Obudził mnie zapach cynamonu i rozmarynu. Mogłam też wyczuć delikatną woń smażonej cebuli. Święta. Poczułam ucisk w brzuchu otwierając oczy. Nie miałam najmniejszej ochoty przeżywać ich bez babci i Amy. Będzie to najbardziej samotne Boże Narodzenie które przeżyłam. Nagle usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Nie miałam najmniejszej ochoty na rozmowę z kimkolwiek jednak, widząc twarz Williama, która wychylała się zza drzwi sprawiła że delikatny uśmiech zagościł na moich ustach. Dopiero wstał, wiedziałam to po jego suszonych włosach i spierzchniętych wargach.
- Wszystkiego najlepszego dziewczynki! *zawołał upewniając się że żadna z nas nie śpi*
Kate tylko się zaśmiała wstając z łóżka, wyglądała zbyt dobrze żebym mogła uwierzyć że dopiero wstała. Objęła chłopaka szybko po czym spojrzała na mnie. Zwlekłam się z łóżka niechętnie i objęłam brata, czując jak podnosi mnie do góry przerzuciłam dłonie przez jego szyję śmiejąc się.
- Bardzo się cieszę że tutaj jesteś i że się nie poddałaś, jestem z ciebie bardzo dumny że mogę spędzić święta w twoim towarzystwie. *szepnął mi do ucha po czym odłożył mnie na ziemię*
- Która godzina? *zapytałam posyłając mu uśmiech pełen miłości*
- Coś koło 9. Mama kazała wam skoczyć po przyprawę do pierników. *wymknął się z pokoju*
Zapewne to jemu przypadło to zadanie ale nie przeszkadzało mi to, bo i tak musiałam zajść do przyjaciół dać im prezenty.
- Chcesz iść ze mną? *spojrzałam na kuzynkę która malowała usta*
- Nie mam czasu, muszę wybrać co ubrać na kolację wigilijną! *zawołała patrząc na inną pomadkę* Myślisz że różowy kolor pasuje do mojego typu urody? W sumie wszystko pasuje.
Wzruszyłam ramionami bo było mi to ogromnie na rękę. Usiadłam przed lustrem i wyciągnęłam kosmetyki. Nałożyłam korektor pod oczy i na drobne wypryski, puder oraz róż i rozświetlacz na nos. Podkręciłem rzęsy mascarą i zrobiłam kreski. Usta podciągnęłam brązową pomadką. Uśmiechnęłam się delikatnie czując się ładnie. Rozczesałam włosy i wyprostowałam je dokładnie. Ubrałam duży dziadkowy sweter koloru którego nie mogłam zdefiniować i luźne jeansy oraz moje perły. Spakowałam prezenty do torby i wyszłam z pokoju nie żegnając się bo wiedziałam że Kate jest teraz w innym świecie. Zbiegłam na dół, gdzie zapach potraw był jeszcze wyraźniejszy. Moja mama i ciocia gotowały coś a Mariusz mył podłogę co sprawiło że naprawdę uznałam ten dzień za cud.
- Dzień dobry, skoczę po tą przyprawę. *oznajmiłam idąc do przedpokoju*
- Oczywiście że William nic nie zrobi tylko wysługuje się siostrą. *Linda pokręciła głową śmiejąc się*
- Dlatego lepiej mieć córki a nie synów. Oni to tylko w głowach mają dziewczyny i samochody.
Zignorowałam je i ubrałam skórzane kozaki oraz grubą kurtkę, w szybkim tempie by jak najszybciej znaleźć się daleko od tego domu. Wyszłam na dwór czując ogromną zmianę temperatury. Z radością zobaczyłam że cały świat był biały, wszystko było zaśnieżone. Poczułam ogromną radość która wypełniła każdy fragment mojego organizmu. Żałowałam tylko że nie odwiedzę Milona dziś z prezentem. Ruszyłam ulicą do domu Liama by móc objąć go i życzyć mu wesołych świąt. Mimo że jednocześnie czułam ogromną tęsknotę za czymś czego już nie ma, jednocześnie zyskałam coś czego wcześniej nie miałam. Przyjaciół.
Zapukałam do drzwi, gdy ujrzałam twarz jego mamy uśmiechnęłam się.
- Dzień dobry, wesołych świąt. Zastałam Liama? *zapytałam*
- Czy mój syn znalazł sobie dziewczynę?! *zawołała matka chłopaka na mój widok*
CZYTASZ
Do not lose hope.
Teen FictionByliśmy tylko dziećmi ze złamanymi duszami bez marzeń, gwiazdy miały dla nas jedno zadanie któremu nie byliśmy w stanie podołać. Tracąc czas na myśli traciliśmy siebie w oceanie pełnym naszych łez. TW samookaleczanie, zaburzenia odżywiania, problem...
