Wiedziałem ze ciebie nie ma w tym pokoju. Jedyne co zobaczyłem to straszny bałagan i ze uciekłaś. Moja złość nasiliła się jeszcze bardziej. Weszłem do środka, rozejrzałem się po pokoju. Udalem sie do łazienki tu tez prócz bałaganu nic nie przykuło mojej uwagi. Spojrzałem w lustro nad umywalką nie myśląc za wiele zdjąłem je i uderzyłem o podłogę. Widziałem jak kawałki szkła roznoszą się wszędzie robiąc hałas. Wyszedłem z pokoju całkowicie byłem wściekły. Opuściłem budynek tylnimi drzwiami dla personelu. W końcu nie powinno mnie tu być. Szedłem długimi przejściami az udało mi się wydostać. Spojrzałem na ulice, ale ani śladu ciebie. Uciekłaś mi ponownie. Nie miałem nawet pojecia gdzie cie szukać. Rozglądałem sie na boki. Nic ciekawego, jedyne co to w oko wpadł mi pusty przystanek autobusowy. Podeszłem bliżej i sprawdziłem tabliczkę z rozkładem jazdy i wiedziałem ze pojedziesz tam gdzie jest daleko. W końcu jeśli przed kimś uciekamy to jak najszybciej i najdalej. To logiczne myślenie, w końcu trzeba postawić sie na miejscu uciekiniera. Przeszłem przez parę uliczek i dotarłem do swojego samochu. Na przedniej szybie ujrzałem papier. Była to kartka ze zdjęciem meżczyzny o imieniu Jon Brank. Przez głowe przeszła mnie myśl ze gdzieś juz go widziałem. Po chwili przyglądania się doszłem do wniosku ze to rowerzysta którego zabiłem. Ludzie zaczeli go szukać, a jego samego uznano za zaginionego. Po mieście widać było ze ta sprawa nie obedzie się bez głośnego echa. Jeszcze parę dni i cała ta sprawa wejdzie do mediów. Zaczną się głupie wywiady, płacz bliskich i chore podejrzenia. Bezsensowne akcje poszukiwawcze, psy tropiące a i tak sprawca będzie żyć normalnie. Czułem się całkiem bezpiecznie i bezkarnie. W końcu policja nigdy nie trafia na winną osobę, nawet jeśli płonie twoje całe życie a z nim twoi rodzice. Bo na tym świecie nie ma sprawiedliwości jest tylko ludzka natura która rządzi. Wyrwałem się z przeszłości i z tych myśli. Chwyciłem kartkę w dłoń mocniej i zagniotłem w kulkę, którą cisłem w kosz. Nie obchodzi mnie jakiś tam Jon, ważna jest tylko moja Margaret. Wsiadłem do auta, włożyłem kluczyk do stacyjki i przekreciłem. Ruszyłem z miejsca i podażyłem trasą lini pięć. Dziwne bo najdalej znajdował się Kościół św. Andrzeja. Byłem zdziwiony ze Margaret udała się tam, gdyż mało kiedy chodziła do takich miejsc. Czasem myślałem ze jednak jest nie wierzącą. Widać przywróciłem jej wiarę w stwórcę. Jechałem tak długi czas ciągłe korki były uporczywe. Lecz myśl o tobie dawała mi siłę. Bo jesteś moim lekarstwem takim lekiem i uzależnieniem. Kiedy patrzyłem w twe oczy wypełnione nieziemską wyobraźnią. Pragnąłem utonąć w nich niczym w oceanie szczęścia. To uczucie które nie mogę stracić. Wiele rzeczy też cie nauczyłem. Dzięki mnie jesteś teraz lepsza. Byłaś złym człowiekiem postepowałaś jak bestia wobec ludzi i życia. Nauczyłem cie kochać i być posłuszną. Teraz grzecznie do mnie wrócisz jeśli nie chcesz stracić więcej niż myślisz. Jechałem tak pogrążony w myślach. Kolejne zablokowania ruchu pozwalały rozmyślać intensywniej. Poddałem się temu szybko. W głowie szumiało wiele zadań i pytań a w kieszeni mój pistolet kaliber 22.
CZYTASZ
Zły
Mystery / ThrillerNie chciałem jej tego zrobić, lecz tak bardzo jej pragnąłem. Wszystko co robię jest dla jej dobra, choć czasem zmusza mnie do złego. Nigdy bym jej nie skrzywdził specjalnie. Była taka niewinna i beztroska kiedy ją dostrzegłem. Teraz na zawsze pozost...
