15. Przeszłość

525 16 0
                                        

Perspektywa Margaret.
Miałam dosyć szpitali. Cieszyłam się, że wychodzę, chociaż czułam też niepewność związana z nowym miejscem. To będzie mój dom, który jest dla mnie całkiem obcym miejscem. Radość mieszała się ze stresem. Myślałam wtedy o wielu rzeczach. Alan przyszedł do mnie z rana. Pogadał trochę z lekarzem i wszedł do sali i chwycił torbę.
-Chodź, kochanie zabieram cię do domu. -uśmiechnął się i wziął torbie na ramie. Szliśmy w milczeniu do samochodu. Włożył torbę na tylnym siedzeniu i zajął miejsce kierowcy. Jechaliśmy w całkowitej ciszy. Chciałam coś powiedzieć, ale nie wiedziałam co takiego. Pewnie miał już dosyć moich pytań. Ciągle chciałam wiedzieć więcej i więcej.
Nagle on włączył radio. Leciała jakaś piosenka, której tytułu nie kojarzyłam, ale coś mi świtało w głowie. Gdzieś już ją słyszałam.
-Ja to znam. Znam tą piosenkę. -krzyknęłam i podskoczyłam na fotelu. Byłam dumna, że coś kojarzę.
-Wiem, o tym. Uwielbiałaś biegać przy tej piosence. -powiedział to z uśmiechem na ustach.
-Zrobiłeś to specjalnie. -uśmiechnęłam się i przytuliłam Alana. Zasługiwał na to bardzo. To było takie miłe i urocze. Cudownie było znać coś w końcu.
-Ostrożnie prowadzę, kochanie. -oznajmił mi to dosyć chłodno. Spojrzałam na mnie parę razy, ale on skupiał się na drodze.
-,,But something good". -śpiewałam to całą drogę do domu. Jednak uwielbiam tę piosenkę.
-Jestem tego pewny. -zaśmiał się do mnie. Przyglądałam mu się uważnie. Chyba jednak zna mnie dobrze. Kiedy dojechaliśmy spojrzałam na dom. Był bardzo piękny. Chociaż całkiem pusty. Nie było tu w ogóle żadnych innych mieszkań. Wszędzie tylko las, zieleń i spokój. Nie wiem czy bardziej mnie to przerażało czy też urzekało. Miałam co do tego mieszane uczucia. Alan wyszedł i zajął się moim bagażem, a ja wyszłam, spoglądając jeszcze raz na całość. Później podszedł do mnie.
-Spokojnie, to nasz dom. -chwycił mnie za ramie.
-Nie pamiętam go w ogóle. Coś źle mi się kojarzy, mam jakieś złe przeczucia. -mówiłam to i patrzyłam swoimi dużymi oczyma na chatę.
-Przesadzasz, kochanie. Dużo przeszłaś dlatego tak ci się wydaje. -mówiąc to chwycił mnie za rękę. Ścisnęłam jego palce i weszliśmy razem do środka. Wnętrze wydawało się dosyć ciepłe. Przy wejściu znajdował się salon z dużą skórzaną kanapa i z małym stolikiem. Był tam też telewizor i kominek. Znajdowały się również tutaj schody na górę. Podejrzewam, że do sypialni i reszty pokoi. Nawet nie wiem kiedy Alan zniknął. Obiecał mi pomoc z pamięcią. I że będzie odpowiadać na każde moje pytanie. Podeszłam do komody było tam sporo zdjęć. Niestety nic mi to nie mówiło. Tak jakby to nie było moje życie. Na jednym byłam ja biegająca na chyba jakimś turnieju. Na drugim ja wraz z Alanem. Nagle wszedł do salonu.
-Nie pamiętam tego zdjęcia. Czy to z jakieś wycieczki? -oglądałam to zdjęcie dokładnie. Później wzięłam je w dłonie.
-Tak, to tam się poznaliśmy w Paryżu. W końcu to miasto miłości -uśmiechnął się do mnie.
-Czy mogę teraz zobaczyć te zdjęcia? Nie chce czekać z tym wieczność. -spojrzałam na niego błagalnie.
-Oczywiście, zaraz wracam. -wyszedł z salonu. Nadal oglądałam to zdjęcie. Moje wspomnienie nie chciało do mnie wrócić. Starałam się, ale nic z tego. Miałam jakąś blokadę w głowie. Nagle on wszedł z jakimś pudełkiem.
-Proszę. -położył pudełko na stoliku.
-Dziękuję. -odpowiedziałam. Zaczęłam przeglądać zdjęcia. Później chwyciłam akt urodzenia. Czytałam go kilka razy. Moje imię nawet te liczby są dla mnie tak obce. Spojrzałam na dno pudełka coś tam było błyszczącego. Chwyciłam tą rzecz. I domyślałam się co to może być.
-Czy to mój pierścionek zaręczynowy? -byłam zaskoczona.
-Tak. -odebrał z mojej reki pierścień. Kleknął na kolano. Odwrócił się do mnie i patrzył mi prosto w oczy po czym rzekł do mnie:
-Czy ty Lauro Miller, zostaniesz moja narzeczoną? -zapytał mnie.
-Jasne ze tak! -wykrzyknęła głośno. Rzucając mu się na szyję. Później czule go pocałowałam. To było tak impulsywne. Ufałam mu, więc czemu miałam bym się nie zgodzić? Mam tylko jego, skoro moi rodzice nie żyją.
-Cieszę się bardzo. -objął mnie mocno. Wiedziałam, że w jego ramionach nic nie może mi się stać. Czułam się bezpieczna. Chciałam z nim być i stworzyć rodzinę. Może to szalone i głupie, bo go nie pamiętałam to jakoś trafił do mnie. Zresztą kochał mnie, a ja pragnęłam miłości i żeby ktoś teraz był przy mnie kiedy czuje się taka samotna i zagubiona. Kiedy tylko mogę na nim polegać. Cieszyłam się mogąc spędzać z nim czas i to było miłe, że ma go dla mnie aż tyle. Doceniałam każdy gest, który robił dla mojego dobra. Wiem, że będzie nam razem dobrze. Ślub z nim będzie najszczęśliwszą rzeczą jaka mnie spotkała. Tak myślę, chociaż nie pamiętam to wiem, że to początek pięknej historii, naszej wspólnej.

ZłyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz