałam świetnie choć wcale się tak dobrze nie czułam. Przy wejściu spotkałam przyjaciółki i weszłyśmy razem. Cała impreza była bardzo duża. Ale w takim pałacu jakim jest jego dom trudno nie korzystać. Widząc butelkę wina chwyciłam ją i zaczęłam pić.
- Czy ładnie tak pić z butelki młoda damo. -mówił jakiś głos z tyłu. Aż się wystraszyłam, wylewając trochę wina na sukienkę.
- Nie strasz mnie! Chcesz bym dostała zawału! -w tym czasie on chwycił butelkę z mojej reki i napił się wina. Moja dłoń poczuła jego ciepło. Później odłożył alkohol na stół. Po czym pocałował mnie namiętnie.
- Twoje usta smakują jak wino rocznik 1990. Ale chyba muszę jeszcze raz spróbować. -pocałował mnie jeszcze raz. Nogi pode mną się ugięły. Działała na mnie ta jego dziwna charyzma.
- I jak? -mówiłam będąc w jego objęciach.
- Zdecydowanie 1990 rocznik. Widzimy się kochanie później? Może znowu wpadnę na szybki numerek z tobą w roli głównej? -mówiąc to złapał mnie za tyłek.
- Jasne ze tak. -odpowiedziałam. Bo co innego mogłam odpowiedzieć.
- Świetnie. Lecę kochanie do później. - i pobiegł witać gości. Zawsze wpadał na szybki numerek. Czasem wydaje mi się, że chodziło mu tylko o jedno. Zajęłam się sobą wiem, że piłam dosyć dużo. Leciały wina, szampany i inne trunki. Wyszłam się przewietrzyć w sumie bardziej zapalić papierosa. Paliłam aż uznałam ze pójdę do domu. Nagle szpilki okazały się złym pomysłem. Ciężko było utrzymać w nich równowagę a co dopiero iść. Nie pamiętam ile przeszłam. Usłyszałam hałas jakby ktoś szedł za mną. Pomyślałam, że mi się wydaje. Było coraz ciemniej i bardziej samotnie bez domów. Usłyszałam ponownie hałas obróciłam się powoli. Ujrzałam mężczyznę. Chwycił mnie, a ja zaczęłam krzyczeć i się wiercić.
- Puść mnie! Ratunku zostaw mnie. - mówiłam wyrywając się i walcząc o życie.
- Spokojnie nic ci nie zrobię -mówił mi to do ucha. Pomyślałam, że to psychopata i wyrywałam się nadal. Nagle on wyciągnął jakaś tkaninę. Przyłożył mi do twarzy. A ja poczułam jak odpływam. Nie czułam nic oprócz stanu obojętności. Oczy zrobiły się ciężkie. Mój mózg przestał działać. Oddałam się całkowicie na pastwę i łaskę tego brutala. Ogarnęła mnie błogość i sen.

ZłyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz