Jeszcze nigdy nie czułem takiej bezradności. Czułem jakby moje życie samo biegło w kierunku który kompletnie mi się nie podobał.
W sprawie z bombą na basenie, nie ruszyliśmy się ani o krok w stronę złapania i rozwiązania sprawy. Dowiedzieliśmy się trochę o zamachowcu, ale nie wiele się to zdało. Był zwykłym cichym chłopakiem z kilkoma znajomymi, ale nie wyróżniał się specjalnie. Wszyscy byli zaszokowani tym co się stało. A zwłaszcza jego rodzina, które nie mogła zaakceptować faktu, że ich syn to terrorysta. Media w końcu dotarła do prawdy i trąbiły o tym na prawo i lewo. Mówiąc w szczególności o niekompetencji policji. To powodowało wściekłość inspektora i całego zestresowanego Aleksa, który nie miał w ogóle przez to dla mnie czasu. Nawet porozmawiać nie maiłem z nim jak, bo siedział znosem w komputerze lub biegał po całym komisariacie. Czułem się bezradny, że nie mogę pomóc. Nawet słyszałem plotki, że chcą mnie odsunąć od sprawy, bo mam zbyt osobisty kontakt z tym i mogę być w niebezpieczeństwie. Wszystko się waliło i paliło. A do tego jeszcze Alicja. Wróciła dzień wcześniej niż miała, cała zaryczana i rozhisteryzowana. Spała ze mną i Zeusem od trzech dni w salonie, nie chcąc iść ani na uczelnie ani do swojego pokoju. Zachowywała się jak roślinka. A ja nie mogłem od niej wyciągnąć dlaczego.
Jedyne co robiłem to snułem się po komisariacie sfrustrowany i biegałem do sklepu po lody czekoladowe dla Alicji.
Przynajmniej Zeus nie robił problemów.
Czułem się jakby ktoś niewidzialną ręką mnie dusił. Nawet nie miałem z kim porozmawiać. Aleks był zbyt zajęty i zestresowany, inni w biurze byli zbyt zajęci unikaniem inspektora i udawaniem, że rozwiązują sprawę chociaż nie mieli bladego pojęcia jak się w ogóle ruszyć z tego bagna.
I mimo że uwielbiałem swoja pracę, poczułem ulgę, gdy w końcu nadszedł dzień mojej rehabilitacji co znaczyło, że mam dzień wolny.
Wychodząc z ośrodka terapeutyczno -rehabilitacyjnego z Zeusem, którego musiałem siłą wyciągać z poczekalni dla dzieci - gdzie się świetnie bawił, wyszedłem na brudny chodnik Szczecina.
Prawie natychmiast zapaliłem.
Zdecydowanie zbyt dużo ostatnio pale, pomyślałem patrząc na prawie pustą paczkę fajek. Kupiłem ją wczoraj.
Nie chciałem jeszcze wracać do domu. Wiedziałem, że czeka mnie zaryczana i osmarkana Alicja w salonie.
Trzeba jej kupić kolejną paczkę chusteczek i lodów.
Jednak zanim do tego doszło, chciałem zrobić coś innego, przejść się. Może się jakoś rozerwać?
Nie za bardzie jednak wiedziałem co ze sobą zrobić.
Westchnąłem i ruszyłem przed siebie rzucając uprzednio niedopałek fajki na ziemię. Może podczas marszu na coś wpadnę.
Jak na popołudniu nie mijałem dużo ludzi na ulicy, dopiero jak zbliżyłem się do centrum mijałem starsze kobiety o parszywych spojrzeniach. Ja mam jednak pecha do staruszek.
Jednak będąc przy Bramie Portowej, wpadłem na genialny pomysł. Był trochę desperacki, ale lepsze to niż śmiertelna nuda i tłamsząca cię bezradność.
Ostro skręciłem w lewo, w kompletnie innym kierunku niż powinienem iść do mieszkania i nie przejmując się zasadami, wlazłem do środka budynku razem z Zeusem przy nodze.
Od razu przeszły mi ciarki. Było tu jeszcze zimniej niż na zewnątrz. Rozglądając się niczym rabuś przekuśtykałem całą długość pomieszczenia i upewniając się że nikt mnie nie widzi, wlazłem do konfesjonału bez żadnego ostrzeżenia.
CZYTASZ
Absolut 2
Misteri / Thriller**DRUGA CZĘŚĆ "Absoluta"** Apollo, mimo hospitalizacji, kulawej nogi i śmiertelnej nudy - przez przymusowe chorobowe - pozostaje tym samym wulgarnym i wkurzającym detektywem. Przekonał się komisarz Aleksander, bombardowany przez swojego przyjaciela...
