Śniły mi różne rzeczy zaczynając od huraganów i pożarów jednak najlepiej zapamiętałam fragment o babci. Siedziała koło mojego łóżka na fotelu i powiedziala *Hope nigdy nie trać nadziei na lepsze jutro dobrze*
Po jej słowach obudziłam się ciężko oddychając. Czy czekało mnie coś lepszego? A może przyszłość miała przynieść więcej bólu? W pokoju panował półmrok co oznaczało że spałam dość długo, koło mnie nie było już Amy. Poczułam ogromną potrzebę wypicia wody z powodu suchości w gardle.
Zwlekłam się z łóżka delikatnie, uważając bo często kiedy wstaje zbyt szybko mam mroczki przed oczami. Przez co potrafię nawet zemdleć spadając na ziemię co powoduje u mnie często utratę przytomności. Zeszłam wolno po schodach trzymając się poręczy. Otworzyłam lodówkę i nalałam sobie wody. Pijąc poczułam wielką ulgę.
- Dobrze że zeszłaś. Musimy wam coś powiedzieć *usłyszałam głos ojczyma przez co gwałtownie odwróciłam się w jego stronę* Will już siedzi czekaliśmy tylko na ciebie.
Nic nie odpowiadając usiadłam koło chłopaka ze szklanką wody w ręku.
- O co tu chodzi? *pisnęłam cicho do ucha chłopaka, mając nadzieję że sprawa ta to nic poważnego*
- Nie mam pojęcia ale myślę że zaraz się dowiemy *powiedział kreśląc nerwowo kółka na kanapie*
Przeniosłam pytający wzrok na rodziców czekając aż ktokolwiek wytłumaczy o co chodzi.
- Zacznijmy od tego że babcia nie żyje. Życia jej nie cofniemy. *Matka przełknęła ślinę nerwowo spoglądając na Mariusza szukając w nim pomocy*
Mężczyzna jednak siedział z zadowoleniem czekając na rozwój wydarzeń.
- Do rzeczy *nie chciałam słuchać jak będą udawać poetów lub mówców motywacyjnych by ładnie ugrać słowa, które zamierzali nam przekazać*
- Chodzi nam o to że ten dom jest dla nas za duży a Mariusz znalazł lepszą pracę w innym mieście. Jak tylko znajdziemy tam mieszkanie przeprowadzimy się. Mamy już nawet kupca na ten dom *oznajmiła kobieta patrząc w podłogę* Ja będę mieć więcej czasu na zajęcie się domem, będziemy mieć więcej pieniędzy a wy lepszą szansę na rozwój. Duże miasto otworzy wam drzwi do możliwości.
W tym momencie czułam jakby ktoś palił mi grunt pod nogami. Paraliżujący ból, który przeszedł przez moje ciało był nie do opisania.
Ten dom jest dla mnie wszystkim i jednocześnie jedynym co mi pozostało. A oni chcą go sprzedać przypadkowej osobie. Aż tak mają mnie gdzieś? Lepsza przyszłość dla nas? Na mnie nic nie czeka, mogę zamiatać ulice tutaj. Egoiści, lepsza praca w dupę sobie ją wsadźcie.
Tylko ten Mariusz liczył się dla kogoś, dla kogo powinnam być najważniejsza.
- To jakiś nieśmieszny żart? *usłyszałam lodowaty głos mojego brata kiedy ja próbowałam się opanować choć czułam jak moje ręce drżą* Nasza przyszłość? Czy wy siebie słyszycie?
Zacisnęłam paznokcie na wnętrzu mojej dłoni i zaczęłam przygryzać wnętrze policzka z nerwów.
- Nie dzieci tak będzie lepiej *powiedziała cicho jakby sama w to nie wierzyła* Łatwiej sobie poradzisz ze śmiercią babci, kiedy nie będziesz w tym domu. Tutaj wszystko się z nią kojarzy. *kobieta popatrzyła na mnie czule na co ja tylko przewróciłam oczami*
- Czy ty siebie do cholery słyszysz? *podniosłam się gwałtownie patrząc na nich tak że jakby wzrok mógł zabijać leżeli by już martwi* Co chcecie osiągnąć tymi słowami? Serio myślisz że jakimś cudem łykniemy wasze słowa "tak będzie lepiej" *wykrzyczałam prawie płacząc*
Może reagowałam zbyt emocjonalnie, w końcu to tylko dom. Jednak dla mnie było to coś więcej. Moja jedyna deska bezpieczeństwa.
- Uspokój się dziewczyno! Nie masz 10 lat żeby się tak zachowywać. *warknął patrząc na mnie ze złością* Pójdziesz do pokoju i przemyślisz swoje słowa gówniaro *podniósł głos*. a później przeprosisz nas za ten cyrk.
- Nie krzycz na nią. *tym razem podniósł się mój brat* Nikt nie dał ci prawa by się tak do niej odzywać.
- A co jest laleczką z porcelany która pod wpływem lekkiego dotknięcia ulegnie uszkodzeniu? *zaśmiał się sucho* Nie będziesz mi mówił co mogę a czego nie *mężczyzna zacisnął pięści*
Niczego nie osiągnę krzykiem, musiałam spróbować innych metod.
- Dlaczego nie możemy zostać tutaj? Zajmę się sprzątaniem, gotowaniem tylko proszę zostańmy tu. Jeśli chodzi o sprawy finansowe mogę złapać jakąś dorywczą pracę *spojrzałam błagalnie na matkę ale ona tylko szybko odwróciła wzrok*
Poczułam się idiotycznie. Czegokolwiek bym nie zrobiła oni już podjęli decyzję od której nie ma odwrotu. To nie była rozmowa o ich pomyśle to była już omówiona przez nich decyzja. Bolało to że totalnie nie liczą się z nami. Chociaż nie powinno mnie to dziwić.
- Zaczniecie się już pakować. Mówię wam wszystko będzie dobrze. Ta przeprowadzka dobrze nam wszystkim zrobi. *uśmiechnęła się smutno nie patrząc na mnie*
Jak ja nienawidziłam słów będzie dobrze. Każdy mnie nimi częstował. Nie ma żadnych bardziej fałszywych. Mówią je tylko ludzie którzy nie wiedząc co powiedzieć chcąc pomóc rzucają pustymi słowami. Rzuciłam im tylko chłodne spojrzenia i ruszyłam szybkim krokiem do swojego pokoju. Mówią że jeden dzień potrafi odmienić całe życie. Czy to jeden z takich?
Dlaczego nie mogłam umrzeć zamiast babci albo chociaż razem z nią.
Rzuciłam się na łóżko i skierowałam wzrok w sufit. I co teraz? Zmieni się wszystko dosłownie wszystko. Nawet mój ulubiony las którego już nigdy nie zobaczę. Nic nie będzie takie samo. Kątem oka zauważyłam jak Will wchodzi do pokoju i siada koło mnie. Siedzieliśmy tak w grobowej ciszy.
- Chyba nie opłaca się malować tych ścian *zaczynam wiedząc że przyszedł tu by coś powiedzieć ale boi się zacząć*
- Nie chce się stąd przeprowadzać, ten dom jest dla ciebie tak samo ważny jak i dla mnie *przełykam ślinę zastanawiając się do czego zmierza* Wiem że jest ci ciężko może jednak dalibyśmy szansę nowemu miastu? Może nowi ludzie pozwoliliby na nowy start?
- Kto ci kazał tu przyjść? Niewygodnie im było? Czy sumienie ich ruszyło? *zapytałam ironicznie spoglądając na chłopaka*
- Sam przyszedłem. Nie uważasz że trzeba się pogodzić z tym co się wydarzyło? Jest ciężko, może będzie jeszcze ciężej ale nic nie poradzimy na to co los nam przygotował.
- Bawisz się w jakiegoś mówcę motywacyjnego? Nie mam siły tego słuchać.
- Jeśli będziesz potrzebowała pogadać, będę u siebie. *mruknął i wyszedł zamykając za sobą drzwi*
Byłam dla niego niemiła. Ale nie chciałam słuchać o tym że zachowuje się egoistycznie i nie tylko ja przeżywam gorsze chwile w życiu.
Może i to prawda jestem egoistką ale kto nie jest ? Może przeżywam wszystko za bardzo i może dramatyzuje.
Postanowiłam iść wziąć prysznic. Kochałam szczególnie gorące kąpiele, potrafiłam siedzieć pod wodą przez kilka dobrych godzin. Woda wypłukiwała moje emocje. Weszłam do kabiny i nastawiłam na najcieplejszą temperaturę jaka tylko była możliwa. Straciłam poczucie czasu i nie wiem nawet ile czasu straciłam myśląc i polewając się wodą.
Jednak musial być to dłuższy czas bo moja skóra była wyjątkowo czerwona. Zarzuciłam na siebie moją ulubioną i zarazem ogromną koszulkę Willa i wskoczyłam pod kołdrę opatulając się nią. Myślałam że po drzemce dziś nie zasnę i po tych wszystkich wydarzeniach jednak kiedy tylko przyłożyłam głowę do poduszki poczułam ogromną senność. Ale moje myśli nie pozwoliły mi tak szybko zasnąć.
CZYTASZ
Do not lose hope.
Fiksyen RemajaByliśmy tylko dziećmi ze złamanymi duszami bez marzeń, gwiazdy miały dla nas jedno zadanie któremu nie byliśmy w stanie podołać. Tracąc czas na myśli traciliśmy siebie w oceanie pełnym naszych łez. TW samookaleczanie, zaburzenia odżywiania, problem...
