25. Droga donikąd

359 15 1
                                        

,,Kiedy myślisz ze wyrwałeś się ze szpon przeszłości.
Ona wraca i niszczy twoją teraźniejszość".

Margaret czuje ze już jesteś moja. To tylko kwestia czasu nim cie znajde. Byłem w mieście pierwszy od ciebie. Czułem to, czułem ze nie ma cie jeszcze w pobliżu. To nie przeszkadza mi wcale ze muszę za tobą czekać. To małe miasto, a twoją twarz znam na pamięć. Rozpoznam ją wszedzie, w każdym możliwym miejscu. Zabrałem ze sobą parę niezbędnych rzeczy, w tym tez broń, gdybyś nie zechciała wrócić po dobroci do mnie. Nie zamierzam cie zabić, tego ci nie zrobie. Na moich dłoniach i tak już znajduje się krew. Nie jestem idealny, ale zrobiłem to z miłosci. Ten człowiek zagrażał tobie, nam, naszej miłości. Zabije każdego kto stanie nam na drodze. W tym szaleństwie nie ma czasu na rozum. Zresztą już dawno go straciłem dla ciebie. Chciałbym wiedzieć co czujesz kiedy tułasz się tak teraz całkiem sama po tym lesie. Ból, strach, a może niepewność. Stałem tak oparty o drzwi swojego samochodu. Nie pozostało mi nic, jak tylko obserwować ulice. Wiedziałem ze pierwsze co, to udasz się do miasta. Wsiadłem do auta, nim się spostrzegłem zapadła noc. Nie pozstawiłaś mi wyboru. Musiałem przenocować w samochodzie. Długo jeszcze obserwowałem mijących ludzi. Niestety nie dostrzegłem cie w tłumie. Mijały kolejne godziny. Moje oczy zrobiły się ciężkie. Zasnąłem prawie natychmiast. Nawet nie wiem kiedy się to stało. Obudziłem sie wczesnym rankiem, spojrzałem na zegarek była siódma. Panicznie wyszedłem z auta. Myslałem, a co jeśli przespałem, kiedy tu byłaś. Moze nawet przechadzałaś sie tuz przed moim nosem. Zacząłem pytać przypadkowych ludzi o ciebie. Wyciągając z kieszeni twoje zdjęcie. Lecz nie uzyskałem żadnej informacji. Widać ciężko rozpoznać ładną blondynkę. Wszedłem do sklepu z nadzieją ze może odnajde moją ukochaną. Pomieszczenie nie było za duże. Po środku ujrzałem sprzedawce. Był to starszy człowiek. Miał juz siwe włosy i okulary. Podeszłem do niego bliżej.
-Przepraszam, może widział Pan tą dziewczynę -wyciągnąłem fotografie na lade. Sprzedawca długo wpatrywał się w zdjęcie. Poprawiał okulary, trwało to z dziesięć minut, już straciłem całkowicie nadzieje ze coś się wyjaśni.
-Hm kojarze ją, jestem nawet pewny ze wczoraj się tu pojawiła i robiła zakupy -powiedział to zdecydowanym głosem.
-A nie wie Pan co kupowała? A może gdzie przebywa? -byłem podekscytowany. Skoro była w sklepie musi być tu niedaleko.
-Niestety nie pamiętam. Wydaje mi się że kupowała sporo jedzenia. Widać było ze jest wykończona. Wyglądała okropnie. Miała tez dużą podróżną torbe. I pytała o pobliski hotel, zapewne chciała sie gdzieś zatrzymać -pokiwał głową jakby się upewniał czy faktycznie tak było.
-Dziękuje w takim razie za informacje. To moja żona ma spore problemy ze sobą. Od pewnego czasu nie bierze leków od psychiatry -mówiłem to z lekkim załamaniem w głosie i z nutką bezradności. Facet przytaknął głową i poprawił okulary bardziej na nos. Nie tracąc czasu wyszedłem ze sklepu. W końcu miałem to na czym mi zależało. Udałem się do pobliskiego hotelu. Jeśli nie jedynego w tej części miasta. Minąłem pare ulic i już byłem na miejscu. Ciężkim krokiem udałem się przed drzwi otworzyłem je i zobaczyłem biurko a przy nim recepcjonistke. Podeszłem bliżej i zacząłem spoglądać na boki.
-Dzień dobry w czymś mogę Panu pomóc? -zapytała kobieta w mundurku hotelowym. Była ubrana na galowo czarna spódnica i biała koszula. Zauważyłem tez indentyfikator z imieniem Anna.
-Dzień dobry. Chciałem zrobić mojej narzeczonej niespodziankę. Wiem ze jest w tym hotelu. Niestety nie wiem pod jakim numerem -mówiłem rozkojarzony. Spojrzałem głębiej w korytarz który był po prawej stronie.
-Niestety nie mogę Panu pomóc. Nasi goście muszą być bezpieczni a podawanie takich danych jest karalne -mówiąc to wzruszyła ramionami. Nagle do recepcji przybiegła pokojówka. Recepcjonistka wyszła na chwile za biurka i popedziła w stronę jednego z pokoju. Nie zwracając kompletnie na mnie uwagi. Widocznie nie wie do czego jestem zdolny. Szybko weszłem za biurko i zacząłem w panice szukać jakiś danych. Otworzyłem komputer ale nie wiedziałem jak to zobaczyć nagle otworzyła mi się lista gości. Zerknąłem i był to pokój 212. Nie myśląc za wiele odwróciłem się do tyłu. Chwyciłem jeden z kluczy do tego pomieszczenia i udałem się korytarzem. Długo szedłem czerwonym dywanem nim trafiłem do twojego pokoju. Włożyłem klucz do zamka i przekreciłem po czym otworzyłem drzwi. Widok który zobaczyłem zaskoczył mnie całkowicie. Tego się nie spodziewałem po tobie. Długo jeszcze stałem w osłupieniu nim zacząłem myśleć racjonalnie.

ZłyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz