Obudził mnie głośny śpiew ptaków za oknem. Wolno otwierając oczy zauważyłam od razu że Madi nie leży już koło mnie ani nie ma jej w pokoju. Nie śniła mi się , napewno nie.
Zeskoczyłam z łóżka i leniwie ubrałam kapcie, przejrzałam się przelotnie w lustrze i poprawiłam lekko włosy. W bluzie brata wyglądałam jak w worku bo on sam nosił ubrania o rozmiar większe.
Zeszłam wolnym krokiem po schodach. I z każdym stopniem coraz bardziej czułam cudowny zapach naleśników. Unosił się po całym domu. Mój brat był mistrzem naleśników ale robił je wyjątkowo rzadko. Kiedy tylko zeszłam ze schodów ujrzałam Madison i Willa smażących placki. Zaśmiałam się cicho i usiadłam na blacie, wzięłam do ręki jabłko i przyglądałam im się z rozbawieniem.
- Dzień dobry, widzę że zdążyliście się już poznać *odwrócili się a Will na mój widok uśmiechnął się*
- Dobrze że jesteś zaraz śniadanie a później odwiozę was do szkoły *chłopak chodził do innego liceum niż ja jednak czasami odwoził mnie z dobrej woli lub jak ja uważam chciał mieć pewność że będę w szkole* Tylko szybko bo trochę sobie pospałyście.
- Śniadanie mówicie? *ostatnio mało jadłam z powodu stresu i braku uczucia głodu* Z miłą chęcią. Dziękuję braciszku *zaśmiałam się odkładając owoc do miski*
- Zawołam was jak będą gotowe a wy w tym czasie idźcie się przygotować do szkoły *powiedział przewracając ciasto*
- Niech będzie choć wiem że poprostu chcesz się nas pozbyć z kuchni *zaśmiałam się kiwając głową na znak by dziewczyna poszła za mną*
Weszłyśmy na górę, miałam wrażenie że dziewczyna mocno coś analizuje i nie myliłam się.
- Hej ogólnie to dziękuję za wczoraj. Nie miałam gdzie się podziać i może to głupie ale byłaś jedyną deską ratunku. *dziewczyna odwróciła się spoglądając mi w oczy.
Pierwszy raz mogłam jej się przyjrzeć. Jasne brązowe oczy koloru podobnego do słoneczników przynajmniej dla mnie. Prezentowały się przepięknie na jej bladej twarzy. Miała ona delikatne rysy a koło nosa masę piegów które moim zdaniem wyglądały uroczo. Długie brązowe włosy lekko potargane opadały jej na ramiona. Jej sylwetka była szczupła, podobnie do mojej jednak dziewczyna miała większe wcięcie w tali i szersze biodra niż ja.
- Przestań! Nic takiego nie zrobiłam. Nie masz za co dziękować. *wzruszyłam ramionami* Ale ja chcę pierwszą porcję *zaśmiałam się lekko*
- Tu jest moja szafa bierz co chcesz ja i tak częściej ubieram się w szafie brata. Kosmetyki mam w łazience używaj czego potrzebujesz. *Uśmiechnęłam się wyciągając tym razem dużą koszulkę z nadrukiem. Tym razem moją nie Willa i pierwsze lepsze szerokie jeansy*
- Dziękuję ale wolę nie, jeszcze coś zniszczę *dziewczyna wzruszyła ramionami* Nic się nie stanie, przebiorę się w domu.
- Daj spokój połowa tych rzeczy czeka na zauważenie od roku *rzuciłam w nią bluzą i parą dresów * Masz i ubieraj się *sama weszłam do łazienki szybko ubierając się*
Pomalowałam rzęsy a usta przejechałam pomadką. Kiedy wyszłam z toalety dziewczyna była już ubrana i rozczesywała swoje włosy. Po chwili zeszłyśmy na dół i usiadłyśmy przy stole.
- Szef kuchni poleca naleśniki z malinami lub naleśniki z borówkami *odwrócił się do nas z talerzami w rękach z zadowolonym wyrazem twarzy*
- Biedny masz ten repertuar ale niech będą z malinami *rzekłam na co Madi też powiedziała że woli maliny*
- Zabawne *chłopak położył talerze na stole i sam poszedł na górę się ogarnąć.*
Zaczęłam jeść posiłek razem z dziewczyną co zajęło mi mniej niż 5 minut. Włożyłam talerz do zmywarki po czym spojrzałam na Madison.
CZYTASZ
Do not lose hope.
Teen FictionByliśmy tylko dziećmi ze złamanymi duszami bez marzeń, gwiazdy miały dla nas jedno zadanie któremu nie byliśmy w stanie podołać. Tracąc czas na myśli traciliśmy siebie w oceanie pełnym naszych łez. TW samookaleczanie, zaburzenia odżywiania, problem...
